Ziemniaki, frytki, chipsy, placki ziemniaczane czy kluski mogą w kolejnych miesiącach kosztować więcej. Rolnicy alarmują, iż tegoroczne zbiory mogą okazać się znacznie słabsze, a szczególnie trudna sytuacja dotyczy ziemniaków przeznaczonych dla przemysłu. Problem nie ogranicza się do Polski – niedobory i wysokie ceny są już odczuwalne w części Europy. Eksperci ostrzegają, iż prawdziwe konsekwencje tegorocznego sezonu konsumenci mogą zobaczyć dopiero w kolejnych miesiącach.
Fot. Pixabay / Warszawa w PigułcePo ubiegłorocznej dużej podaży część producentów ograniczyła powierzchnię upraw. Następnie przyszły problemy pogodowe. Susza i wysokie temperatury uderzyły w plantacje w różnych częściach Europy.
O trudnej sytuacji mówi Gustaw Jędrejek, członek zarządu Krajowej Rady Izb Rolniczych. W rozmowie z Radiem ZET ocenił, iż sytuacja na zachodzie Europy jest bardzo zła, a również w Polsce wystąpiły duże straty. Użył przy tym bardzo mocnego określenia: „Ziemniaki są w tej chwili na wagę złota”.
Rolnik mówi choćby o 20–30 proc. mniej ziemniaków
Szczególnie niepokojące są sygnały bezpośrednio od producentów.
Kamil Gągoł, rolnik z gminy Łuszczowa na Lubelszczyźnie, który produkuje zarówno ziemniaki jadalne, jak i przemysłowe, szacuje, iż ziemniaków może być w tym roku około 20–30 proc. mniej niż w ubiegłym sezonie.
Nie jest to jednak oficjalna prognoza dla całej Polski, ale ocena producenta dotycząca sytuacji, którą obserwuje. I właśnie tutaj trzeba uważać z prostym stwierdzeniem, iż ziemniaków w całym kraju na pewno zabraknie.
Najnowsze oficjalne dane GUS pokazują bowiem sytuację bardziej skomplikowaną. W lipcu 2026 roku skup ziemniaków był o 45,4 proc. większy niż rok wcześniej, choć jednocześnie o 20,7 proc. mniejszy niż w czerwcu.
GUS prowadzi również w tym roku satelitarny monitoring upraw i przygotował wstępne prognozy dotyczące m.in. powierzchni, kondycji oraz plonów ziemniaków. Są to jednak przez cały czas dane wstępne, dlatego ostateczny bilans tegorocznych zbiorów poznamy później.
Największy problem może dotyczyć frytek i chipsów
Szczególnie napięta sytuacja ma występować na rynku ziemniaków przemysłowych.
Nie każdy ziemniak nadaje się do produkcji frytek czy chipsów. Zakłady potrzebują odpowiednich odmian i bulw spełniających konkretne wymagania jakościowe.
Jędrejek wskazuje, iż właśnie taki surowiec jest w tej chwili bardzo poszukiwany. To może mieć znaczenie nie tylko dla producentów, ale ostatecznie również dla klientów sklepów, restauracji i sieci gastronomicznych.
Jeżeli surowca będzie mniej, presja cenowa może przenieść się na frytki, chipsy i inne produkty ziemniaczane.
Kopytka i placki ziemniaczane „towarem luksusowym”?
Rolnicy używają jeszcze mocniejszych określeń.
Gągoł przewiduje, iż o ile podaż rzeczywiście mocno się zmniejszy, skutki mogą być szczególnie widoczne na początku przyszłego roku. Wskazuje przy tym na potrawy wymagające dużych ilości ziemniaków – kopytka, kluski śląskie czy placki ziemniaczane.
Nie oznacza to oczywiście, iż dosłownie staną się one produktami luksusowymi. To obrazowe określenie skali możliwych podwyżek i problemów z dostępnością odpowiedniego surowca.
A co mówią ceny? Tu pojawia się niespodzianka
Najnowsze oficjalne statystyki nie potwierdzają jeszcze powszechnej eksplozji cen ziemniaków dla polskich konsumentów.
Według GUS w lipcu 2026 roku przeciętna cena ziemniaków w skupie była o 1,8 proc. wyższa niż rok wcześniej, ale jednocześnie spadła o 14,7 proc. względem czerwca.
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja na targowiskach. Tam ceny wzrosły w ciągu miesiąca o 4 proc., ale pozostawały 17,8 proc. niższe niż w lipcu ubiegłego roku.
To bardzo ważne rozróżnienie: dzisiejsze dane cenowe nie pokazują jeszcze ogólnopolskiej eksplozji cen detalicznych. Ostrzeżenia dotyczą przede wszystkim tego, co może wydarzyć się po pełnym rozliczeniu słabszego sezonu.
Problem może przyjść z opóźnieniem
Właśnie dlatego sytuację warto obserwować jesienią i zimą.
Ziemniaki zbierane w tej chwili trafiają nie tylko bezpośrednio do sprzedaży. Część jest przechowywana i stopniowo wprowadzana na rynek przez kolejne miesiące. o ile zapasy okażą się mniejsze, presja na ceny może wzrosnąć później.
W skrajnym scenariuszu europejscy odbiorcy mogą zwiększyć import spoza kontynentu. To jednak oznacza dodatkowe koszty transportu oraz konieczność spełnienia unijnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa żywności.
Jedno jest więc pewne: na razie nie można uczciwie powiedzieć, iż w Polsce zabraknie ziemniaków. Są jednak poważne sygnały z branży, iż tegoroczny sezon jest trudny, a szczególnie poszukiwane odmiany przemysłowe mogą być drogie.
Dla konsumentów prawdziwy test może nadejść dopiero zimą i na początku 2027 roku.












