Piszę anonimowo, bo wstyd mi przed znajomymi.
Z mężem jestem piętnaście lat.
Myślałam, iż znam go jak własną kieszeń.
Okazało się, iż nie znam go wcale.
Dwa tygodnie temu zadzwonił nieznany numer.
Odebrałam, bo mąż był w pracy.
Kobieta w słuchawce zapytała, czy jestem żoną Marka.
Powiedziałam, iż tak, a serce zaczęło mi walić.
Ona powiedziała, iż ma do niego sprawę.
Sprawę związaną z córką.
Zapytałam, o jaką córkę jej chodzi.
Odpowiedziała spokojnie: moją i jego.
Trzynaście lat, mówiła dalej.
Chciała tylko pieniędzy na szkołę.
Myślałam, iż to pomyłka albo oszustwo.
Zapytałam męża wieczorem, bez owijania w bawełnę.
Spytałam: kim jest ta kobieta?
Zbladł i usiadł na kanapie.
Powiedział: to prawda, mam córkę.
Zapytałam, kiedy to się stało.
Odpowiedział: dawno, w trakcie naszego małżeństwa.
Czyli zdradził mnie, będąc moim mężem.
Trzynaście lat temu byliśmy już po ślubie dwa lata.
Zapytałam, czy ją kocha.
Powiedział: nie, to był błąd.
Zapytałam, czy płacił na dziecko.
Przyznał, iż od czasu do czasu wysyłał pieniądze.
Czyli wiedział o córce cały czas.
Przez trzynaście lat okłamywał mnie codziennie.
Zapytałam, czy mieli kontakt później.
Powiedział: sporadyczny, tylko w sprawie dziecka.
Nie wiedziałam, czy wierzyć w jedno słowo.
Płakałam całą noc w łazience.
Rano powiedział: proszę, nie rozwalajmy rodziny.
Zapytałam, jaką rodzinę mam niby ratować.
Odpowiedział: naszą, przecież mamy dzieci.
Mamy dwoje dzieci, to prawda.
Ale czułam, iż fundament się rozpadł.
Zapytałam, czy ta dziewczynka wie o mnie.
Powiedział, iż nie wie wszystkiego.
Zapytałam, co będzie, jak dorośnie i zapyta.
Milczał długo, nie miał odpowiedzi.
Siostra powiedziała mi: wybacz, ale uważaj.
Przyjaciółka powiedziała: ja bym spakowała walizki.
Nie wiem, komu mam wierzyć.
Mąż błaga codziennie o drugą szansę.
Mówi, iż kocha tylko mnie.
Zapytałam siebie: czy jeszcze mu wierzę?
Nie znam odpowiedzi.
Nie wiem, czy wybaczyć, czy odejść.










