Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci matki Erykowi udało się trochę otrząsnąć. Mama ostatnio…

twojacena.pl 3 dni temu

Będziemy żyć dla siebie nawzajem

Po śmierci matki Jarosław powoli dochodził do siebie. Mama ostatnie dni spędziła w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej leżała w swoim domu, a on z żoną Zofią opiekowali się nią na zmianę. Ich domy stały obok siebie choć Jarosław namawiał matkę, by zamieszkała z nimi, ona stanowczo odmówiła.

Synku, tutaj odszedł twój ojciec i ja też tutaj odejdę. Tak będzie mi łatwiej płakała, a Jarosław nie miał serca sprzeciwić się jej woli.

Byłoby łatwiej, gdyby matka zamieszkała z nimi, ale z drugiej strony, córka Magdalena miała dopiero trzynaście lat nie chcieli, by babcia gasła na jej oczach. Jarosław pracował na zmiany, Zofia była nauczycielką w szkole podstawowej, więc zawsze ktoś czuwał przy matce. choćby nocowali na zmianę u niej.

Mamo, czy babcia niedługo umrze? pytała smutno Madzia. Tak mi żal, ona jest taka dobra.

Nie wiem, córeczko. Kiedyś ten czas przyjdzie, taka jest kolej rzeczy odpowiadała Zofia.

Gdy stan babci się pogorszył, zabrano ją do szpitala. Jarosław miał młodszą o trzy lata siostrę, Irenę, i jej syna Wojtka, którym najczęściej opiekowała się babcia i Zofia. Irena, wciąż w podróżach służbowych, rozwiodła się dawno temu i choćby nie chciała się matką zajmować wiedziała, iż brat z żoną się tym zajmą. Była zupełnie inna niż Jarosław: szorstka, zimna i kłótliwa.

Trzy dni później matka Jarosława i Ireny zmarła w szpitalu. Po pogrzebie zdecydowali sprzedać jej dom, bo bez opieki gwałtownie popadłby w ruinę. Matka dawno przepisała dom na syna z córką miała trudne relacje. Irena wiedziała o tym i nie rozmawiała z matką.

Po sprzedaży domu Zofia nalegała:

Kiedy dostaniesz pieniądze, podziel się równo z Ireną.

Zośka, przecież Irena ma własne mieszkanie, były mąż zostawił jej dobre lokum, a on sam odszedł z niczym. I tak wszystko roztrwoni te pieniądze.

Nieważne, Jarek. Wyjdziemy na tym z czystym sumieniem, a ona i tak zaraz na całą okolicę będzie gadać, iż ją oszukałeś upierała się Zofia.

Jarosław uległ i oddał połowę pieniędzy za dom siostrze, a ona tylko wzruszyła ramionami:

I to wszystko? Gdzie reszta?

Minęły lata, Magdalena skończyła piętnaście lat, kiedy nieszczęście ponownie nawiedziło rodzinę. Zofia zachorowała i przestała wstawać z łóżka. Od dawna źle się czuła, tłumaczyła to zmęczeniem, w końcu praca z dziećmi w szkole nie była lekka. Pewnego dnia zemdlała na podwórku. Trafiła do szpitala, gdzie badania wykryły straszną chorobę już było za późno.

Czy da się jeszcze coś zrobić dla mojej żony? błagał zapłakany Jarosław lekarza.

Robimy, co możemy, ale zbyt późno trafiła do szpitala. Sami państwo nie widzieli, iż choruje?

Widziałem… Prosiłem ją, żeby się przebadała, ale Zosia tak już miała zawsze żyła dla innych, nigdy dla siebie… rozłożył bezradnie ręce.

Wkrótce Jarosław przywiózł Zofię do domu, nie opuszczała już łóżka. Z córką opiekowały się nią najlepiej jak umiały, ale choroba gwałtownie się nasilała. Jarosław nauczył się dawać zastrzyki, wziął urlop, by być przy niej. Ale urlop się skończył musiał wrócić do pracy. Magdalena po szkole karmiła mamę, czasem ją myła, coraz bardziej zmęczona.

