W Pętelce wszystko jest ułożone kolorystycznie. “Niestety coraz bardziej wykańcza nas internet”

krowoderska.pl 1 tydzień temu

Na pierwszy rzut oka to tylko guziki, włóczki, koronki, igły, gumki, muliny i koraliki. Rzeczy małe, lekkie, kolorowe – czasem tak drobne, iż mieszczą się w pudełku po zapałkach. Ale wystarczy chwilę postać w Pętelce, pasmanterii w Nowej Hucie, żeby zrozumieć: tu nie chodzi o „pierdółki”.

Zuzanna Nowak mówi o nich właśnie tak – z czułością i spokojem kogoś, kto od dziecka wie, iż bez tych drobiazgów świat się pruje.

– Mamy tego strasznie dużo. I trzeba wiedzieć, co jest do czego, po co i dlaczego – mówi.

Pętelka działa od 1998 roku. Zuzanna jest z nią związana od 1999.

– Odkąd się urodziłam – śmieje się. – To firma moich rodziców.

Najpierw był malutki punkt drzwi w drzwi z obecnym lokalem. „Klitka”, jak wspomina. Dziś sklep w Nowej Hucie jest większy, a Pętelka rozrosła się w rodzinną sieć pasmanterii. Są punkty w Krakowie (m.in. na Starowiślnej, Kurdwanowie i os. Teatralnym), ale też w Brzesku, Bytomiu, Tarnowie i Rzeszowie. W Bytomiu otworzyli niedawno coś, co brzmi jak oksymoron: wielką pasmanterię. Sto metrów sali sprzedaży. Pasmanteryjny market, ale bez marketowego chłodu.

– To jedna z naszych perełek – mówi Zuzanna z dumą. – Zobaczyliśmy, iż da się zrobić dużą pasmanterię, choć przecież pasmanterie kojarzą się z małymi sklepikami obstawionymi guzikami i włóczkami.

A Pętelka wyrosła właśnie z tej małości. Z domu, z pracy rąk, z babci, która szyła i haftowała. Z ojca, który jako młody człowiek pracował przy produkcji guzików i znał branżę od środka. Ktoś miał wiedzę, ktoś kontakty, ktoś wyczucie. Babcia miała w domu nitki, igły i kolory. No to stwierdzili: czemu by nie spróbować?

I tak się zaczęło.

Do dziś życie rodziny kręci się wokół guzików i włóczek. Mama pracuje, tata pomaga, najmłodsza siostra stoi za ladą, druga czasem wpada, wujek jest częścią historii, kuzynki pomagały. Babcia pracowała jeszcze przed pandemią.

– Jak siedzicie w domu, to już o tym nie gadacie? – pytam.

– Gadamy dalej – odpowiada bez wahania. – A to nowa włóczka, a to zrobiłam sobie sweter, bluzeczkę. Cały czas.

To piękne i trochę niebezpieczne, kiedy praca staje się tak naturalną częścią życia, iż nie ma wyłącznika. U Zuzanny nie słychać jednak zmęczenia. Jest za to to szczególne oswojenie, które mają ludzie wychowani w rodzinnych firmach. Oni nie wchodzą do branży. Oni się w niej budzą.

– Ja zawsze tu się bawiłam. Potem jako nastolatka przychodziłam dorywczo w wakacje. Widziałam to wszystko od dziecka, więc nie musiałam się uczyć od zera.

Dzisiaj sama jeździ po sklepach poza Krakowem, dogląda, sprawdza. Mama zajmuje się bardziej Krakowem, tata – jak mówi córka z uśmiechem – trochę się już odciął.

– Może mu się nie chcieć, jak jest w tym od 1998 roku – śmieje się Zuzanna.

Ale Pętelka ciągnie dalej. Rodzinnie. Uparcie. Kolorowo.

W pasmanterii rozmawia się o konkretach: igła, nitka, guma, guzik. Ktoś przyszedł przyszyć guzik, komuś puściła gumka w spodniach dziecka, ktoś szuka koronki do sukienki z second-handu, inny włóczki na sweter, jeszcze inny koralików na bransoletkę. Przychodzą dzieci, starsze panie, mężczyźni. Przekrój wieku jest ogromny.

– Więcej kobiet, ale mężczyźni też – zaznacza Zuzanna.

Najcenniejsze jest to, czego nie załatwisz w internecie: ktoś przychodzi i nie wie, co zrobić. A tu dostaje konkretną radę – co, dlaczego, jak. Pasmanteria jest sklepem, punktem konsultacyjnym i ostatnią deską ratunku dla spodni, płaszcza, firanki czy swetra, którego „szkoda wyrzucić”.
Są stałe klientki, które przychodzą pogadać. Są dzieci dawnych klientek wysłane z misją: „Mama powiedziała, iż pani będzie wiedzieć”. I pani najczęściej wie. Bywają czekoladki i kwiaty – za ściągniętą włóczkę, dobrą radę, uratowaną rzecz.

