— Mam dosyć wybryków twojej matki! Składam pozew o rozwód i koniec tematu! — powiedziałam zdecydowanie.
Zamek przekręcił się w drzwiach, gdy kończyłam zmywać po wizycie teściowej.
Okruchy po sucharkach, które przywiozła „dla wnuka”.
Staś ma rok, nie powinien jeść takich słodkości.
Plama po kawie — teściowa znów strąciła kubek łokciem.
— Cześć — głos Michała był zmęczony.
Powiesił kurtkę, choćby nie spojrzał w moją stronę.
Milczałam, wciąż wycierając już czysty blat.
W środku wszystko we mnie wrzało.
Trzy lata to znosiłam.
— Co się stało? — odwrócił się w końcu.
Wrzuciłam ścierkę do zlewu z hukiem.
— Mam dość wybryków twojej mamy! Składam pozew o rozwód i już!
Słowa wyrwały się ostro, jak policzek.
Michał zamarł, otworzył usta, zamknął.
— Oszalałaś? — zapytał nerwowo.
— Spakuj rzeczy. Albo ja spakuję swoje — odpowiedziałam spokojnie.
Usiadł ciężko, przesunął ręką po twarzy.
Stałam z ramionami skrzyżowanymi, patrząc na mężczyznę, w którego wierzyłam cztery lata temu.
— Ola, pogadajmy spokojnie…
— Spokojnie? — parsknęłam. — Jak dziś, kiedy twoja matka weszła swoim kluczem bez pytania?
— Ona się martwi…
— Ona zatruwa mi życie! Co tydzień znajduje powód, żeby przyjechać i krytykować!
Milczał, wpatrzony w blat.
— Dziś powiedziała przy Stasiu, iż jestem złą matką!
— Mama nie chciała…
— Twoja mama nigdy nie chciała! — uderzyłam pięścią w stół.
Spojrzał na mnie zmęczony, bez sprzeciwu.
— Co chcesz, żebym zrobił?
— Chcę, żebyś mnie obronił! Choć raz!
— Nie przesadzaj, Ola…
Z pokoju dziecka doszedł szmer przez nasłuch — Staś się poruszył.
Zniżyłam głos, ale nie złość.
— Pół roku temu robiła awanturę o działkę. Żąda wyjaśnień, na co wydajemy pieniądze. Decyduje, do jakiego przedszkola pójdzie syn.
— Ona chce pomóc…
Chwyciłam reklamówkę, którą przywiozła.
— Patrz! Kupiła mi bieliznę bez pytania. Bo „nie mam gustu”!
Wysypałam na stół wielkie, beżowe majtki i szary biustonosz.
Michał się zarumienił.
— No dobra, to przesada…
— To upokorzenie! Budzę się i myślę: co dziś wymyśli twoja mama?
Chodziłam nerwowo po kuchni.
— A ty zawsze ją bronisz. „Mama nie chciała”, „mama się martwi”. A kto obroni mnie?
— Kocham cię — powiedział cicho.
— Miłość to nie tylko słowa, Michał. To obrona, gdy ktoś mnie rani. choćby twoja matka.
Spojrzał za okno, w grudniową szarość.
— Jej trudno zaakceptować, iż mam swoją rodzinę.
— Jej trudno?! A mnie? Nie mogę odetchnąć w własnym domu!
— Oddam jej klucze…
— Nie chodzi o klucze. Chodzi o to, iż nigdy nie mówisz jej „dość”.
Usiadłam naprzeciw, patrząc mu w oczy.
— Wybieraj. Ona albo ja.
— Ola, to nie fair…
— Nie fair? Milczałam, gdy przy moich rodzicach powiedziała, iż wyszłam za ciebie dla pieniędzy!
Wstał, chciał mnie objąć — odsunęłam się.
— Mówię poważnie. Albo dziś ustalasz z nią granice, albo się wyprowadzam.
Telefon na stole zawibrował.
Na ekranie: „Mama”.
Odebrał.
— Halo, mamo… tak, wszystko dobrze…
Wyrwałam mu telefon, włączyłam głośnik.
— Powiedziałeś jej już? O mieszkaniu? — zapytał głos teściowej.
Spojrzałam na Michała, pobladł.
— Jakim mieszkaniu? — zapytałam spokojnie.
— Olu, to nie twoja sprawa…
— Jestem jego żoną. Jakim mieszkaniu?
— Ciotka Teresa sprzedaje dwupokojowe. Okazja, po rodzinie — tłumaczyła teściowa.
Grzegorz, jej siostrzeniec, potrzebował pieniędzy na studia córki.
— I co dalej? — spytałam Michała.
— Mama proponowała, żebyśmy kupili to mieszkanie, ze zniżką…
— Za czyje pieniądze?
Milczał.
— Za czyje, Michał?!
— Za twoje oszczędności — wykrztusił. — Dołożę swoje.