Pewnego dnia przyszła Irena.

Jarek, zepsuła mi się pralka naprawisz? Ty się na tym znasz.

Dobrze, zajrzę jutro obiecał i ogarnął sprzęt po pracy.

Kiedy wychodził, powiedział siostrze:

Od czasu do czasu przyjdź do nas, żeby Madzi nie zostawiać z Zosią samej. Ma dopiero piętnaście lat, jest jej ciężko i fizycznie, i psychicznie. choćby dorosły by tego nie wytrzymał. Musi nocami czuwać przy matce, gdy jestem na nocnej zmianie. Przecież Zosia ci nigdy nie była obca tyle lat wychowywała twojego Wojtka, walczyła o twoje mieszkanie z tamtym…

Daj spokój, to już było wieki temu prychnęła Irena. Wojtek ma siedemnaście lat, ja wcześniej wyszłam za mąż niż ty. Dobrze, pomagała mi twoja Zosia z synem, ale ja wtedy byłam w rozjazdach. Dostała za to ode mnie złoty pierścionek.

Po czym oddała ci go od razu, a ty zadowolona przyjęłaś z powrotem.

Skoro jej nie był potrzebny, zabrałam. Ale opiekować się zdrowym dzieckiem to co innego niż przy umierającej leżeć. Dziękuję, nie zamierzam odpowiedziała szorstko, choćby nie podziękowała za naprawę pralki.

Jarosław poczuł puste rozgoryczenie.

Nie licz więcej na mnie. Jesteś bezduszna i okrutna powiedział spokojnie.

Przestał o niej myśleć. Zosia gasła w oczach. Tego dnia z okna domu Magdalena zauważyła ojca wracającego z pracy i od razu wybiegła mu na spotkanie.

Tato, mamuni jest bardzo źle Nic nie je, odwróciła się do ściany, nie mówi już do mnie. Próbowałam podać lekarstwo, wodę…

Uspokój się, kochanie, damy radę. Przetrwamy to razem.

Ale tej samej nocy Zosia zmarła. Oboje płakali. Zostali z córką tylko we dwoje. Jarosław po śmierci żony poczuł choćby ulgę, bo Zosia już nie cierpiała, a córka nie musiała dłużej tego oglądać. Choć miłość do żony była wielka, ta podstępna choroba nie tylko odebrała im bliską osobę, ale wyniszczyła ich oboje.

Po pogrzebie znowu ogarnęła go pustka. Brakowało mu spojrzenia Zosi, jej śmiechu i czułej troski, wspomnienia nie pozwalały odejść. Tak bardzo jej potrzebował ale wiedział, iż już nigdy jej nie zobaczy. Magdalena też bardzo cierpiała, ale próbowała pocieszać ojca.

Tato, zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Musimy to zaakceptować. Mamie tam już lepiej nie cierpi więcej. Jakoś się przyzwyczaimy, bo najważniejsze, iż mamy siebie nawzajem.

Jesteś taka dorosła, kochanie zdziwił się Jarosław. To całe nieszczęście sprawiło, iż tak gwałtownie dojrzałaś.

Magdalena martwiła się o ojca, zawsze chciała być blisko niego, a on po pracy spieszył się do domu. Wiedział, iż córka na niego czeka, choćby coś gotowała nauczyła się gotować sama. Przy wspólnej kolacji słuchali opowieści o swoich dniach.

Pewnego dnia, gdy Jarosław wrócił do domu, córka z przejęciem powiedziała:

Tato, dziś jak wróciłam ze szkoły, zaraz za mną przyszła ciocia Irena.

Po co ona tu przyszła? warknął Jarosław. Nie wpuszczaj jej więcej.

Nie zdążyłam zamknąć drzwi. Powiedziała, iż musi zabrać płaszcz mamy i jeszcze trochę rzeczy niby wiedziałeś o tym.

Nie wydałam jej nic. Wyszła zła.

Kochana, nic jej nie wolno zabierać. Następnym razem zamykaj drzwi na klucz jak tylko wejdziesz. Nie ma tu czego szukać.

