Przestała odzywać się do męża po jego występie na jej urodzinach. I pierwszy raz zobaczyłem strach w jego oczach

polregion.pl 1 dzień temu

Przestała odzywać się do męża.

Stało się to po jego występie na jej urodzinach.

Wtedy pierwszy raz zobaczyłem strach w jego oczach.

– No to co, wznieśmy toast za naszą jubilatkę!

Czterdzieści pięć lat – kobieta jak wino.

Choć w tym przypadku raczej kompot z suszu.

Ale też zdrowy na trawienie!

Głos Andrzeja niósł się po całej sali.

Zagłuszał choćby muzykę.

Goście przy stole zamilkli.

Ktoś nerwowo się zaśmiał.

Ktoś inny wpatrzył się w sałatkę.

Zofia siedziała na honorowym miejscu.

Miała na sobie nową, granatową sukienkę.

Wybierała ją dwa tygodnie.

Poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.

Uśmiech zmienił się w grymas.

Andrzej, zadowolony z własnego dowcipu, wychylił kieliszek.

Objął żonę ciężką ręką.

– Co tak sztywno siedzicie?

Zośka ma poczucie humoru, ona się nie obraża.

Prawda, Zośka?

Poklepał ją po plecach jak kolegę na saunie.

– I oszczędna jest.

Ta sukienka to już która z rzędu?

Trzeci rok leci? A wygląda jak nówka.

To była nieprawda.

Sukienka była nowa.

Kupiła ją za pieniądze z dodatkowych tłumaczeń.

Nie chciała robić cyrku przy rodzinie i znajomych.

Zdjęła rękę męża ze swojego ramienia.

Upiła łyk wody.

W środku poczuła lodowaty kamień.

Dotąd zawsze umiała się odgryźć.

Ale tym razem coś w niej się przepaliło.

Wieczór trwał dalej.

Andrzej pił i stawał się coraz bardziej rubaszny.

Zapraszał do tańca młodsze koleżanki żony.

Narzekał na politykę.

Zofia odbierała życzenia.

Dziękowała za toasty.

Ale robiła to jak automat.

W jej głowie panowała cisza.

Cisza głośniejsza niż pijane wrzaski męża.

W domu Andrzej, ledwo zdjąwszy buty, poszedł do sypialni.

– To był dobry wieczór – mruknął.

– Tylko twój szef, ten Krzysiek, dziwny typ.

Gapił się na mnie jak na wroga.

Pewnie zazdrości, iż mam taką wyrozumiałą żonę.

Zośka, przynieś mi wody, suszy mnie.

Zofia stała w przedpokoju.

Patrzyła na swoje odbicie w lustrze.

Zmęczone oczy, rozmazany tusz.

Zdjęła szpilki, ustawiła je równo.

Poszła do kuchni.

Ale nie po wodę dla męża.

Nalała wody sobie.

Piła powoli, patrząc w ciemność za oknem.

Za oknem szumiała aleja Jana Pawła II.

Potem weszła do salonu.

Wyjęła koc i poduszkę.

Rozłożyła sobie łóżko na kanapie.

– Zośka, co z tym piciem? – zawołał Andrzej z sypialni.

Zofia zgasiła światło w korytarzu.

Przykryła się szczelnie na kanapie.

Noc nadeszła, ale sen nie przychodził.

Zofia nie myślała o zemście.

Nie miała ochoty na awanturę.

Była tylko jedna myśl.

To był ostatni raz.

Limit się wyczerpał.

Idź do oryginalnego materiału