Zasada Gervaisa II: Mowa Pozorów, Mowa Władzy, Mowa Opiekuńcza, Mowa Gier

wybudzeni.com 1 godzina temu

Zasada Gervaisa II: Mowa Pozorów, Mowa Władzy, Mowa Opiekuńcza, Mowa Gier

11 listopad 2009

Rozpoczęliśmy tę analizę życia korporacyjnego od omówienia pewnego teoretycznego modelu (Zasady Gervaisa) poprzez rozwój postaci Michaela i Ryana w serialu Biuro (The Office). Sam model oraz podane przykłady dają nam szerokie wyjaśnienie tego, dlaczego dynamika władzy między Socjopatami, Nieświadomymi i Przegrywami [Frajerami] wygląda właśnie tak, a nie inaczej.

To pomaga nam zrozumieć, jak działa świat organizacji, ale jeszcze nie jak skutecznie w nim grać. Dlatego pozwólcie, iż przedstawię wam najważniejszą umiejętność potrzebną w tym środowisku: opanowanie czterech głównych języków używanych w organizacjach przez Socjopatów, Przegrywów i Nieświadomych. Nazwę te języki odpowiednio: Mowa Pozorów (Posturetalk), Mowa Władzy (Powertalk), Mowa Opiekuńcza (Babytalk) oraz Mowa Gier (Gametalk). Oto schemat pokazujący, kto jakim językiem mówi do kogo. Użyjmy go, żeby zrozumieć, jak zdobywać wpływy i manipulować ludźmi w stylu postaci z serialu The Office.

Rachunek różniczkowy dynamiki organizacyjnej

Zasada Gervaisa działa w powolnym rytmie awansów, degradacji, zwolnień i rekrutacji. Jednak zdecydowana większość życia organizacyjnego rozgrywa się znacznie szybciej. Jedna rozmowa naraz. Różne gatunki funkcjonujące w organizacji mówią różnymi językami. jeżeli Hierarchia i Cykl Życia MacLeoda wyznaczają przestrzeń i czas, a Zasada Gervaisa jest prawem Newtona, to wszystkie te języki razem tworzą rachunek różniczkowy. Musisz nauczyć się tego „rachunku”, zanim będziesz w stanie zrobić cokolwiek praktycznego z samą teorią. Wśród naszych trzech grup, to jest Socjopatów, Nieświadomych i Przegrywów występują cztery unikalne języki. Mowa Władzy jest wewnętrznym językiem Socjopatów i właśnie nim zajmiemy się w tym tekście. Mowa Pozorów to język, którym Nieświadomi mówią do wszystkich. Nie mają oni własnego języka wewnętrznego, ponieważ choćby nie zdają sobie sprawy, iż sami tworzą odrębną grupę. Socjopaci oraz Przegrywy odpowiadają Nieświadomym językiem zwanym Mową Opiekuńczą, która dla samych Nieświadomych wygląda po prostu jak kolejna odmiana Mowy Pozorów. Mowę Pozorów oraz Mowę Opiekuńczą omówię w następnym tekście.

Między sobą Przegrywy rozmawiają językiem zwanym Mową Gier. To jedyny język, który został naprawdę dobrze przebadany i opisany. W ogóle nie będę go tutaj omawiał, ale możecie dowiedzieć się o nim wszystkiego z klasycznych popularnych książek o Analizie Transakcyjnej (Transactional Analysis, TA — neofreudowska szkoła psychologii) sprzed trzydziestu lat, dziś dostępnych w nowych wydaniach: Games People Play oraz What Do You Say After You Say Hello Erica Berne’a, a także I’m OK — You’re OK Thomasa Harrisa. Tak, te książki są dziś już trochę przestarzałe i były parodiowane do tego stopnia, iż momentami wydają się wręcz kiczowate. Nie, to nie znaczy, iż są bezużyteczne. Tak, trzeba mieć mózg, żeby czytać je dziś krytycznie. Dodajcie te trzy książki do dwóch, które już wcześniej przywołałem: The Organization Man oraz Images of Organization.

