Zrobiłam wszystko, by mój syn był szczęśliwy – wybrałam mu żonę i zapłaciłam za jego miłość, choć serce matki nie chciało oddać go innej kobiecie

newsempire24.com 3 dni temu

Zapłaciłam za szczęście mojego syna

Śniło mi się, iż płynęłam Wisłą wśród mgły. Na brzegu siedział mój syn jedyny, wyczekany, wychuchany. Zawsze był dla mnie najważniejszy, tak bliski jak zroszony poranek na mazurskich jeziorach. W tym śnie czułam jak dla niego przekraczam granice tych realnych i tych, o których nie lubimy mówić.

Był moim orłem z Białegostoku od dzieciństwa pielęgnowałam w nim siłę, hart ducha, nocami czuwałam przy jego łóżku, odprawiałam nad nim modlitwy i wspominałam rodzinne historie, jakby to on miał podtrzymać całą polską tradycję. Ale czas płynął, a on nagle zaczął się interesować dziewczynami…

Nie potrafiłam zgodzić się na żadną z nich. Jego partnerka była jak jesienna szarość kapryśna, niepojęta, nie z tej bajki, którą dla niego tkwiłam. Powiedziałam mu wprost synu, to nie ta. Nam potrzeba dziewczyny prostej, cichej, takiej z dobrego domu, nie strojnej w piórka jak krakowska lajkonikowa panna, tylko tej, co usiądzie z nami do pierogów i barszczu.

Nie zdradziłam synowi, iż wymyśliłam własny plan. Wyruszyłam na poszukiwania synowej z powagą i zaciętością godną matki Polki. Chciałam dziewczyny, z którą porozumiem się choćby bez słów, takiej, z którą pójdziemy razem na pielgrzymkę do Częstochowy, posłuchamy Prząśniczki i wypijemy herbatę przy cieście makowym.

Krąg kandydatek był wąski Basia z klatki obok, córka Tereski, mojej serdecznej przyjaciółki, i kilka sympatycznych koleżanek z klasy syna. Rozmowa z Basią i jej matką skończyła się, zanim się zaczęła Basia była rosła jak stodoła po żniwach, a ja chciałam, żeby syn miłością się zachwycił, nie tylko wiernością. Potem próbowałam dogadać się z córką Tereski, ale okazało się, iż już ktoś czeka na nią przy Pomniku Syrenki. Koleżanki z klasy syna odpadły jak liście pod koniec października żadnej chemii, nudy.

Zostałam sama na swoim peronie marzeń, patrząc na pusty rozkład kandydatów. Wtedy zrobiłam się trochę jak baba-jaga musiałam podejrzeć, zobaczyć, kto naprawdę interesuje mojego chłopca. Uknułam plan, iż odwiedzę go w pracy i powiem, iż przyszłam zobaczyć, jak sobie radzi w rzeczywistości wgapiałam się w potencjalne synowe, jakby były wyrobami z porcelany ćmielowskiej, każda wydawała się nie ta.

Po dniu pełnym przyczajonej obserwacji wracaliśmy do domu tramwajem, a syn zaproponował kawiarnię na Krakowskim Przedmieściu. Początkowo odmówiłam, ale w śnie wszystko płynie inaczej, więc później się zgodziłam. W kawiarnianych oknach odbijał się cień naszego spotkania, a w kącie za baristą stała ona dziewczyna o jasnych oczach i zaplecionych warkoczach. Zobaczyłam, jak mój syn rozmawia z Helenką, kelnerką i wtedy przyszło olśnienie.

Podeszłam, zaczęłam rozmowę. Helenka patrzyła na mnie jak na wariatkę z rynku w Zakopanem, ale powiedziałam prosto z mostu, czego chcę.

Naprawdę pani? Przecież to niepojęte! zdziwiła się Helenka.
Ale zobacz, Helenko, tutaj masz szansę na nowe życie, a mój syn potrafi przenosić góry odparłam.

Wyjęłam portmonetkę i zaoferowałam jej sporą sumę, taką, za którą mogłaby sfinansować studia brata na Politechnice Warszawskiej, jeszcze zostało by na ferie w Zakopanem. Siostrzana miłość wygrała z tradycyjną zasadą przyjęła warunki i obiecała, iż się zakocha.

Po tym sekretnym układzie utrzymywałyśmy kontakt jak tajni agenci, jakbyśmy rozwiązywały sprawę kryminalną w Radiu Trójka. Doradzałam jej, co lubi mój syn, jak zabłysnąć przy wigilijnym stole i jak sprawić, żeby serce syna szybciej zabiło.

Efekty przyszły prędko syn stracił głowę, wspominał Helenkę przy każdej okazji, opowiadał, jak pysznie gotuje, jak potrafi śmiać się z żartów o smokach wawelskich i jakie piosenki śpiewa przy ognisku. Kiedy poprosiłam o spotkanie, syn przyprowadził ją do naszego mieszkania pachnącego jabłkami z cynamonem.

Rozmawiałyśmy długo. Helenka powiedziała mi, iż naprawdę polubiła mojego syna, wręcz zaczyna kochać, i próbowała oddać te pieniądze. Ale przecież nie o to mi chodziło niech zatrzyma, pomyślałam, niech ten nasz pakt stanie się zaczynem czegoś dobrego.

Pozwoliłam Helenie zachować pieniądze i prosiłam, by przygotowywała się do ślubu. Teraz, w tym dziwnym, rozmazanym śnie, moje dzieci są szczęśliwe, a ja mam synową, wierną jak sierp i serdeczną jak mazowiecka łąka w lipcu. Nasza tajemnica ukryta w cieniu klonów pozostanie tylko nasza. Cieszę się, iż to moje polskie zaklęcie uczyniło mojego syna szczęśliwym!

Idź do oryginalnego materiału