Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy Ewarysta życie rodziny zmienia się na zawsze. Osta…

polregion.pl 2 dni temu

Będziemy żyć dla siebie

Po śmierci mamy, Eugeniusz powoli dochodził do siebie. Mama ostatnio leżała w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej była w domu, opiekowali się nią na zmianę z żoną Weroniką. Ich domy stały obok siebie choć Eugeniusz proponował, by mama przeniosła się do nich, ona uparcie odmawiała.

Synku, tutaj zmarł twój ojciec i ja też chcę tutaj zostać. Tak mi lżej płakała, a on nie miał serca się jej sprzeciwić.

Im faktycznie byłoby wygodniej, gdyby była z nimi, ale z drugiej strony nie chcieli, by trzynastoletnia córka, Klaudia, patrzyła jak babcia gaśnie. Eugeniusz pracował na zmiany, Weronika była nauczycielką w podstawówce, więc zawsze ktoś pilnował mamy. choćby nocowali na zmianę u niej.

Mamo, babcia zaraz umrze? pytała czasem Klaudia. Szkoda jej, jest taka dobra.

Nie wiem, córeczko, ale przyjdzie taki czas. Takie jest życie.

Babci się pogorszyło, więc zabrali ją do szpitala. Eugeniusz miał młodszą o trzy lata siostrę, Mariolę, która miała synka Antka. zwykle opiekowały się nim babcia i Weronika, bo Mariola ciągle była w delegacjach, jak mówiła. Z mężem od dawna po rozwodzie, pomocą przy mamie nie była zainteresowana wiedziała, iż brat z żoną sobie poradzą. Mariola była zupełnym przeciwieństwem Eugeniusza: twarda, bezwzględna, wiecznie skłócona.

Po trzech dniach mama Eugeniusza i Marioli umarła w szpitalu. Po pogrzebie postanowili sprzedać jej dom wymagał opieki, a tak tylko by niszczał. Mama już wcześniej sporządziła akt darowizny na syna, z córką nie miała szczególnych relacji. Mariola wiedziała o tym i nie utrzymywała z matką kontaktu.

Po sprzedaży domu Weronika zaczęła przekonywać męża:

Jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel się po połowie z Mariolą.

Weroniko, przecież Mariola ma swoje mieszkanie, były mąż zostawił jej niezłe lokum, a i tak przepuści te pieniądze…

I co z tego, Gienek? Przynajmniej nasze sumienie będzie czyste, a Mariola i tak by cię wszędzie obmawiała, mnie zresztą też.

Eugeniusz odpuścił i oddał połowę pieniędzy siostrze, a ona, zamiast podziękować, rzuciła:

I to wszystko? A reszta?

Czas mijał, Klaudia miała już piętnaście lat, kiedy znowu przyszło nieszczęście. Weronika ciężko zachorowała. Od dłuższego czasu źle się czuła, zwalała to na zmęczenie, bo wiadomo, praca z dzieciakami łatwa nie jest. Ale któregoś dnia po prostu zemdlała na podwórku. Zabrali ją do szpitala i gwałtownie okazało się, iż to paskudna choroba do tego już zaawansowana.

Można jeszcze coś zrobić dla żony? zapytał zrozpaczony Eugeniusz lekarza.

Robimy co w naszej mocy, ale przyszła za późno. A raczej nie przyszła, tylko przywieziono ją po omdleniu. Naprawdę nic nie zauważył pan wcześniej?

Jak nie zauważyłem… Prosiłem, żeby poszła do lekarza, ale Weronika zawsze dla innych żyła, o sobie nie myślała… westchnął ciężko.

Niedługo potem Weronikę przywieźli do domu, już nie wstawała. Eugeniusz i Klaudia opiekowali się nią, ale z każdym dniem było gorzej. Eugeniusz sam robił zastrzyki żonie, choćby wziął urlop na opiekę. Ale urlop się skończył, musiał wrócić do pracy, Klaudia zajmowała się mamą po szkole, karmiła ją, myła, oczywiście gwałtownie się męczyła.

