Drugi stopień do piekła to głód. Właśnie na nim stoisz. Masz fart, nie musisz się bać. To nie jest ostatni stopień do piekła. Na głodzie można żyć. W bezdusznym świecie syci mają trudniej. Możesz tkwić na tym stopniu do samego końca i żreć, ale powinieneś wiedzieć, iż odtąd czeka cię beznadziejna walka z głodem.
Wypełnienie
Podchodzi bardzo blisko i całuje mnie w usta. Natychmiast robi mi się słabo, nogi uginają się pod ciężarem ciała, a rzeczywistość ciemnieje przed oczyma. Pocałunek jest mokry i gorący. Nie trwa długo, ale wbija się bezlitosnym klinem w sam środek mojej świadomości. Cios przychodzi od najlepszej przyjaciółki. Powierniczki moich codziennych spraw i sekretów. Zawstydzających snów i myśli grzesznych jak zakonny świąd. Ohh... Judyta... Ty?
Ciche z początku szepty sączą szum do moich uszu, kiedy z powodu Judyty pęka moja ślimacza skorupa, a oni wszystko już wiedzą. Potem szepty stają się coraz głośniejsze. Wżerają się we mnie jak robaki... Królowa Snów... Królowa Snów...Pewnie bym upadła ze słabości, ale oni od razu biorą się za mnie. Przytrzymują ręce, ściągają dół ubrania, a ja nic już nie mogę zrobić. Zraniona i bezbronna, ubrana jedynie w szpilki i białą bluzkę, rumienię się ze wstydu i upokorzenia. Bezsilna, całkowicie bezsilna.
Przesuwają kotarę i prowadzą mnie na podwyższenie, gdzie na samym środku sterczy długi i zaostrzony drewniany pal. Kiedy jesteśmy blisko, popychają mnie na niego, a ja chwytam go dłońmi, żeby się nie przewrócić. Jest gładki, twardy, świeży i soczysty. Jego czubek jest stępiony i sięga mi prawie pod brodę. Dość mocno stępiony, bo pal to nie włócznia. Nie służy do przebijania, ale do wpychania, rozpychania, rozdzierania. Ma średnicę osiem i pół centymetra. Jak butelka z mlekiem.
Zaczynam się trząść. Wszystko się we mnie trzęsie. Upadam na kolana. Raptem czuję szarpnięcie za włosy. Podrywają mnie do pionu. Siarczysty policzek, potem drugi, trzeci... , sprawiają, iż tępieje jeszcze bardziej, a łzy spływają po piekących policzkach i skapują z brody. Jakbym się zapadała w studnię. W ten studni mrok - gęsty jak sok kapłana.
Jednak stoję na sztywnych nogach ze spuszczoną głową. Ktoś podchodzi i nakłada mi na nią wianek z czerwonych róż. Potem chwyta go palcami i naciąga. Mnóstwo bardzo bolesnych kolców wbija się jednocześnie wzdłuż mojego czoła, przez skronie i z tyłu głowy. Ból jest zbyt silny. Upadam na kolana po raz drugi.
Ponownie zostaję gwałtownie postawiona na nogi i znowu jestem policzkowana, ale już nie tak mocno jak poprzednio. Raczej dla otrzeźwienia, niż zniszczenia. Ktoś łapie mnie za włosy i odciąga moją spuszczoną głowę do tyłu, a pozostali podchodzą kolejno i spluwają mi prosto w twarz. Ich ślina miesza się z moimi łzami oraz cieniutkimi strużkami krwi sączącymi się z ranek od kolców, na czole. Gromadzi się pod brodą i ścieka grubymi warkoczami plamiąc bluzkę. Plamiąc moją cześć. Ostatnia osoba zawiesza mi na szyi tabliczkę z napisem: Królowa Snów. Naraz wszyscy chichoczą, dotykają mnie palcami i szepcą sprośności jakich nigdy wcześniej nie zaznałam. Ktoś wsuwa mi dłoń między uda i przeciąga po kroczu. Potem wącha ją i daje wąchać innym. Chichot robi się jeszcze głośniejszy, a do mnie dociera, iż już od dłuższego czasu czuję chlupotanie w środku i coś obficie ze mnie wypływa. Nagle łapie mnie lekki skurcz, potem mocniejszy, jeszcze jeden i kolejny... , gdzieś głęboko w środku. Upadam na kolana po raz trzeci i ostatni.
Drżę cała jak osika. Wówczas podchodzi dwoje z nich, chwytają mnie pod kolanami i podnoszą wysoko do góry. Robią krok do tyłu, a wtedy moja pupa znajduje się kilka centymetrów nad czubkiem pala. Ktoś inny przybywa z pomocą, by nakierować ją w odpowiedni punkt. Ślini palce i masuje mój zwieracz. Czuję jak mi pulsuje, a on delikadnie wsuwa palec, potem dwa i wykonuje nimi wolne ruchy. Wreszcie wszyscy milkną, a po chwili coś bardzo twardego i chłodnego wślizguje się we mnie. Z początku bez żadnego oporu. Przez chwilę, bo gwałtownie staje się coraz grubsze i grubsze, aż w końcu nie do przyjęcia. Mogłoby się tak zdawać...
Znowu docierają do mnie ich szepty. Są natarczywe. Zlewają się w jedno: - Przyj! Przyj! Przyj!
Ohh! Napinam się w sobie jakbym chciała wypchnąć z siebie zwieracze, a one otwierają się, także pod naporem mojego ciała, które jest już ledwie podtrzymywane przez ich dłonie. Rozpychając się nieznośnie wchodzi we mnie milimetr po milimetrze. Nagły i bolesny skurcz przeszywa moje krocze, gdy pal wchodzi w moje wnętrze pełnym obwodem. Już nikt mnie nie podtrzymuje, a ja nie muszę się już napinać. Spectare!
Coraz głębiej i głębiej, jak drzewo na zboczu zapuszcza swój korzeń i drąży nim skałę, jak larwa, co w miąższu wydrąży, by dotrzeć do pestki, tunelu kawałek. Jak człowiek na wielką karierę skazany wślizguje się we mnie niechciany wybraniec.
Teraz wchodzi rozkurczowo, bo kiedy mam skurcz, ściskam go mocno mięśniami całej miednicy, ale ten stan bardzo mnie męczy. W końcu muszę się rozluźnić, a wówczas pal bezlitośnie wślizguje się odrobinę głębiej. Natychmiast czuję tępy ból i ponownie sztywnieje.
Przychodzi w końcu ten moment, kiedy wiem, iż już jest za późno. On jest we mnie tak głęboko... Beznajdziejnie głęboko. Trzęsę się cała, pot pojawia się na całym ciele i spływa ze mnie strużkami. Tylko w ustach sucho jak w piersiach matki przełożonej. Pić! - szepce, posyłając im błagalne spojrzenia.
Oto, ta z moich przyjaciółek, która zawsze najbardziej trzymała się starych zasad przynosi haniebne naczynie, do którego oni oddają plwocinę. Potem podchodzi, podtyka mi je do ust.
- Królowa snów! Królowa snów! Królowa snów!
Zapraszamy do Domu Pełnego Wrażeń:
Zrobiona na lalkę

.jpg)





