Nietypowa historia z Wiślicy poruszyła mieszkańców i pokazuje, iż natura potrafi zaskakiwać. Jeden z bocianów, zamiast odlecieć na zimę do ciepłych krajów, postanowił zostać i jak się okazuje, przetrwał najtrudniejsze miesiące.
Ptak, nazwany przez mieszkańców Wojtkiem, nie miał łatwego życia. Został wyrzucony z gniazda jako najsłabszy z rodzeństwa, dodatkowo był ślepy na jedno oko.
– Mimo to przeżył i… uparcie pozostał w Wiślicy – wspomina proboszcz ks. Andrzej Waligórski.
– Niektórzy żartują, iż w Wiślicy jest tak dobrze, iż choćby bociany nie odlatują na zimę i w tym przypadku chyba rzeczywiście coś w tym jest. Zajął swoje gniazdo i bez względu na temperatury trwał na miejscu. Był systematycznie dokarmiany i jak się wydaje, czuł się dobrze, miał swoje przysmaki i dzięki temu przetrwał najtrudniejszy okres – mówi.
Gdy jednak przyszła wiosna… Wojtek niespodziewanie odleciał – mówią Maryla i Grzegorz Kamińscy, którzy regularnie go dokarmiali i doglądali przez całą zimę.
– Zachował się niewłaściwie – żartuje pan Grzegorz.
– Nie pożegnał się, nie podziękował, po prostu zniknął. Na początku marca zaczął stopniowo oddalać się od swojego gniazda, aż w końcu całkowicie zniknął -dodaje.
Nie wykluczają, iż ptak ruszył szukać własnego miejsca, zwłaszcza iż do jego dawnego gniazda mogą wrócić rodzice. Co ciekawe, w okolicy przygotowano dla niego nowe gniazdo, ale na razie z niego nie skorzystał.
– Z kolei pani Maryla wspomina, iż na początku marca bocian jeszcze zaglądał do gniazda, ale z czasem coraz bardziej się oddalał.
– Ja go jeszcze czasami wypatruję – przyznaje.
– Sąsiad mówił, iż widział go kiedyś z innym bocianem, nie wiadomo czy to kolega, koleżanka, a może już partnerka.
W Wiślicy bociany zwykle wracają w okolicach 19 marca. Tym razem jednak gniazdo wciąż pozostaje puste, a mieszkańcy codziennie zerkają w niebo, licząc, iż ich niezwykły podopieczny jeszcze się pojawi.














