Z desperacji zgodziła się wyjść za syna bogacza, który nie mógł chodzić… A miesiąc później zauważyła coś niezwykłego…

twojacena.pl 4 dni temu

Z desperacji zgodziła się wyjść za syna bogacza, który nie mógł chodzić Miesiąc później zauważyła

To chyba żart powiedziała Kinga, wpatrując się w Janusza Kowalskiego szeroko otwartymi oczami.

Pokręcił głową.
Nie, to nie żart. Ale dam ci czas do namysłu. To niecodzienna propozycja. Zresztą domyślam się, co teraz myślisz. Przeanalizuj wszystko spokojnie wrócę za tydzień.

Kinga patrzyła, jak odchodzi, kompletnie zdezorientowana. Jego słowa nie mieściły się w jej głowie.

Znała Janusza Kowalskiego od trzech lat. Miał sieć stacji benzynowych i kilka innych biznesów. Kinga pracowała jako sprzątaczka na jednej z nich. Zawsze traktował personel życzliwie, rozmawiał ciepło. Ogólnie był dobrym człowiekiem.

Płaca na stacji była przyzwoita, więc nie brakowało chętnych do pracy. Dwa miesiące wcześniej, po skończeniu sprzątania, Kinga siedziała na zewnątrz zmiana dobiegała końca, miała chwilę wolnego.

Nagle drzwi serwisowe otworzyły się i pojawił się Janusz Kowalski.
Mogę przysiąść?
Kinga zerwała się na równe nogi.
Oczywiście! Po co choćby pytać?
Dlaczego wstajesz? Siadaj, nie ugryzę. Ładny dzień.
Uśmiechnęła się i usiadła ponownie.
Tak, na wiosnę zawsze wydaje się, iż pogoda jest idealna.
Bo wszyscy mają dość zimy.
Może masz rację.
Chciałem cię zapytać: dlaczego pracujesz jako sprzątaczka? Ela proponowała ci przejście na kasjerkę, prawda? Lepsza płaca, lżejsza robota.
Chętnie. Ale graf mi nie pasuje córka jest mała i często choruje. Jak jest zdrowa, to sąsiadka ją pilnuje. Ale jak coś się dzieje, muszę być przy niej sama. Więc z Elą zmieniamy się w razie potrzeby. Zawsze pomaga.
Rozumiem Co się dzieje z dziewczynką?
Och, nie pytaj Lekarze nie bardzo wiedzą. Ma ataki duszności, panikę, różne rzeczy. A poważne badania są prywatne. Mówią, żeby czekać, może z tego wyrośnie. Tylko iż ja nie mogę tak po prostu czekać
Trzymaj się. Wszystko się ułoży.

Kinga podziękowała. Tego wieczoru dowiedziała się, iż Janusz Kowalski wypłacił jej premię bez wyjaśnień, po prostu dał.

Potem go nie widziała. A teraz pojawił się u niej w domu.
Gdy go zobaczyła, serce zamarło jej w piersi. A gdy usłyszała jego propozycję zrobiło się jeszcze gorzej.

Janusz Kowalski miał syna Krzysztofa, prawie trzydziestkę. Siedem z tych lat spędził na wózku po wypadku. Lekarze zrobili, co mogli, ale nigdy nie stanął na nogi. Depresja, wycofanie, niemal całkowita odmowa rozmów choćby z ojcem.

Więc Janusz wpadł na pomysł: ożenić syna. Naprawdę. Żeby znów miał cel, chęć do życia, do walki. Nie był pewien, czy to zadziała, ale postanowił spróbować. I wydawało mu się, iż Kinga jest idealna do tej roli.

Kinga, będziesz zabezpieczona na wszelki wypadek. Dostaniesz wszystko. Twoja córka przejdzie wszystkie badania, otrzyma potrzebne leczenie. Proponuję ci roczny kontrakt. Po roku odejdziesz bez względu na wszystko. jeżeli Krzysiek się poprawi wspaniale. jeżeli nie wynagrodzę cię hojnie.

Kinga nie mogła wydusić słowa oburzenie ją sparaliżowało.
Jakby czytał w jej myślach, Janusz powiedział cicho:
Kinga, proszę, pomóż mi. To korzystne dla obu stron. Nie jestem choćby pewien, czy mój syn cię dotknie. A tobie będzie łatwiej będziesz szanowana, oficjalnie zamężna. Wyobraź sobie, iż wyszłaś nie z miłości, ale z konieczności. Proszę tylko: ani słowa nikomu o naszej rozmowie.

Czekaj, Januszu A twój Krzysiek zgadza się?
Mężczyzna uśmiechnął się smutno.
Mówi, iż mu wszystko jedno. Powiem mu, iż mam problemy z biznesem, ze zdrowiem Najważniejsze, iż będzie żonaty. Oficjalnie. Zawsze mi ufał. Więc to kłamstwo w dobrej wierze.

Janusz odszedł, a Kinga długo siedziała w osłupieniu. W środku kipiało z oburzenia, ale jego szczere słowa nieco złagodziły szok.

A jeżeli się nad tym zastanowić Czego by nie zrobiła dla małej Zosi?
Wszystkiego.

A on? On też był ojcem. Też kochał swojego syna.

Jeszcze nie skończyła zmiany, gdy zadzwonił telefon:
Kinga, szybko! Zosia ma atak! Mocny!
Jadę! Wzywaj karetkę!

Dotarła, gdy karetka podjeżdżała pod bramę.
Gdzie byłaś, matko? zapytał lekarz surowo.
W pracy
Atak był naprawdę silny.
Może powinniśmy jechać do szpitala? spytała nieśmiało Kinga.
Lekarz, który był tam pierwszy raz, machnął zmęczoną ręką.
Po co? Tam nie pomogą. Tylko dziecko zestresują. Powinniście pojechać do Warszawy do dobrej kliniki, do specjalistów.

Czterdzieści minut później lekarze odjechali.
Kinga wzięła telefon i wybrała numer Janusza.
Zgadzam się. Zosia miała kolejny atak.

Następnego dnia wyjeżdżali.
Janusz sam po nich przyjechał w towarzystwie młodego, ogolonego mężczyzny.
Kinga, zabierz tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Resztę kupimy.
Skinęła głową.
Zosia z ciekawością przyglądała się samochodowi dużemu i błyszczącemu.
Janusz przykucnął przed nią.
Podoba ci się?
Bardzo!
Chcesz usiąść z przodu? Wtedy wszystko zobaczysz.
Mogę? Naprawdę chcę!
Dziewczynka spojrzała na matkę.
Jak nas policja zobaczy, dostaniemy mandat powiedziała Kinga stanowczo.
Janusz roześmiał się i otworzył drzwi.
Wskakuj, Zosiu! A jak ktoś będzie chciał mandat, to my go ukarzemy!

Im bliżej domu, tym bardziej Kinga się denerwowała.
Boże, dlaczego się zgodziłam? A jeżeli on jest dziwny, agresywny?
Janusz zauważył jej niepokój.

Kinga, uspokój się. Do ślubu został tydzień. Możesz w każdej chwili zmienić zdanie. A Krzysiek to dobry chłopak, mądry, ale coś w nim pękło. Sam

Idź do oryginalnego materiału