Niespodziewana wizyta u przyjaciółki na urodzinach

twojacena.pl 9 godzin temu

Kobieta przyszła w odwiedziny do swojej przyjaciółki. Przyjaźniły się od studiów. Były urodziny. I wszystko było wspaniałe, piękne, po prostu cudowne. Duże mieszkanie, cztery przestronne pokoje.

W salonie nakryty stół: co tam nie było! Ser płynął złocistymi łzami, prawdziwy dobry ser z dziurkami. Wyśmienita kiełbasa, ziarnista, z białymi kropelkami tłuszczu. Pieczona ryba. I mięso z rożna – testowali nową piekarnik! Pomidory małosolne, chrupiąca kapusta z czosnkiem. Słodycze, ciasta… To nie stół, to holenderski martwy natura.

Goście wspaniali. Rodzina, znajomi z pracy. Wszyscy szczerze gratulują, wznoszą toasty. Muzyka gra cicho w tle. Na półkach porcelanowe figurki, w oknach piękne zasłony, na podłodze miękki dywan w kwiaty, który tłumi odgłosy… Wszyscy jedli z apetytem.

Mąż przyjaciółki podarował żonie elegancki pierścionek z diamentem. W końcu okazja – pięćdziesiąte urodziny! Dzieci serdecznie życzyły mamie wszystkiego najlepszego. Wnuczek pocałował babcię… I dla wszystkich było miejsce. Wszyscy byli zadowoleni i szczęśliwi.

Potem choćby tańczyli. Gospodarze specjalnie opróżnili jeden pokój. Lekko rozgrzani jedzeniem i winem goście tańczyli powolne tańce do pięknych piosenek z ich młodości. I Ewę też zaprosił do tańca bardzo przystojny mężczyzna, kolega męża solenizantki.

Ewa tańczyła. Zarumieniła się, włosy się rozpuściły – tańczyła pięknie. Jak za młodu. A mężczyzna się uśmiechał, mówił komplementy. Nic więcej. Ale to było miłe. Po prostu przyjemnie słuchać dobrych słów.

A potem Ewa spojrzała na zegarek i ocknęła się. Trzeba wracać do domu. Nie iść, biec. Już późno. Teściowa czeka na leki, trzeba ją umyć, mąż sam nie da rady. I trzeba ugotować obiad na jutro, Ewa idzie do pracy po południu, ale rano czeka ją mnóstwo innych spraw. Potem wróci mąż, on też ma dużo na głowie. Gdy w domu jest chory, zawsze jest co robić. I to się nie kończy.

A pieniędzy brak. Mąż stracił pracę, wydawnictwo się zamknęło. Na razie znalazł coś tymczasowo za grosze. Trzeba spłacać kredyt, bo biznes syna padł. I jeszcze odwiedzić synową w szpitalu, już drugi tydzień leży z dzieckiem.

Teściowa zostanie z opiekunką. A wiesz, ile kosztuje opiekunka na godzinę? No właśnie. Potrzebne są pieniądze. I jeszcze w nocy trzeba będzie usiąść do komputera, popracować, żeby później opiekunka mogła zostać z chorą…

Te myśli nagle wtargnęły do głowy. Ewa gwałtownie się ubierała – nikt jej nie zatrzymywał. Impreza trwała. Przyjaciółka przytuliła ją na pożegnanie. Zawsze pomagała! Ale ma swoje życie, swoje święto. Swojego męża. Swoje dzieci. A Ewa musi wracać. Do swojego domu i swojego życia.

I tak szła na przystanek pod zimnym, trzeźwiącym deszczem. Na chwilę przyszła myśl: wrócić. Wrócić do tego ciepła, gdzie stół nakryty, muzyka gra, gdzie wszyscy tacy mili i serdeczni.

Gdzie można rozmawiać nie o chorobach i pieniądzach, nie o nieszczęściach i problemach – można mówić o filmach. Wspominać śmieszne historie z młodości. Śmiać się z żartów. Albo tańczyć powolny taniec z sympatycznym mężczyzną przy cichej, nastrojowej muzyce…

Ale Ewa jechała zimnym autobusem do domu. W końcu weszła do swojego małego mieszkania – powitał ją zapach choroby. Choć się sprząta i myje, ten zapach nie znika. Zapach nieszczęścia – trudno go opisać. Ale jest. I przypalona kasza, znowu nie dopilnował. Potem garnka nie odmyjesz…

A zmęczony mąż od progu zaczął opowiadać, co lekarz przepisał jego matce. I jemu. Jutro trzeba umówić się do innego, wyniki nie najlepsze.

Mieszkanie wydało się Ewie ciemne, ciasne, przesiąknięte chorobą, biedą, pechem. A mąż stał przed nią postarzały, siwy – zupełny staruszek. I żarówka się przepaliła w lampie. Światła ubyło. Wszędzie pudełka z lekami, paczki nowych prześcieradeł i pieluch, duży worek z zużytymi, trzeba wynieść do śmietnika…

To był taki kontrast z tamtym szczęśliwym domem, iż Ewa ledwo powstrzymała łzy. Ścisnęło ją w gardle.

Przełknęła gorycz. Uśmiechnęła się. Przytuliła męża. Powiedziała: *”Dzięki, iż mnie puściłeś do Anki. Dobrze było, odpoczęłam. Nalej wanny, zaraz będziemy mamę kąpać. Nakarmiłeś ją? Leki dałeś? A swoje wziąłeś?”*…

I Ewa zabrała się do pracy. To życie. Trzeba je przeżyć. Trzeba się starać, walczyć, sprzątać, myć, pracować i zarabiać. To po prostu życie. I bliscy, bez których nie da się żyć. I trzeba poprawiać to, co się ma. Bez porównywania z życiem innych. Trzeba wypełniać obowiązek. I kochać. I ratować swoich, i tyle.

Tak myślała Ewa. A mąż wymienił żarówkę – zrobiło się jaśniej. I mieszkanie jakby się powiększyło, stało przestronniejsze. A biedna chora zasnęła, więc noc będzie spokojna. I można jeszcze trochę popracować. Siły jeszcze są. Dla swoich siły zawsze się znajdą.

A gdy przyjaciółka napisała i zapytała: *”Mogę dać twój numer temu przystojniakowi?”*, Ewa wysłała uśmiechnątego emotikona i stanowcze *”Nie!”*. I podziękowała za imprezę. Za ciepło. Za odpoczynek. Za przyjaźń i życzliwość. A przyjaciółka zrozumiała. Po prostu spytała.

Tak życie czasem pyta nas, proponując pokusę zamiast codziennego ciężaru. Ale i tak wracamy do swoich. Do swojego życia. I robimy, co do nas należy. choćby gdy bardzo jesteśmy zmęczeni. choćby gdy bardzo chcemy zostać tam, gdzie ciepło i wesoło. Ale wracamy do swoich. Miłość nas do nich sprowadza – i nie pozwala odlecieć, odejść.

Mimo pokus…

Idź do oryginalnego materiału