Któregoś dnia przyszła Mariola:

Gienek, pralka mi się zepsuła, zerkniesz? Ty się na tym znasz.

Jasne, po pracy wpadnę obiecał i faktycznie zaraz po robocie naprawił sprzęt.

Wychodząc, powiedział siostrze:

Wpadnij czasem do nas, żeby Klaudia nie zostawała sama z Weroniką. Klaudia ma piętnaście lat, to dla niej za dużo fizycznie i psychicznie wykańczające. choćby dorosły ciężko to znosi, a co dopiero dziecko. Wera opiekowała się przecież też twoim Antkiem kiedy był mały, mieszkanie ci uratowała, jak twój były mąż chciał je dzielić…

Skończ, nie wracajmy do tego, co było sto lat temu. Antek już ma siedemnaście lat, ja wyszłam za mąż wcześniej niż ty. Wera mi kiedyś pomogła, no to co dałam jej wtedy złoty pierścionek.

Ale oddałaś go następnego dnia, a ty się cieszyłaś, iż masz go z powrotem.

Skoro nie chciała, to go zabrałam. Poza tym, co to za porównanie, opiekować się zdrowym dzieckiem czy siedzieć przy umierającym? Sorry, ale nie mam na to ochoty wycedziła i choćby za pralkę nie podziękowała.

Po tych słowach Eugeniusz choćby się nie obraził.

Więcej o żadną przysługę mnie nie proś. Bez serca jesteś, Mariola.

Potem już o niej nie myślał. Weronika bardzo gwałtownie gasła. Tego dnia Klaudia wypatrzyła przez okno ojca wracającego z pracy i wybiegła mu naprzeciw.

Tata, mamuś już bardzo źle, choćby nie je, odwróciła się do ściany i nic nie mówi. Chciałam dać jej lekarstwo i wodę, ale

Spokojnie, córeczko, damy radę, jakoś się pozbieramy.

Ale tej samej nocy Weronika zmarła. Oboje płakali, zostali tylko we dwoje. Po wszystkim Eugeniusza ogarnęła dziwna ulga nie dlatego, iż żony nie ma, ale bo Weronika już nie cierpiała, a córka nie musiała patrzeć na tę męczarnię. Kochał żonę bardzo, ale ta choroba wyssała z nich wszystko co dało się wyssać.

Po pogrzebie Eugeniusz nie mógł dojść do siebie brakowało mu spojrzenia Weroniki, jej śmiechu, troski Tego nie da się niczym zastąpić. Klaudia też przeżywała, ale starała się dodać ojcu otuchy.

Tato, zrobiliśmy dla mamy wszystko. Musimy to po prostu zaakceptować tam jej już lepiej, nie cierpi więcej. Powoli się przyzwyczaimy. Najważniejsze, iż mamy siebie.

Jak ty wydoroślałaś, córko zdziwił się Eugeniusz to wszystko przez tę tragedię…

Klaudia martwiła się o ojca, starała się go wspierać, a Eugeniusz po pracy gnał do domu, bo wiedział, iż na niego czeka i coś mu ugotuje. Klaudia nauczyła się gotować, potem wieczorami rozmawiali o szkole, o pracy, o wszystkim.

Pewnego dnia Kamińska wróciła z pracy, a Klaudia mówi:

Tato, przyszłam ze szkoły, a za mną wślizgnęła się ciocia Mariola.

Po co ona przyszła? Nie wpuszczaj jej więcej.

Ale weszła zaraz za mną, nie zdążyłam zamknąć drzwi. Powiedziała, iż przyszła po maminy płaszcz z nutrii i jeszcze kilka rzeczy, podobno jesteś w temacie.

Nie oddałam, wyszła zła.

Dobrze, nic jej nie dawaj i uważaj jak przychodzisz, zamykaj drzwi. Ona tu nie ma czego szukać.

