Rogale, gęsina i tajemnice starego Poznania. Skąd wzięły się listopadowe tradycje? Niektóre historie mogą zaskoczyć

codziennypoznan.pl 39 minut temu

Listopad w Poznaniu ma swój niepowtarzalny charakter. Zapach świeżo wypiekanych rogali świętomarcińskich, restauracyjne menu wypełnione potrawami z gęsiny, przygotowania do Imienin Ulicy Święty Marcin i miejsca przypominające o wielowiekowej historii miasta. Choć pogoda nie zawsze zachęca do wychodzenia z domu, Tomasz Kasperski przekonuje, iż właśnie teraz warto spojrzeć na stolicę Wielkopolski z innej perspektywy.

– No dlatego zakładamy kalesony i wychodzimy na miasto – żartował przewodnik, zachęcając do jesiennego zwiedzania.

Jednym z głównych tematów rozmowy były rogale świętomarcińskie, których historia okazuje się znacznie starsza, niż mogłoby się wydawać.

Kasperski już na początku spotkania zwrócił uwagę na prawidłową nazwę poznańskiego przysmaku. Choć w potocznej mowie często pojawiają się „rogale marcińskie”, adekwatne określenie brzmi „rogale świętomarcińskie”.

Przewodnik przypomniał, iż ich tradycja jest ściśle związana z obchodami dnia św. Marcina, które w Poznaniu odbywały się na długo przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości.

– My, Poznaniacy, 11 listopada 1918 roku nie mogliśmy świętować tej niepodległości, bo dopiero musieliśmy ją sobie wywalczyć – przypominał Kasperski, nawiązując do sytuacji Wielkopolski u schyłku I wojny światowej.

Mieszkańcy Poznania obchodzili jednak tego dnia odpust związany z kościołem św. Marcina i dawną osadą o tej samej nazwie. Z czasem religijne święto zaczęło nabierać również charakteru miejskiego, a jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych symboli stały się słodkie wypieki.

Co ciekawe, wzmianki o rogalikach świętomarcińskich pojawiały się w prasie już w XIX wieku.

– Musielibyśmy przeczytać gazetę z 1860 roku, gdzie w tej gazecie już pojawiają się rogaliki świętomarcińskie, czyli już wtedy one są produkowane – opowiadał przewodnik.

Oznacza to, iż tradycja wypiekania rogali istniała znacznie wcześniej niż współczesne obchody Imienin Ulicy Święty Marcin.

Z pochodzeniem wypieku wiąże się również popularna legenda o cukierniku, któremu miał przyśnić się święty Marcin jadący konno. W pewnym momencie koń zgubił podkowę, a jej charakterystyczny kształt miał zainspirować piekarza do stworzenia rogala.

Historia ta nawiązuje do opowieści o samym świętym Marcinie, rzymskim żołnierzu, który podzielił się swoim płaszczem z potrzebującym człowiekiem. Właśnie idea dzielenia się z innymi stanowi istotną część tradycji związanej z jego postacią.

Podczas rozmowy Kasperski zachęcał, aby przy okazji listopadowych uroczystości odwiedzić nie tylko stoiska z rogalami, ale również miejsca związane z patronem święta.

Jednym z nich jest kościół św. Marcina przy ulicy Święty Marcin. Drugim – poznańska katedra, w której znajduje się kaplica poświęcona świętemu, z obrazem Krzysztofa Boguszewskiego przedstawiającym jego wjazd do Amiens i spotkanie z potrzebującym.

– To pięknie pokazuje, skąd ta tradycja się bierze – podkreślał przewodnik.

Współczesny rogal świętomarciński jest już nie tylko symbolem Poznania, ale także produktem objętym ochroną i posiadającym określoną recepturę. Producenci, którzy chcą sprzedawać wypiek pod tą nazwą, muszą spełniać przewidziane wymagania.