Trzysta tysięcy złotych. Zbierałam pięć lat.
Marzyłam o własnym salonie manicure. Miałam gotowy biznesplan.
— Czyli zanim mi powiedziałeś, z mamą już wszystko ustaliłeś?
— Ola, to się opłaca…
— A moje marzenia? Mam czekać w nieskończoność?
Teściowa na głośniku zaczęła paplać:
— Olu, jaki salon, dziecko małe! Mieszkanie to inwestycja!
— Rodzina — powtórzyłam powoli. — Która decyduje za mnie.
Odłożyłam telefon.
— Zamierzałeś mi powiedzieć? Czy po prostu zabrałbyś te pieniądze?
— Chciałem najpierw przemyśleć…
— Z kim? Z mamą już omówiłeś. Ze mną kiedy?
Drzwi otworzyły się — teściowa wparowała w futrze.
— Co tu się wyprawia?! Ona się na mnie drze!
Za nią weszła Teresa, uśmiechnięta zadowolona.
— Cześć, Olu. Jechałyśmy obok, pokażemy papiery od mieszkania…
Papiery. choćby nie pytając.
— Wynoście się — powiedziałam cicho.
— Słucham?! — teściowa wytrzeszczyła oczy.
— Mówię: wynoście się z mojego domu. Obie.
— Jak ty się odzywasz?! Michał, słyszysz ją?
— Mamo, może zły moment… — bąknął.
— Zły?! Całe życie ci poświęciłam! A ty tak się odwdzięczasz przez tę niewdzięczną!
— Dość! — wrzasnęłam. — Wynocha! Natychmiast!
— Olu, przecież to dobra okazja — próbowała Teresa.
— Nie chcę waszego mieszkania! Chcę, żeby mąż szanował moje zdanie!
— Kim ty jesteś? — krzyknęła teściowa. — Michał cię poślubił, bo zaszłaś w ciążę! Inaczej nigdy byś się tu nie wkręciła!
Cisza.
Michał stał blady, bez słowa.
— To prawda? — zapytałam.
Milczał.
— Michał, to prawda?
— Ja… kochałem cię…
— Kochałeś. Czas przeszły — skinęłam głową. — Wszystko jasne.
Sięgnęłam po torebkę.
— Ola, poczekaj…
— Nie podchodź. Klucze zostaw na stole.
— Nie możesz tak po prostu wyjść!
— Mogę. I wychodzę. Od ciebie. Od twojej matki. Od tego cyrku.
Teściowa złapała mnie za rękę:
— Zostawisz dziecko?!
— Odbiorę Stasia jutro. Z policją, jeżeli trzeba. Teraz niech śpi spokojnie.
Wyszłam na klatkę schodową. Mróz uderzył w twarz.
Za mną trzasnęły drzwi — Michał wybiegł na korytarz.
— Ola, zaczekaj! Gdzie idziesz?!
Nie odwróciłam się. Schodziłam coraz niżej.
— Dogadamy to! Porozmawiam z mamą! Obiecuję!
Wybiegłam na ulicę. Mroźne powietrze zapiekło w płucach.
Kurtka rozpięta, szalika brak — wszystko mi jedno.
Telefon wibrował. Mama. Odrzuciłam. Michał. Odrzuciłam. Teściowa. Wyciszyłam.
Zatrzymałam się przy metrze, usiadłam na ławce. Ręce trzęsły się ze złości i zimna.
Co ja zrobiłam?
Odeszłam bez rzeczy, bez dziecka, bez planu.
W życiu nie ma happy endu jak w filmie.
Siedziałam na zmarzniętej ławce, bez grosza — portfel został w domu.
Do mamy? Mieszka z siostrą w kawalerce, nie ma miejsca.
Do Sylwii? Mąż, dwójka dzieci, sama ledwo się mieści.
Telefon znów zadrżał. SMS od Michała: „Przepraszam. Spotkajmy się jutro”.
Porozmawiamy spokojnie. Jakby można spokojnie rozmawiać o rozbitym życiu.
Kolejny SMS, od Teresy: „Pomyśl jeszcze o mieszkaniu. Staś będzie miał miejsce”.
Wszyscy rozmawiają między sobą. Ja tylko słyszę ich decyzje.
Wstałam, zeszłam do metra, wsiadłam w pociąg, nie wiedząc dokąd.
Wysiadłam przy Nowym Świecie, bo nazwa była ładna.
Miasto świeciło świątecznie, ludzie pędzili do rodzin.
Weszłam do kawiarni, zamówiłam herbatę, usiadłam przy oknie.
Myślałam o Stasiu. Co powie mu Michał rano?
Że mama odeszła? Że go zostawiła?
Zabolało jak nóż.
Nie zostawiłam syna. Zostawiłam dom, w którym nie byłam nikim.