Na końcu pozostaje jeszcze relacja między Socjopatami a Przegrywami. Oni praktycznie w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Jedną z funkcji Nieświadomych, przypomnijmy, jest tworzenie bufora dla tego, co w przeciwnym razie byłoby brutalnie nagą relacją pan–niewolnik w czystej organizacji złożonej wyłącznie z Socjopatów i Przegrywów.

Ale kiedy już ze sobą rozmawiają, używają całkowicie nieupiększonego języka, który można by nazwać Mową Surową, gdyby w ogóle warto było go jakoś nazywać. Jest to zwykły (choć rzadki) użytkowy język ludzi psychicznie zdrowych, pozbawiony ukrytych motywów i gierek. To sytuacja, w której mówi się dokładnie to, co ma się na myśli i ma się na myśli dokładnie to, co się mówi, między dwiema osobami pozostającymi w stałej, asymetrycznej relacji władzy, które nie chcą ani nie potrzebują grać ani w prawdziwe, ani w udawane gry o władzę. To właśnie ta nieoznaczona czarna krawędź trójkąta na diagramie.

Przejdźmy teraz do najważniejszego języka, czyli Mowy Władzy (Powertalk).

Elementy Mowy Władzy

Oto dwa przykłady, odpowiednio dobrej i złej Mowy Władzy.

Płynna Mowa Władzy

Podczas imprezy menedżerskiej Dunder Mifflin, krótko po tym jak Michael i Jan, zgodnie z wymogami działu kadr (HR) ujawniają Davidowi Wallace’owi swój romans, Wallace mimochodem zaprasza Jima, żeby na chwilę urwali się z imprezy i porzucali do kosza na podwórku. Gdy wychodzą na zewnątrz, Wallace od niechcenia pyta: „Więc co jest z Jan i Michaelem?”

Wyraźnie sonduje sytuację i próbuje wyciągnąć informacje po tym, jak zauważył absurdalną dynamikę między nimi podczas imprezy.

Jim odpowiada: „Nawet nie wiedziałbym… (znacząca pauza)… od czego zacząć.” (lekki śmiech)

David Wallace również się śmieje. To praktycznie szczyt elokwencji, jeżeli chodzi o tak krótki fragment Mowy Władzy. Oto tylko część komunikatów przekazywanych przez tych sześć słów, pauzę i śmiech.

Komunikat 1: To skomplikowana sytuacja. (znaczenie dosłowne)

Komunikat 2: Rozumiem, iż podejrzewasz, iż dzieje się tam coś dziwnego. Potwierdzam twoje podejrzenia. To kompletny absurd i powinieneś być zaniepokojony.

Komunikat 3: To nasza pierwsza poważniejsza rozmowa i sygnalizuję ci, iż biegle posługuję się Mową Władzy.

Komunikat 4: Wiem, jak przekazywać użyteczne informacje, jednocześnie zachowując wiarygodną możliwość wyparcia się wszystkiego (Wiarygodne Zaprzeczanie).

Komunikat 5: Nie jestem aż tak podjarany tym, iż poświęcasz mi uwagę, żebym zaczął gadać głupoty, które mogłyby się później obrócić przeciwko mnie.

Komunikat 6: Zdaję sobie sprawę ze swojej przewagi sytuacyjnej oraz z tego, iż mnie potrzebujesz. Nie jestem aż tak onieśmielony, żeby oddać wszystko za darmo.

Komunikat 7: Pozostaję wystarczająco niejednoznaczny, żebyś w każdej chwili mógł wycofać się z tej rozmowy albo skierować ją na bezpieczniejsze tory. Wiem, jak zostawiać innym przestrzeń manewru, bezpieczne wyjścia i drogi odwrotu.

Komunikat 8: Wciąż musisz zasłużyć na moje zaufanie. Ale rozmawiajmy dalej. Co masz, czego mógłbym użyć?

Kluczowe jest tutaj to, że tylko Komunikat 1 jest zrozumiały dla prawdziwie Nieświadomych. Właśnie to tworzy możliwość wiarygodnego wyparcia się ukrytych znaczeń. Nie da się udowodnić, iż pozostałe komunikaty zostały faktycznie wymienione.