– To jest miłe – mówi Zuzanna. – Ktoś wraca i mówi: „O, pani mi ostatnio świetnie doradziła”. Daje to ogromne zadowolenie.

Lubi tę pracę. Lubi kontakt z ludźmi. Lubi, kiedy wracają zadowoleni. I cieszy się jak dziecko, gdy przychodzą nowe „perełki”, które zamówiła.

W Pętelce wszystko jest ułożone kolorystycznie – tęczowo, ładnie, ale też logicznie. Kolor jako porządek. Porządek jako troska.

Jest w tej historii coś bardzo współczesnego, choć mówimy o guzikach. Pasmanterie są na pierwszej linii niewidocznej wojny: mały handel kontra internet, jakość kontra niska cena, naprawa kontra wyrzucanie.

– Niestety coraz bardziej wykańcza nas internet. Action, Temu i tak dalej. Cena robi swoje – przyznaje Zuzanna.

Pod koniec roku zamknęli dwa sklepy. Nie ma tu nostalgicznego „kiedyś było lepiej”, jest spokojna diagnoza. Część klientów patrzy wyłącznie na cenę. Klikną taniej – klikną. Ale są i tacy, którzy po chińszczyźnie wracają po jakość.

Sprzedaż internetowa? Próbują, ale to nie takie proste.

– Ktoś zwróci pół metra koronki i co ja mam z tym zrobić? – pyta retorycznie Zuzanna.

Bo pasmanteria żyje niuansami. Odcieniem. Dotknięciem. Rozmową. Wiedzą, iż turecka włóczka jest rozpromowana, ale norweska – lepsza jakościowo i bardziej naturalna. I iż czasem warto dopłacić.

A jednak szycie wraca. Po latach przerwy ludzie znów chcą robić coś rękami. Warsztaty rękodzielnicze, makrama, kursy szycia, personalizacja ubrań z second-handów. Igła i nitka dają opór materii w świecie, w którym wszystko da się przewinąć palcem.

– Moda zatacza koło – mówi Zuzanna. – Dzwony, szerokie rzeczy, kolorowe, pstrokate. Wszystko wraca.

Pętelka jest małym obserwatorium miasta. Tu widać, co ludzie noszą, co naprawiają, za czym tęsknią i na czym oszczędzają. Nowa Huta też się zmienia – klientów jest mniej, okoliczne sklepy wymierają. Trzyma jeszcze Rossmann.

Ale Pętelka nie udaje skansenu. Inwestują, otwierają większe punkty, szukają jakościowych produktów, mają własną produkcję guzików w Nowej Hucie. Są polską firmą i stawiają na dobre towary – polskie, kiedy się da, czeskie, słowackie, europejskie.

Guzik – niby najmniejszy element – potrafi zmienić wszystko. Jest zapasem, pamiątką, początkiem przeróbki. Obietnicą, iż coś da się jeszcze przyszyć z powrotem.

Pytam Zuzannę o przyszłość.

– Może być ciężko. jeżeli ludzie nie wrócą do jakości, to będzie ciężko. Igła i nitka zawsze będą potrzebne, ale widać, iż to idzie w dół.

Mimo to nie brzmi jak ktoś, kto się poddaje. Raczej jak kobieta, która całe życie budziła się wśród guzików i wie, iż warto trzymać nitkę napiętą.

Zostaje obraz dziewczyny, która bawiła się między półkami, dziś zna składy włóczek jak sommelier wina, doradza krawcowym i dzieciom z koralikami, a po pracy w domu dalej rozmawia z rodziną o nowej włóczce.

I myśl, iż Pętelka jest jednym z tych miejsc, które łatwo przeoczyć – dopóki nie odpadnie guzik. Dopóki sukienka z lumpeksu nie poprosi o koronkę. Dopóki sweter nie zacznie się pruć. Dopóki nie zapragniesz zrobić czegoś własnymi rękami.

Wtedy idziesz do Pętelki.

I ktoś po drugiej stronie lady mówi ciepło:

– Proszę pokazać, zobaczymy, co da się zrobić.

Sklep Pętelka znajduje się przy os. Na Lotnisku 4 w Krakowie, a pozostałe lokalizacje i dane kontaktowe można znaleźć na stronie: PENTELKA – Sieć sklepów pasmanteryjnych

Czytaj także:

  • Ten sklep działa od 47 lat. “Tego się nie da włożyć do koszyka online”
  • “Nie da się dobrej pizzy zrobić na tanich rzeczach”
  • „Szpeje, czyli sztuka codziennego absurdu”
  • Bure Wióry – rzeźbią drewno w ciszy
  • Sprzęt kiedyś był trwały. Teraz to jednorazówki. Rowery z marketów to w większości katastrofa

KdM_biznes_02
Idź do oryginalnego materiału