Anna stała na drewnianym ganku w mroźny, krakowski wieczór i świat jakby zamarł. Zimno już jej nie dotyczyło. Nie czuła sztywności palców, ani rumianych policzków. Był tylko ten szum w uszach gęsty, lepki, jak ściana mgły, przez którą ponoć Staszek przebijał się przez ostatnie dwadzieścia lat, inwestując (podobno) w górnictwo. Z wnętrza domu dobiegły kroki. […]