Przegrywy potrafią częściowo rozumieć Mowę Władzy, ale nie potrafią się nią posługiwać. Dla nich Mowa Władzy jest sportem widowiskowym dla obserwatorów.

Możemy z dużą dozą pewności spekulować, co powiedziałby ktoś taki jak Michael, gdyby role jego i Jima zostały odwrócone. Byłby tak zachwycony samym faktem, iż David Wallace poświęca mu uwagę, iż natychmiast wyrzuciłby z siebie chaotyczną, nieskładną i epicko rozwleczoną historię bez żadnego dalszego zachęcania. Wallace po prostu wziąłby informacje i odszedł, nie płacąc za nie absolutnie niczym.

Katastrofa Mowy Władzy

Oto drugi przykład, pokazujący niezdolność Michaela do posługiwania się Mową Władzy. Scena rozgrywa się podczas negocjacji płacowych Michaela z Jan, ponownie krótko po ujawnieniu ich romansu, kiedy konflikt interesów jest już oczywisty i trzeba ostrożnie lawirować wokół całej sytuacji. Ku ogromnemu rozczarowaniu Michaela, Jan nalega na obecność Toby’ego, aby zachować pozory idealnie przeprowadzonej procedury oraz obecność świadka. Jan proponuje Michaelowi niewielką podwyżkę, o której Michael wie (dzięki instruktażowi Darryla, co widzieliśmy w poprzedniej części), iż jest żenująco zaniżoną ofertą. Michael jest w szoku. Czuje się zdradzony. Nie ma najmniejszego pojęcia, iż przy obecności Toby’ego dobrze byłoby ukryć swoją prawdziwą reakcję.

Odpowiada: „Jan… Po tym wszystkim, przez co razem przeszliśmy…”(zranionym głosem i spojrzeniem zbitego szczeniaka)

Jan desperacko próbuje wrócić do wymaganego scenariusza proceduralnej poprawności. Toby, w jednym z tych rzadkich i wiele mówiących momentów czystej Schadenfreude, zaczyna gorączkowo i z wyraźną satysfakcją coś notować. Nudna i rutynowa rola pracownika kadr nagle staje się soczysta. Nadciąga katastrofa. Kiedy Michael wściekle pyta go, co tak zawzięcie zapisuje, Toby mruczy pod nosem, iż to „notatki do zeznań.”

Po kolejnym cięciu widzimy już, iż Jan porzuciła wszelką nadzieję na to, iż Michael będzie w stanie prowadzić rozmowę na dwóch płynnie działających poziomach jednocześnie, czego wymagałby scenariusz Mowy Władzy.

Przechodzi więc na Mowę Opiekuńczą, rozpaczliwie próbując oddzielić oficjalną, protokołowaną ścieżkę rozmowy od półszeptem przekazywanego coachingu przez zaciśnięte zęby.

W końcu poddaje się całkowicie i otwarcie kapituluje wobec konfliktu interesów, ujawniając wprost swoją pozycję negocjacyjną.

Mówi: „Michael, mogę dać ci 12%, ale musisz poprosić o 15.”

Michael przez cały czas niczego nie rozumie. Po kilku kolejnych niezręcznych wymianach zdań i sfrustrowanej Jan powtarzającej: „Po prostu poproś o 15.” w końcu dociera do niego, co adekwatnie powinien powiedzieć. Wypala: „Chcę 15%.”

Jan, z wyraźną ulgą, odpowiada: „Mogę zaoferować ci 12%.”

Michael żałośnie protestuje: „Ale przecież powiedziałaś 15%!” choćby kiedy wszystko się kończy, on przez cały czas nie rozumie, co właśnie się wydarzyło.

Gdyby zamiast nich było tam dwóch Socjopatów próbujących lawirować wokół romansu, Toby nie miałby z tego żadnej zabawy. (Jeśli dobrze pamiętam, Toby zostaje w pewnym momencie wyproszony, gdy fikcja proceduralnej poprawności rozpada się już zbyt kompletnie, by można było tolerować obecność prawdziwego świadka, ktoś mnie poprawi, jeżeli źle pamiętam).