Kasperski zwrócił uwagę również na to, jak bardzo zmieniły się zwyczaje związane z jedzeniem rogali. Dawniej czekało się na nie niemal tak samo jak na świąteczne potrawy. Dzisiaj można je kupować przez znaczną część roku, a szczególnie intensywnie pojawiają się w cukierniach już w październiku.

– Kiedyś na pewno był to bardziej produkt związany właśnie z obchodem Imienin Ulicy Święty Marcin i czekało się na te rogale świętomarcińskie. I trzeba powiedzieć, iż to też był pewien urok tego wyczekiwania – wspominał.

Skala popularności poznańskiego przysmaku robi wrażenie. Według przytoczonych przez przewodnika szacunków w okolicach 11 listopada spożywa się choćby około 250 ton rogali świętomarcińskich.

Nie jest to jednak jedyny przysmak, który od pokoleń kojarzy się w Wielkopolsce z listopadem.

Drugim kulinarnym symbolem obchodów św. Marcina jest gęsina. Choć dzisiaj nie gości na polskich stołach tak często jak wieprzowina czy drób kurzy, przez stulecia stanowiła istotny element tradycyjnej kuchni Wielkopolski i Kujaw.

Jak wyjaśniał Kasperski, termin spożywania gęsiny nie jest przypadkowy. Historycznie wiązał się z naturalnym cyklem hodowli tych ptaków. Jesienią gęsi osiągały odpowiednią wielkość i właśnie wtedy najczęściej przeznaczano je na ubój.

– Ta tradycja jedzenia gęsiny była bardzo popularna zarówno w Wielkopolsce, jak i na Kujawach. Ona w pewnym momencie trochę zwolniła. Czasy PRL-u spowodowały, iż ta gęsina trochę zniknęła z naszych stołów, a teraz wraca – opowiadał.

Obecnie wiele poznańskich restauracji przygotowuje na listopad specjalne menu z gęsiną, nawiązując do dawnych regionalnych zwyczajów.

Również z tym przysmakiem wiąże się legenda o świętym Marcinie.

Według tradycyjnej opowieści Marcin, nie chcąc przyjąć godności biskupiej, ukrył się wśród gęsi. Ptaki zaczęły jednak głośno gęgać, zdradzając miejsce jego pobytu. Od tej pory gęś stała się jednym z symboli związanych z postacią świętego.

– Gęsi swoim gęganiem zdradziły jego miejsce pobytu – przypominał Kasperski.

Podczas rozmowy pojawił się także wątek innych, mniej znanych regionalnych wypieków. Piotr Szulc wspomniał o rurach, tradycyjnym przysmaku związanym z okresem Wszystkich Świętych. Choć nie osiągnęły one popularności rogali świętomarcińskich, pozostają częścią lokalnego dziedzictwa kulinarnego.

Jedzenie było jednak tylko jednym z tematów spotkania. Tomasz Kasperski zachęcał również do odkrywania Poznania poprzez spacery po miejscach, które rzadziej trafiają na typowe trasy turystyczne.

Szczególnie interesującą propozycją jest turystyka funeralna, czyli poznawanie historii poprzez odwiedzanie cmentarzy i miejsc pochówku zasłużonych osób.

Zdaniem przewodnika poznańskie nekropolie są niezwykłymi świadectwami przeszłości miasta. Można na nich odnaleźć nie tylko groby znanych postaci, ale także historie rodzin, przemian społecznych i wydarzeń, które kształtowały Wielkopolskę.

Jednym z polecanych miejsc jest Cytadela, która szczególnie na początku listopada przyciąga atmosferą zadumy i widokiem tysięcy zapalonych zniczy.

W pobliżu znajduje się Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan, gdzie spoczywają osoby, które odegrały istotną rolę w historii regionu.

Kasperski przypomniał również o mniej oczywistych opowieściach związanych z tym miejscem, między innymi o dawnym cmentarzu cholerycznym i działalności hrabiego Edwarda Raczyńskiego, który zainicjował budowę domu dla pozornie zmarłych.