Kilka dni później Eugeniusza złapało w pracy serce. Nagle przestał móc oddychać, blady zrobił się jak ściana. Kolega natychmiast wezwał karetkę i Eugeniusza zabrali do szpitala. Klaudia przyleciała z płaczem do szpitala, ale lekarz ją uspokoił:

Spokojnie, tata żyje, to tylko stan przedzawałowy, musi być pod obserwacją i na leczeniu.

Cały dom, szkoła, ojciec, wszystko spadło na Klaudię. Nie mogła liczyć na nikogo, więc jeszcze bardziej przyłożyła się do nauki, by nie stracić stypendium. Rano szkoła, potem obiad, sprzątanie, do szpitala do taty, a przy okazji coś mu zaniosła do jedzenia. Pewnego dnia przyszła Mariola z ciastem.

Klaudia, upiekłam placek, zanieś ojcu do szpitala. Ja nie chcę iść, bo mnie nie cierpi wiesz przecież. Powiedz, iż ty piekłaś, nie, iż ja.

Dobrze, dziękuję, ciociu zgodziła się Klaudia.

Kilka minut później przyszedł Antek, który często pomagał Klaudii w końcu brat. Kończył liceum, przygotowywał się do matury.

Zapomniałem kluczy, no to przyszedłem do ciebie mówi. O, placek? Sama upiekłaś?

Ależ skąd! Twoja mama przyniosła, powiedziała, iż dla ojca. Chcesz kawałek? Zjem z tobą, tata i tak nie zje wszystkiego.

Antek chętnie się poczęstował, wypili razem herbatę. Potem razem postanowili iść do szpitala. Ale po drodze Antek zbielał, spocił się, złapał za poręcz i zemdlał dobrze, iż już pod drzwiami szpitala.

Okazało się, iż w jego krwi wykryto jakąś truciznę.

Co on jadł? spytał lekarz Klaudię.

Ten placek, miał być dla taty, ciocia Mariola przyniosła.

Nie wolno pod żadnym pozorem dawać tego ojcu. Zabieram to do analizy.

Mariolę zawiadomiono, natychmiast pojawiła się w szpitalu.

Jezu, synku, co się z tobą stało? Czym się tak zatrułeś?

Jadł twój placek, ciociu Mariolu odpowiedziała Klaudia. Dałam mu kawałek, jak przyszedł po szkole…

Na to Mariola jakby ktoś z niej całą krew spuścił zbielała do reszty.

Po krótkim czasie Mariolę zabrała policja. Okazało się, iż dosypała czegoś do ciasta, by otruć brata i przejąć jego dom. Uważała, iż Klaudia pójdzie na studia i zamieszka w akademiku, a ona sprzeda dom i będzie z kasą. Nie przewidziała, iż jej własny syn się poczęstuje.

Kiedy Eugeniusz wyszedł ze szpitala, pojechał z Klaudią i Antkiem do Marioli na widzenie.

Wybaczcie Proszę was, Gienek, Antośku, Klaudia Wy niczemu winni. Zwariowałam, przepraszam płakała rzewnie.

Eugeniusz wycofał wniosek, po jakimś czasie Mariolę puścili. Antek jednak nie potrafił wybaczyć matce, coraz rzadziej bywał w domu i najchętniej przesiadywał u Eugeniusza i Klaudii.

Wujku Gieniu, nigdy nie przebaczę matce. Jak mogła!?

Antek, rodziców się nie wybiera, a twoja matka, co by nie mówić, żałuje tego wszystkiego. Każdy popełnia błędy. Daj jej szansę, niech choć pogodzi się ze sobą.

Powoli wszystko zaczęło się układać. Antek zdał maturę i dostał się na studia, Klaudia kończyła szkołę i też już planowała dalej się uczyć. Nie chciała jednak zostawiać ojca samego.

Nic się nie martw, córciu, sobie poradzę. Ty masz się uczyć, będziemy żyć dla siebie na weekendy i ferie przyjedziesz, wspieramy się wzajemnie. Mama bardzo chciała, żebyś została nauczycielką niech jej marzenie się spełni.

Idź do oryginalnego materiału