Cechy charakterystyczne Mowy Władzy

To nie wielowarstwowość sama w sobie czyni Mowę Władzy czymś wyjątkowym. Ironia i sarkazm są formami komunikacji wielopoziomowej dostępnymi dla wszystkich. Jak zauważycie, jeżeli przeczytacie książki o Analizie Transakcyjnej, Mowa Gier praktycznie w całości opiera się właśnie na komunikacji prowadzonej na wielu poziomach jednocześnie (najczęściej dwóch). Tym, co wyróżnia Mowę Władzy, jest coś innego, a mianowicie z każdym wypowiedzianym słowem równanie siły między rozmówcami przesuwa się choćby odrobinę. Czasami obie strony zyskują coś kosztem jakiegoś biednego frajera stojącego z boku. Czasami jedna strona oddaje część pola drugiej. Innymi słowy, Mowa Władzy jest językiem, który niesie realne konsekwencje.

Kiedy jednak mówią Nieświadomi albo Przegrywy, nic tak naprawdę się nie zmienia. Względne pozycje wszystkich stron pozostają takie same. Przesunięcia zachodzą wyłącznie przypadkiem. choćby w tych rzadkich sytuacjach, gdy dochodzi do wymiany informacji, którą dałoby się wykorzystać, jej wartość nie zostaje rozpoznana ani odzwierciedlona w samej wymianie. Mowa Pozorów, Mowa Opiekuńcza i Mowa Gier zasadniczo nie zmieniają relacji siły. Mowa Pozorów i Mowa Opiekuńcza nie zmieniają niczego, ponieważ są, cytując Szekspira, „pełne wrzawy i furii, nic nieznaczące.” Mowa Gier pozostawia relacje siły bez zmian, ponieważ jej głównym celem jest pomaganie Przegrywom w umieszczaniu samych siebie oraz siebie nawzajem w bezpiecznych szufladkach, które podtrzymują życiowe scenariusze sprowadzające się do nierobienia niczego.

Inny sposób zrozumienia różnicy między Mową Władzy a pozostałymi językami można wyjaśnić analogią do gry w karty. W Mowie Władzy grasz o prawdziwe pieniądze (walutą są najczęściej informacje o rzeczywistości). W pozostałych językach grasz bez stawki. Najważniejszym czynnikiem umożliwiającym posługiwanie się Mową Władzy jest po prostu posiadanie czegoś, co można postawić na stole. Bez tego wszystko, co mówisz, jest tylko Mową Pozorów. Jedyną formą Mowy Władzy, jaką można prowadzić bez żadnej stawki, jest „milczenie”. jeżeli jesteś Nieświadomym albo Przegrywem i przypadkiem zdobędziesz jakiś wpływ lub przewagę (jak wtedy, gdy Phyllis dowiaduje się o romansie Angeli i Dwighta), ale nie potrafisz mówić Mową Władzy, zastosowanie znajduje stare powiedzenie: głupi i jego pieniądze gwałtownie się rozstają. Jak lubią mawiać ludzie od negocjacji pokroju Chestera Karrassa: „Nie dostajesz tego, na co zasługujesz. Dostajesz to, co wynegocjujesz.”

