Jeszcze czuć zapach świeżych pomidorów i słychać rozmowy klientów, ale to już ostatnie chwile ryneczku przy ul. Marysińskiej. Piątek, 29 sierpnia, przeszedł do historii. To był ostatni dzień działalności hali targowej na Bałutach.
Babcie z osiedla przychodziły tu cały dzień. Żegnały swoje ulubione stoiska, płakały i tuliły się do sprzedawców, jakby odchodziła część ich własnego życia. Po 20 latach miejsce, które było sercem osiedla, znika z mapy Łodzi. Handlowcy mówią o końcu epoki, ale nie mają żalu do właścicieli.
- Czasy się zmieniły, rynek nie przynosił już dochodów
- rozkładają ręce.
Ostatni tydzień, ostatnie zakupy
Końcówka sierpnia 2025 roku to ostatnie dni działalności targowiska. Najemcy wykruszali się stopniowo przez ostatnie lata. Na początku tego roku zamknęły się sklepik z pieczywem i stoisko z kurczakami. Został tylko spożywczy i sklep z wędlinami. Od 30 sierpnia także one przestaną działać.
- Smutno, ale cóż poradzić… Ludzie nas lubili, bo mieli tu zawsze świeże warzywa i owoce, swojskie produkty i przepyszne, manualnie robione pierogi z Tomaszowa. Kiedy dowiedzieli się, iż zamykamy, kupowali pierogi na zapas, żeby zamrozić
- wzdycha pani Agnieszka, przesympatyczna ekspedientka ze sklepu spożywczego, który działał w tym miejscu niemal od początku jego istnienia.
Były tu też starannie wyselekcjonowane sery i prawdziwa oranżada.
- Szef obiecał, iż nie zostawi swoich stałych klientów, zwłaszcza starszych osób. Wielu z nich to emeryci, którzy mieli do nas kilka kroków. Do supermarketu już nie pojadą. Dlatego zapisuję numery telefonów. Będzie im dowoził zakupy do domu
- dodaje pani Agnieszka.
Sklep przenosi się na ul. Św. Franciszka z Asyżu 20, do lokalu „U Lecha”.
„To nasz świat”
Podobny los spotkał sklep z wędlinami „U Darka”.
- Był moment, iż myślałem, żeby wszystko zamknąć i iść na etat. Ale jak? My z żoną tym żyjemy, na tym się znamy, to kochamy. Wiemy, którzy producenci robią naturalne i naprawdę smaczne wędliny. Szkoda byłoby wszystko rzucić
- mówi właściciel.
Wędliny mają juz nowy adres - na Nowym Rynku przy ul. Felińskiego 2. To daleko od Bałut, więc nie wszyscy klienci pójdą za nimi.
- Trochę się boimy, ale spróbujemy. Nie potrafimy inaczej
- przyznaje właściciel.
Ten biznes jest stracony
- Bardzo żałujemy, iż musimy zamknąć ryneczek. Chcielibyśmy go prowadzić dalej, ale nic się nie dało zrobić. Tego typu biznes jest już chyba po prostu stracony. Kupcy z takich hal nie są w stanie konkurować cenami z dużymi marketami-
- tłumaczy Radosław Krawczyk, brat właścicielki. Przejął sprawy po śmierci ojca, który wybudował halę w 1997 roku.
Z roku na rok najemców ubywało. W końcu zapadła decyzja o likwidacji targowiska. Do ostatnich chwil o przetrwanie walczyły dwa sklepy, ale i one nie udźwignęły rosnących kosztów najmu i utrzymania. Bo im mniej najemców, tym większe obciążenie - wspólne opłaty trzeba było dzielić na coraz mniejszą liczbę lokali.
Koniec pewnej epoki
- Kiedyś tu było życie. Rano przychodziłem po bułki, potem po warzywa, a zawsze spotykało się znajomą twarz. Teraz zostają tylko markety. A to już nie to samo
- roni łezkę pan Grzegorz, klient z sąsiedniego bloku.
Bałucki ryneczek przy Marysińskiej znika z mapy Łodzi. Zostaną po nim wspomnienia, zapach świeżego pieczywa, rozmowy ze sprzedawcami, którzy znali swoich klientów po imieniu. Jeszcze przez chwilę drzwi sklepów są otwarte. Potem na dobre się zatrzasną.