Jarosław był w pracy, gdy niespodziewanie chwycił się za serce. Ból był taki, iż nie mógł oddychać, bladł i tracił przytomność. Kolega natychmiast wezwał karetkę. W szpitalu Magdalena wybiegła do lekarza ze łzami w oczach.

Spokojnie, twój tata przeżyje, to było poważne ostrzeżenie. Teraz musi się leczyć.

Teraz na barkach Magdaleny spoczywało wszystko: ojciec, dom, szkoła. Musiała poradzić sobie sama, więc jeszcze pilniej uczyła się, wszystko robiła, by jak najwięcej zdążyć. Codziennie biegała do szpitala do taty, niosła mu też coś do jedzenia.

Pewnego dnia przyszła Irena z ciastem.

Madziu, upiekłam sernik dla twojego ojca, zaniosłabyś mu, bo wiesz, on mnie nie znosi. Powiedz, iż sama zrobiłaś.

Dobrze, ciociu, dziękuję Magdalena wzięła ciasto.

Niedługo po niej przyszedł Wojtek. Pomagał czasem Magdzie, w końcu byli rodziną sam kończył właśnie liceum i szykował się do matury.

Zapomniałem kluczy, to przyszedłem do ciebie wyjaśnił. Wow, sama zrobiłaś to ciasto?

Nie, nie potrafię jeszcze. To ciocia Irena przyniosła dla taty do szpitala. Może odkroję kawałek, bo dużo tego, a jesteś głodny po szkole.

Wojtek zjadł trochę ciasta, Magda zaparzyła mu herbatę i postanowili razem pójść do szpitala. Nagle Wojtek zbledł, spocił się, chwycił za poręcz przy wejściu do szpitala i upadł. Dobrze, iż byli już na miejscu.

Okazało się, iż we krwi Wojtka wykryto truciznę.

Co jadł ostatnio? zapytał lekarz Magdalenę.

Tylko ten sernik. To od cioci Ireny, zrobiła dla mojego taty…

Za żadne skarby niech nie je tego państwa ojciec! Zabieram ciasto do badania.

Wezwano Irenę do szpitala.

Jezu, synku! Co się stało? Czym się tak strasznie zatrułeś?

Jadł ciasto, ciociu Ireno, ono było do taty.

Irena pobladła.

Po kilku dniach policja zabrała Irenę na przesłuchanie. Wyszło na jaw, iż dodała coś do ciasta, chcąc zatruć brata, by po jego śmierci sprzedać jego dom. Myślała, iż Magda pójdzie na studia i zamieszka w akademiku, a ona dostanie pieniądze Nie przewidziała, iż ciasto trafi do jej własnego syna.

Gdy Jarosław wyzdrowiał, razem z Magdą i Wojtkiem odwiedzili Irenę w areszcie.

Wybaczcie mi… Przepraszam cię, Jarku, przepraszam, Wojtku, Madziu Bardzo żałuję, za nic w świecie nie chciałam skrzywdzić dziecka Przysięgam, żałuję łkała.

Jarosław wycofał skargę, po jakimś czasie siostra wróciła do domu. Ale Wojtek długo nie potrafił wybaczyć matce, coraz częściej bywał u Jarosława i Magdy.

Wujku Jarku, ja nigdy jej nie wybaczę. Nienawidzę jej Jak mogła?

Wojtku, rodziców się nie wybiera. Twoja matka popełniła straszną rzecz, ale bardzo tego żałuje. Każdy może zabłądzić. Daj jej szansę, wybacz, ona cierpi i żałuje.

W końcu wszystko zaczęło się układać. Wojtek poszedł na studia, Magda kończyła szkołę i też chciała dalej się uczyć, choć trudno było zostawić tatę samego.

Nic nie szkodzi, córeczko, jakoś sobie poradzę mówił Jarosław. Ty musisz studiować. Będziemy żyć dla siebie nawzajem przyjeżdżaj w weekendy, na święta, mama zawsze marzyła, byś poszła na pedagogikę…

Idź do oryginalnego materiału