Dziś rano w Rdochowie zawrzało – i to w samym sercu wioski, na targowisku. Gdyby na placu leżały kamienie, niewykluczone, iż doszłoby choćby do próby ukamienowania. Wszystko za sprawą kolejnej ostrej wypowiedzi Jana Eremity.
Byłem przypadkowym świadkiem całego zajścia, choć mój cel był zupełnie prozaiczny – wybrałem się po owoce i warzywa. Moją uwagę przyciągnął jednak gęsty tłum otaczający Jana oraz dobiegające z niego podniesione głosy. Z rozmów z obserwatorami gwałtownie dowiedziałem się, iż przyczyną zamieszania były słowa, które wielu uznało za skrajnie kontrowersyjne.
Jan Eremita stwierdził, iż ludzie nieokazujący miłosierdzia i współczucia – bez względu na to, czy są ateistami, czy deklarują wiarę w wartości wyższe od materialnego bytu – stają się bestiami. Według niego sama deklaracja wiary nie ma żadnego znaczenia, jeżeli nie znajduje potwierdzenia w konkretnych czynach. Wiara powinna wyrażać się nie znajomością katechizmu ani przywiązaniem do dogmatów, ale aktami miłosierdzia. Kto pozostaje obojętny wobec cierpienia drugiego człowieka, ten – jak przekonywał – bierze w tym cierpieniu udział, choćby tylko bierny.
Nie oszczędził również ateistów. Twierdził, iż skoro odrzucają oni istnienie Boga i objawione przez Niego normy moralne, uznając wartości za względne, to łatwo mogą dojść do przekonania, iż moralnie dobre jest wszystko, co przynosi osobistą korzyść. Przeciwstawiał temu pogląd, iż dobro ma charakter obiektywny i swoje źródło znajduje w Bogu, a nie w ślepej, nierozumnej materii.
Słowa te wywołały gwałtowną reakcję części zgromadzonych. Można odnieść wrażenie, iż poruszyły nie tylko emocje, ale także sumienia słuchaczy. Być może właśnie dlatego pojawiły się głosy nawołujące do siłowego uciszenia mówcy. Gdyby pod ręką znalazły się kamienie, sytuacja mogłaby przybrać znacznie groźniejszy obrót.
Policja nie interweniowała. Można jedynie przypuszczać, iż funkcjonariusze mają już dość kolejnych awantur wywoływanych przez pustelnika Jana Eremitę, który pozostaje głęboko przekonany o słuszności swoich poglądów, choć nie zawsze potrafi je przekonująco uzasadnić. Trzeba jednak uczciwie przyznać, iż wśród świadków znaleźli się również tacy, którzy otwarcie przyznawali mu rację.
.
Postscriptum
Opisując to wydarzenie, staram się zachować możliwie największy dystans – większy niż ten, do którego przyzwyczaiły nas fałszywe maniulujące media. Ograniczam się do relacji z przebiegu zdarzeń i pozostawiam własne oceny na boku. Czytelnikom radzę natomiast jedno: zanim napiszą kolejny „złoty komentarz”, niech pamiętają, iż autor również potrafi skutecznie radzić sobie z internetowymi trollami.