Jeśli oglądałeś filmy poświęcone „złym” typom Socjopatów (na przykład Wall Street albo Boiler Room), możesz mieć wrażenie, iż Socjopaci komunikują się głównie wtedy, gdy są w miejscu, gdzie Nieświadomi i Przegrywy nie mogą ich usłyszeć. Możesz myśleć, iż dopiero tam, na polu golfowym albo w prywatnych salach ekskluzywnych restauracji opuszczają gardę i zaczynają mówić brutalnie wprost, rzucając przekleństwami i okrutnymi żartami o ludziach spoza swojej grupy. Nie możesz bardziej się mylić. Tego rodzaju prywatna „szczerość” jest w rzeczywistości odmianą agresywnej Mowy Pozorów, bardzo popularnej wśród Nieświadomych w branżach powierzchownie macho (jak finanse) albo w branżach faktycznie niebezpiecznych. Świetnym przykładem jest postać Tommy’ego DeVito granego przez Joe Pesciego w Chłopcach z ferajny (Goodfellas), to klasyczny Nieświadomy w mafijnym kontekście. Nie mam czasu analizować tutaj całego filmu, ale dla uważnych powinno wystarczyć jedno spostrzeżenie: prawdziwi Socjopaci w tym filmie, postacie grane przez Roberta De Niro czy Ray’a Liottę nigdy nie zapędzają samych siebie w kozi róg własnym pozowaniem: „Co w tym śmiesznego? Śmieszny jak klaun? Bawię cię? Rozśmieszam cię? Jestem tutaj, żeby cię kurwa zabawiać? Co dokładnie masz na myśli mówiąc, iż jestem śmieszny?” Tak, Tommy strzela do kelnera (kolejnego Nieświadomego posługującego się Mową Pozorów, który nierozsądnie pyskował facetowi z bronią), ale to przez cały czas jest tylko „wrzawa i furia, nic nieznacząca.”

Zdecydowana większość komunikacji Socjopatów odbywa się całkowicie jawnie, zakodowana w Mowie Władzy, dokładnie na oczach ludzi spoza ich grupy. Przyzwoitym przykładem na poziomie podstaowym jest Harry Potter i Zakon Feniksa, kiedy Hermiona jako jedyna rozumie, iż pozornie nudne i formalne przemówienie profesor Umbridge jest w rzeczywistości przemówieniem prowadzonym Mową Władzy, wymierzonym przeciwko Dumbledore’owi. Jak pokazuje przykład Davida i Jima, Socjopaci są tak naprawdę bardziej ostrożni na osobności.

Dlaczego? Oba przykłady bardzo jasno pokazują przyczynę: dla Socjopatów sytuacje konfliktu interesów oraz pokusy nadużycia nie są wyjątkami. To ich codzienność. Żeby funkcjonować skutecznie, muszą nieustannie utrzymywać i wzmacniać swoją pozycję w ekosystemie innych Socjopatów, to jest chronić samych siebie, konkurować, budować sojusze, handlować przysługami i rozwijać sieci zaufania. Przede wszystkim jednak muszą uważać na innych Socjopatów o sprzecznych interesach i zabezpieczać się przed nimi na najbardziej podstawowym poziomie, zanim w ogóle podejmą próbę współpracy. Nigdy nie opuszczają masek. W rzeczywistości oni są swoimi maskami. Pod spodem nie ma nic.

Dlatego skuteczni Socjopaci z żelazną dyscypliną trzymają się litery prawa zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego, ponieważ najgłupszym sposobem, żeby samemu sobie zaszkodzić, jest potknięcie się właśnie w obszarze zasad, gdzie Nieświadomi i Przegrywy mogą nagle stać się sędziami i ławnikami. To, co faktycznie łamią, to duch prawa, wykorzystując jego niejednoznaczności i luki.

Czy czyni ich to złymi czy dobrymi, zależy od konkretnej sytuacji. Ale to temat na inny dzień. „Dobrzy” Socjopaci kierują się wybraną przez siebie wyższą moralnością, będącą reakcją na to, co postrzegają jako zagrożenia, szaleństwa i głupotę moralności tłumu. „Źli” Socjopaci po prostu próbują gwałtownie i bezpiecznie zarobić. Przegrywy i Nieświadomi oczywiście unikają indywidualnych decyzji moralnych w ogóle.

Swoją drogą, jeżeli jeszcze nie oglądałeś Wall Street albo Boiler Room, koniecznie to zrób. Co znamienne, podczas halloweenowej imprezy w The Office Ryan przebiera się za Gordona Gekko, postać graną przez Michaela Douglasa w Wall Street i archetypicznego Socjopatę współczesnych finansów. Goodfellas (Chłopcy z ferajny) to oczywiście świetna zabawa, ale trudniej przełożyć ten świat bezpośrednio na zwykłe środowiska pracy niezwiązane z przestępczością. Film oparty jest na prawdziwej historii, podobnie jak nowsza opowieść mafijna Making Jack Falcone. Światy przestępcze są odległe od naszego codziennego życia, ale mają jedną ogromną zaletę: nie muszą utrzymywać fikcji, iż organizacja nie jest patologiczna. Dlatego są tak odkrywcze do analizowania.

