Jadwiga obudziła się i nasłuchiwała.
Po ciszy w mieszkaniu zrozumiała, iż Wojtka nie ma.
Wstała, przeciągnęła się i poszła do kuchni.
Na stole leżała kartka.
„Przepraszam, zapomniałem uprzedzić wczoraj. Będę w pracy do południa”.
Uśmiechnęła się gorzko.
Zmięła kartkę i wrzuciła do kosza.
Od dawna podejrzewała, iż Wojtek ma kogoś.
Wciąż go nie było w domu.
Przestali rozmawiać szczerze.
Nawet zwykłe rozmowy stały się rzadkością.
Córka wyszła za mąż i wyjechała do garnizonu.
Zostały tylko pozory rodziny.
Zadzwonił telefon. Halinka.
„Co robisz?” — spytała jedyna bliska przyjaciółka ze szkoły.
„Nic. Właśnie wstałam.”
„Pogoda cudowna, wiosna, słoneczko. Przejdziemy się po sklepach?”
„Masz jakieś plany?” — dodała Halinka.
„Żadnych. Wojtek w pracy.”
„W niedzielę? No to ogarnij się, za godzinę jestem.”
Halinka się rozłączyła bez pytania o zgodę.
Jadwiga postawiła czajnik na gazie.
Poszła do łazienki, żeby się umyć.
Lubiła chodzić z Halinką na zakupy.
Przyjaciółka miała nosa do rzeczy.
Potrafiła wśród setek ubrań wybrać to jedyne.
Jadwidze zawsze rozbiegały się oczy.
Nie wiedziała, co wziąć do ręki.
Halinka jak czarodziejka wyciągała adekwatną sukienkę.
Uczyła ją, iż na zakupy trzeba iść odświętnie.
„Sprzedawcy muszą widzieć damę, nie wiejską babę” — mówiła.
Wtedy podsuwali lepsze rzeczy.
I dziwnym trafem to działało.
Nigdy nie wracały z pustymi rękami.
Jadwiga zrobiła makijaż i ubrała się elegancko.
Spojrzała w lustro, zadowolona z efektu.
Zakupy zawsze poprawiały jej humor.
A dziś właśnie tego potrzebowała.
Po dziesięciu minutach Halinka zadzwoniła, iż czeka pod domem.
„Cześć. Coś konkretnego chcesz obejrzeć?” — spytała Jadwiga, wsiadając do Opla.
„Nie. Powinna być nowa kolekcja” — odpowiedziała Halinka.
„Ubiegłoroczną będą wyprzedawać. Czujesz wiosnę?” — zaśmiała się.
„Wojtek mnie zabije. Zbieramy na wakacje…”
„Nie zabije. Wytnij metki, wyrzuć paragony.”
„Powiedz, iż wydałaś połowę” — dodała Halinka.
„Tak, tylko iż wydam dwa razy tyle” — westchnęła Jadwiga.
„Znam sprawdzony sposób na uśpienie czujności męża.”
„Jaki sposób?” — zainteresowała się Jadwiga.
„Zobaczysz sama” — uśmiechnęła się tajemniczo Halinka.
Halinka była kobietą okazałą, nie grubą.
Miała pełny biust, szerokie biodra, wąską talię.
Brązowe oczy, pełne usta, gęste ciemne włosy.
Mężczyźni odwracali za nią głowy na ulicy.
Jadwiga była jej całkowitym przeciwieństwem.
Niska, szczupła, jasne kręcone włosy, zielone oczy.
W dżinsach z tyłu wyglądała jak młoda dziewczyna.
Przy Halince czuła się mała i niepewna.
Gdy Halinka podchodziła do sprzedawców, ci garnęli się do niej.
Pokazywali jej najlepsze rzeczy ze sklepu.
Ona odpłacała im królewskim uśmiechem.
Jadwidze nigdy to tak nie wychodziło.
Sprzedawcy traktowali ją z góry.
Gubiła się, odmawiała pomocy, uciekała ze sklepu.
Po dwóch godzinach wyszły z kolejnego sklepu.
Obładowane firmowymi torbami, zmęczone ale szczęśliwe.
„Dość, mąż zbiednieje” — zażartowała Jadwiga.
Halinka tylko się uśmiechnęła, otwierając bagażnik auta.
Jadwiga poczuła, iż dzień wcale nie jest zły.
Mąż może kłamać, ale przyjaciółka nigdy.
I to musiało jej wystarczyć na dzisiaj.











