Jak podaje serwis „Goniec”, jeszcze niedawno polityczna mapa Polski wydawała się stabilna, dziś zaczyna drżeć w posadach. Najnowsze badanie opinii publicznej ujawnia gwałtowne przetasowania: jedni zyskują w tempie, które zaskakuje choćby ich własnych sztabowców, inni tracą poparcie szybciej, niż zdążyli zareagować. To nie jest zwykły sondaż — to sygnał, iż pod powierzchnią liczb narasta polityczne przesilenie.
Jest najnowszy sondaż
Najnowszy sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” rysuje obraz sceny politycznej, która wyraźnie wychodzi z dotychczasowej równowagi. Koalicja Obywatelska umacnia się na pozycji lidera z poparciem 31,4 proc., poprawiając wynik mimo niesprzyjających okoliczności: trudnych decyzji rządowych, presji gospodarczej i rosnących oczekiwań społecznych. To sygnał, iż elektorat KO nie tylko pozostaje lojalny, ale wciąż się poszerza.
Po drugiej stronie barykady sytuacja Prawa i Sprawiedliwości wygląda znacznie gorzej. Spadek do 23,3 proc. – jeden z najsłabszych wyników od lat – nie jest już chwilowym wahnięciem, ale objawem głębszego kryzysu.
Utrata niemal czterech punktów procentowych w krótkim czasie pokazuje narastające zmęczenie wyborców i brak nowego impulsu programowego. Różnica ponad ośmiu punktów procentowych między KO a PiS oznacza koniec politycznego klinczu, do którego Polska przywykła przez ostatnią dekadę.
Mentzen traci, Braun zyskuje
Jeszcze ciekawiej robi się na prawicy. Klasyczna Konfederacja Mentzena i Bosaka traci impet, spadając do 12,6 proc., podczas gdy Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna notuje spektakularny skok do 9 proc.
To wyraźny sygnał przesunięcia nastrojów: wyborcy coraz chętniej sięgają po ostrzejszą, bardziej radykalną narrację, choćby jeżeli wiąże się ona z kontrowersjami. Łączne poparcie obu formacji przekracza 21 proc., co dowodzi, iż prawicowy elektorat nie znika — on się fragmentuje.
W tle tych przetasowań mniejsze ugrupowania walczą o polityczne przetrwanie. Lewica rośnie do 8,1 proc., PSL stabilizuje się na poziomie 5,4 proc., ale Polska 2050 z wynikiem 1,7 proc. praktycznie wypada z gry.
Przeliczenie głosów na mandaty pokazuje, jak krucha byłaby sejmowa większość: obecna koalicja rządząca balansowałaby na granicy samodzielnych rządów, a opozycja – choć liczebnie porównywalna – pozostawałaby ideowo rozbita.







