
Burger zamówiony w The Fancy Induced Burger sfotografowany obok ulepszonego przez sztuczną inteligencję zdjęcia produktu, zrobionego w czwartek w lokalu sieci w Waterloo.
Idealnie rumiane burgery, perfekcyjne kanapki i krewetki wyglądające niemal jak z kreskówki. Coraz więcej restauracji wykorzystuje sztuczną inteligencję do tworzenia lub poprawiania zdjęć potraw zamieszczanych w menu i reklamach. Pozwala to zaoszczędzić pieniądze, ale część klientów uważa, iż efekty są sztuczne, a czasami wręcz odpychające.
W internecie przybywa zdjęć restauracyjnych reklam, których autorzy podejrzewają wykorzystanie AI. Jedzenie ma nienaturalne kształty, idealnie powtarzalne elementy i faktury, które bardziej przypominają plastik niż prawdziwe produkty.
Jeden z internautów, komentując reklamę restauracji w Mississaudze, stwierdził, iż wygląda ona jak prezentacja przygotowana przez kosmitów próbujących pokazać, czym żywią się mieszkańcy Ziemi.
Dla części klientów nie chodzi wyłącznie o estetykę. Cynthia Lem z Toronto przyznaje, iż widząc sztucznie wyglądające zdjęcie potrawy, zaczyna zastanawiać się, co rzeczywiście otrzyma po złożeniu zamówienia.
Restauratorzy mają jednak powód, aby sięgać po nowe technologie – pieniądze. Według najnowszego badania Restaurants Canada 41 proc. ankietowanych właścicieli lokali gastronomicznych deklarowało, iż prowadzi działalność ze stratą albo jedynie wychodzi na zero.
Zdjęcie w kilka minut
Profesjonalna sesja fotograficzna oznacza dodatkowe koszty, a także konieczność zatrudnienia fotografa i często stylisty żywności. AI pozwala uzyskać potrzebną ilustrację w ciągu kilku minut.
Nie zawsze oznacza to tworzenie potrawy od początku przez komputer. Kanadyjska sieć The Fancy Induced Burger wykorzystuje prawdziwe zdjęcia burgerów przygotowanych w restauracji, a następnie poprawia je przy użyciu sztucznej inteligencji.
Fez Mian, odpowiedzialny za marketing firmy, fotografuje gotową potrawę, a później dzięki aplikacji AI poprawia m.in. wygląd jej tekstury i świeżość składników. Tak przygotowane zdjęcia trafiają do menu, na plakaty i do mediów społecznościowych.
Proces, który wcześniej wymagał umówienia fotografa, przeprowadzenia sesji i oczekiwania na gotowe materiały, może w tej chwili zająć pięć lub dziesięć minut.
Profesor marketingu David Pullara z Schulich School of Business uważa, iż samo używanie AI nie jest problemem. Ryzyko pojawia się wtedy, gdy restauracja bezkrytycznie wykorzystuje wygenerowane obrazy.
– Dobre zdjęcia jedzenia sprzedają – podkreśla. Jego zdaniem kiepska grafika AI może zaszkodzić zarówno sprzedaży, jak i wizerunkowi restauracji.
Czy AI może oszukiwać klienta?
Jeszcze poważniejszy problem powstaje, gdy atrakcyjność reklamy nie ma wiele wspólnego z rzeczywistym wyglądem potrawy.
Profesor David Soberman z Rotman School of Management zwraca uwagę, iż restauracje mają prawo przedstawiać swoje produkty w korzystny sposób, ale nie powinny wprowadzać klientów w błąd. jeżeli na wygenerowanym lub poprawionym zdjęciu stek wygląda na dwukrotnie grubszy niż ten podawany klientowi, granica może zostać przekroczona.
Problem nie narodził się jednak wraz ze sztuczną inteligencją. Od dawna żywność przygotowywana do reklam jest odpowiednio układana, oświetlana i fotografowana, a zdjęcia poddawane są obróbce.
The Fancy Induced Burger zapewnia, iż każdą ilustrację poprawioną przez AI sprawdza człowiek. Chodzi m.in. o upewnienie się, iż sztuczna inteligencja nie dodała składników, których w sprzedawanym burgerze w rzeczywistości nie ma.
Fotografowie i styliści żywności na razie nie obawiają się jednak, iż zostaną całkowicie zastąpieni przez komputery. Zoe Rousseau z Toronto przekonuje, iż profesjonalista potrafi wydobyć atrakcyjność z prawdziwego jedzenia, wybierając najlepsze składniki, odpowiednio je układając oraz wykorzystując światło i adekwatny kąt fotografowania.
Jej rada dla niewielkich restauracji, których nie stać na profesjonalną sesję, jest prosta: jeżeli sztuczna inteligencja tworzy potrawę, która nie przypomina tego, co rzeczywiście trafia na talerz, lepiej zrobić zwykłe zdjęcie telefonem.