Jak NIE uczyć się Mowy Władzy: Pistolety-Zabawki i Lukrowa Papka

Zakładając, iż masz już coś do postawienia na stole, jak nauczyć się mówić Mową Władzy tak płynnie jak doświadczeni Socjopaci? To trudne. Na końcu podam kilka wskazówek. Najbardziej pouczające jest jednak przyjrzenie się paru przykładom tego, jak nie zdobywać tej umiejętności. Ludzie, którzy z pełną powagą próbują nauczyć się Mowy Władzy z podręczników i gotowych recept, kończą zwykle jedynie na rozbudowaniu swojego słownika Mowy Pozorów. W serialu Biuro (The Office) są dwa świetne przykłady takiego zjawiska. Nazwę te dwa zjawiska terminami: Pistolety-Zabawki (Toy Guns) i Lukrowa Papka (Treacle). Są to odmiany słownictwa należące do Mowy Pozorów, odzwierciedlające nieudolne próby Nieświadomych naśladowania Mowy Władzy. Jest to więc jednocześnie mały przedsmak tego, czym naprawdę jest Mowa Pozorów.

Pistolety-Zabawki

Pistolety-Zabawki to słownik pustego maczyzmu. Przykład ponownie pochodzi z negocjacji płacowych Michaela i Darryla. Michael drukuje sobie z Wikipedii poradnik negocjacyjny i próbuje stosować serię polecanych, schematycznych technik. Najpierw próbuje dezorientować Darryla poprzez zmienianie krzeseł i pomieszczeń. W praktyce dezorientuje jedynie samego siebie.

Następnie próbuje zastosować zasadę: „nie odzywaj się pierwszy.” Niestety nie jest w stanie wytrzymać napięcia i kompletnie nieświadomy ironii sytuacji przerywa ciszę słowami: „Nie będę pierwszy mówił.” Na co Darryl spokojnie odpowiada: „Dobra, mogę zacząć.”

Wreszcie ten żałosny występ osiąga swoje absolutne dno, kiedy Michael zmusza Darryla do przestrzegania rytuału polegającego na zapisaniu pierwszej oferty na kartce, złożeniu jej i teatralnym przesunięciu przez stół.

Kiedy Darryl próbuje po prostu podać mu kartkę do ręki, Michael nalega na „profesjonalne przesunięcie po stole.” Darryl pobłażliwie mu w tym przytakuje. (Podstawową motywacją stojącą za Mową Opiekuńczą jest: „po prostu pobłażaj dziecku”, zobaczymy dlaczego w następnej części).

Lukrowa Papka

Lukrowa Papka to określenie wywodzące się z pozornie życzliwych modeli komunikacji typu „wygrany–wygrany” i „grajmy miło”, ale wykorzystywane w praktyce używany z wrogimi intencjami. Przykład pochodzi z pobocznego teatrzyku socjopatii: mini-feudum Angeli, znanego jako Komitet Organizacji Imprez. W omawianym odcinku Phyllis próbuje stosować podręcznikowe techniki „miłej manipulacji” (takie jak „aktywne słuchanie” czy „efektywna informacja zwrotna”), których nauczyła się z jakiegoś bliżej nieokreślonego materiału szkoleniowego. Kiedy Phyllis po raz kolejny wszystko psuje (najpierw drukując błędny napis na banerze, a potem zapominając o widelcach i nożach, przynosząc jedynie łyżki), Angela eksploduje ze wściekłości. Phyllis próbuje wciągnąć Angelę w tryb „efektywnej informacji zwrotnej”, zadając podręcznikowe pytanie: „A co dokładnie czujesz w związku z tym?” Angela, z lodowatym sarkazmem, wyjaśnia, iż czuje: „złość”, ponieważ Phyllis jest: „głupia.” Następnie przez cały czas tym samym lodowato-sarkastycznym tonem zaczyna tłumaczyć Phyllis, czym adekwatnie są widelce i noże.