Warto odwiedzić także kościół św. Wojciecha i znajdującą się w nim Kryptę Zasłużonych Wielkopolan, związaną z pamięcią tak wybitnych postaci jak Józef Wybicki, Jan Henryk Dąbrowski czy Heliodor Święcicki.

– Warto tam pójść, warto zobaczyć, warto spotkać się ze wspomnieniami o ludziach, którzy dla Poznania i Wielkopolski dużo znaczyli – zachęcał przewodnik.

Jak podkreślał, nie trzeba ograniczać się do najbardziej znanych cmentarzy. Wiele interesujących historii można odkryć także podczas spacerów po mniejszych nekropoliach.

– Każdy cmentarz ma swoich wybitnych, wybitne postacie, które tam spoczywają – zauważył.

Zdaniem Kasperskiego takie spacery mogą być wartościową formą spędzania czasu z rodziną. Pozwalają przekazywać młodszym pokoleniom wiedzę o mieście i jego mieszkańcach, a jednocześnie poznawać historie, których często nie ma w popularnych przewodnikach turystycznych.

W rozmowie z Piotrem Szulcem pojawił się również temat tegorocznych Imienin Ulicy Święty Marcin.

Jedną z najważniejszych wiadomości jest powrót tradycyjnego korowodu, który od lat pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych elementów listopadowego święta w Poznaniu.

– Ja się bardzo cieszę z tego, iż w tym roku wraca korowód – mówił Kasperski.

Przewodnik przypomniał, iż tradycja współczesnego pochodu sięga 1993 roku. Wydarzenie ma znaczenie nie tylko dla mieszkańców, ale również dla turystów, którzy przyjeżdżają do Poznania specjalnie na listopadowe uroczystości.

– 11 listopada w Poznaniu będą naprawdę rzesze turystów. Ja rokrocznie, bez względu na to, jaka jest pogoda, zawsze oprowadzam, jak nie jedną, to choćby czasami dwie wycieczki. Są tłumy ludzi – podkreślał.

Zainteresowanie wydarzeniem przekłada się również na działalność hoteli, restauracji i lokalnych przedsiębiorców. Obchody Imienin Ulicy Święty Marcin stały się bowiem jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów turystycznej oferty miasta.

Kasperski zachęcał, aby przy okazji święta nie ograniczać się wyłącznie do udziału w korowodzie czy kupowania rogali. Warto również odwiedzić Rogalowe Muzeum Poznania, zajrzeć do kościoła św. Marcina, wybrać się do katedry lub po prostu przespacerować się ulicami miasta.

– Powinniśmy się cieszyć, iż mamy takie regionalizmy u siebie i opowiadać o nich jak najwięcej – podkreślał.

W rozmowie nie zabrakło także charakterystycznego poznańskiego humoru oraz odniesień do gwary, między innymi do słowa „bejmy”, oznaczającego pieniądze.

Dla osób, które znają już najpopularniejsze atrakcje stolicy Wielkopolski, przewodnik poleca natomiast zwiedzanie mniej oczywistych miejsc, najlepiej w towarzystwie kogoś, kto potrafi przybliżyć ich historię.

– Jak się pójdzie do miejsca, które jest rzadziej odkrywane, research trzeba robić lepszy i wtedy czasami ta wycieczka wychodzi niespodziewanie dobrze – przekonywał Tomasz Kasperski.

Najbliższą okazją do połączenia historii, kultury i regionalnych smaków będzie 11 listopada. W Poznaniu, obok obchodów Narodowego Święta Niepodległości, odbędą się tradycyjne Imieniny Ulicy Święty Marcin, z powracającym korowodem, rogalami świętomarcińskimi i wydarzeniami nawiązującymi do wielowiekowych zwyczajów miasta.

Idź do oryginalnego materiału