Tej nocy Zdzisława Wolska po raz ostatni śpi obok Mięty. Rano pies ma wyjechać do gospodarstwa, ale o czwartej na klatce schodowej pojawia się człowiek, który wie, iż pracownicy piekarni czasem dostają wypłatę w gotówce.
Zdzisława ma czterdzieści siedem lat. Pracuje na nocnej zmianie w piekarni w Krakowie i wynajmuje nieduże mieszkanie w Podgórzu. Miętę znajduje przywiązaną do opuszczonego garażu. Z chudego psa wyrasta krzepka, szara suka, której ludzie unikają wyłącznie z powodu wyglądu.
Nowa właścicielka mieszkania, Krystyna Zawadzka, zamiera na jej widok.
— W umowie nie ma nic o takim psie.
— Kiedy podpisywałyśmy umowę, była mała.
— Albo pies wyjeżdża, albo nie przedłużam umowy.
Zdzisława znajduje rolnika spod Wieliczki. Obiecuje podwórko i budę. Ale na zdjęciu, za jego plecami, Zdzisława dostrzega krótki łańcuch. Cały wieczór ma wątpliwości.
O czwartej nad ranem wraca z piekarni. Na klatce schodowej nie pali się światło. Mięta jak zwykle czeka za drzwiami. Gdy Zdzisława otwiera drzwi, z ciemnego kąta podnosi się mężczyzna. Rozpoznaje byłego pracownika piekarni, niedawno zwolnionego za kradzieże.
— Oddawaj torebkę.
— Nic w niej nie ma.
— Wiem, iż dziś wypłacali pensje.
Podchodzi bliżej. Mięta wychodzi na klatkę i staje przed Zdzisławą. Nie rzuca się. Tylko opuszcza łeb.
Mężczyzna uderza Zdzisławę w rękę. Telefon spada na schody. Mięta szczeka. Na dole otwierają się drzwi sąsiada. Mężczyzna chwyta torebkę i pędzi w dół. Mięta biegnie za nim.
Zdzisława podnosi telefon i słyszy huk. Gdy zbiega na dół, mężczyzna stoi przy drzwiach piwnicy. Mięta stoi naprzeciw. Ale Mięta nie patrzy na złodzieja. Obwąchuje szparę pod zamkniętymi drzwiami i skomli.
Z piwnicy dochodzi głuche walenie.
— Kto tam?
— Proszę… wypuśćcie mnie…
To głos dziecka.
Mężczyzna nagle rzuca się do wyjścia. Sąsiad próbuje go zatrzymać, ale ten mu się wyrywa.
Zdzisława dzwoni na policję i do administratora budynku. Drzwi piwnicy są zamknięte na nową kłódkę. W oczekiwaniu na pomoc Mięta leży przy szparze i spokojnie skomli, żeby dziecko wiedziało, iż nie jest samo.
Po dwudziestu minutach drzwi zostają otwarte. W środku siedzi dziewięcioletni chłopiec, wnuk właścicielki piekarni. Okazuje się, iż były pracownik spotkał go przed domem, podstępem zwabił do piwnicy i chciał zmusić jego babcię, żeby przywiozła pieniądze. Ale Zdzisława wraca wcześniej, niż się spodziewał.
Mężczyzna zostaje zatrzymany tego samego dnia na dworcu autobusowym. Torebkę Zdzisławy znajdują w jego samochodzie.
Następnego ranka właścicielka mieszkania przychodzi sama.
— Słyszałam o tej nocy. Pies może zostać.
Zdzisława patrzy na nią długo.
— Wczoraj była problemem.
— Zmieniłam zdanie.
— A ja zmieniłam plany.
Zdzisława w ciągu miesiąca znajduje malutką część domu w Podgórzu. Kuchnia jest stara, podłogi skrzypią, ale na podwórku rośnie jabłoń.
Do rolnika dzwoni sama.
— Nie przywiozę Mięty.
— Dlaczego?
— Bo tam, gdzie widziałam ją na zdjęciu, był łańcuch.
Właścicielka piekarni pomaga jej zapłacić kaucję.
— Nie za to, iż pani pies uratował mojego wnuka — mówi. — Za to, iż pani sama nie uciekła.
Po tym wydarzeniu chłopiec boi się piwnic i ciemnych klatek schodowych. Psycholożka proponuje, żeby powoli wracał do zwykłych miejsc. Pierwszy raz do piwnicy piekarni schodzi razem z Miętą. Pies idzie powoli, pozwalając chłopcu trzymać rękę na obroży.
Po kilku miesiącach chłopiec na szkolnym konkursie plastycznym rysuje Miętę. Nadaje rysunkowi tytuł „Światło za zamkniętymi drzwiami“. Zdzisława wiesza go w kuchni.
Pierwszego wieczoru na nowym podwórku Mięta przynosi opadłe jabłko i kładzie je u stóp Zdzisławy.
— Dobrze — śmieje się kobieta. — Połowę czynszu zapłacisz jabłkami.
Dla łańcucha nie ma tam miejsca.