Dla tych z was, którzy nie znają tego typu metod, „efektywna informacja zwrotna” ma działać w następujący sposób: osoba krytykująca wskazuje konkretne zachowanie, którego dotyczy problem bez oceniania i etykietowania, a następnie wyjaśnia, jakie emocje wywołało ono u niej. Najlepiej wtedy, gdy sytuacja jest świeża i wydarzyła się niedawno. W teorii ma to odciągać rozmowę od toksycznego etykietowania ludzi i wywoływania reakcji obronnych. To świetnie działa, przynajmniej teoretycznie, między ludźmi, których interesy są ze sobą zgodne.

Ale kiedy niekompetentna osoba działająca w złej wierze, taka jak Phyllis, próbuje użyć tej techniki, żeby rozbroić tyradę wściekłego Socjopaty, który nie ma najmniejszego powodu, by być miłym, rozpoczęcie psychologicznej gierki pod tytułem „efektywna informacja zwrotna” działa mniej więcej jak założenie sobie tabliczki z napisem: „Kopnij mnie.”

I zgodnie z przewidywaniami, Phyllis została kopnięta.

Dlaczego podręcznikowe metody zawodzą

Co więc tutaj idzie nie tak? Dlaczego nie można nauczyć się taktyk Socjopatów z książki albo Wikipedii? Problem nie polega na tym, iż same taktyki są błędne. Problem polega na tym, iż ich stosowanie przez ludzi spoza grupy Socjopatów jest zwykle kompletnie bezużyteczne z trzech powodów.

Pierwszy powód jest taki, iż żeby wiedzieć jakiej taktyki użyć, kiedy jej użyć i wobec kogo, to musisz posiadać realne wyczucie układu sił, względnej pozycji obu stron oraz stopnia zgodności interesów z drugą osobą. A właśnie tego Przegrywom i Nieświadomym zwykle najbardziej brakuje. To właśnie ta wiedza o rzeczywistej sytuacji daje możliwość taktycznego zaskoczenia. W przeciwnym razie choćby najbardziej subtelne techniki wyczytane z podręczników mogą zostać łatwo przewidziane i skontrowane przez dowolnego Socjopatę, który przeczytał tę samą książkę. Przewaga informacyjna spada wtedy do zera.

Drugi powód polega na tym, iż taktyki mają sens wyłącznie jako element większej narracji dotyczącej konkretnej relacji interpersonalnej. Chodzi o wzajemną ocenę charakterów, ocenę mocnych i słabych stron, historię relacji, wcześniejsze konflikty, reputację i ukryte interesy. Nieświadomi nie mają praktycznie żadnego wyczucia narracyjnej logiki relacji. Przegrywy z kolei są zbyt uwięzione we własnych historiach i własnym poczuciu krzywdy, żeby potrafić grać według cudzych scenariuszy. Zarówno Nieświadomi, jak i Przegrywy są zbyt skupieni na sobie, by wkładać większy wysiłek w budowanie dokładnych i użytecznych modeli psychologicznych innych ludzi. Efekt? Dobierają taktyki w stylu „jedna metoda pasuje do wszystkich sytuacji.” A takie zagrania są banalnie łatwe do przewidzenia i odbicia.

I wreszcie trzeci oraz najważniejszy powód: twoje ruchy muszą być poparte realnymi zakładami opartymi na tym, co możesz postawić na stole. Musisz ryzykować czymś rzeczywistym. Dobrze zapamiętać to w taki sposób: Mowa Władzy to podejmowanie decyzji, jakiej taktyki werbalnej użyć, kiedy jej użyć, i dzięki czego ją wesprzeć. To ostatnie „za pomocą czego?” jest zwykle częścią twojej stawki przy stole. To właśnie to ryzykujesz i ujawniasz. Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie „czym adekwatnie ryzykuję?”, to tylko pozujesz. Nie mówisz Mową Władzy. W przykładzie Jima i Wallace’a tym „czym” była przewaga informacyjna Jima wynikająca z jego lepszej wiedzy o relacji Michaela i Jan.

Sedno sprawy jest więc takie, nie da się nauczyć Mowy Władzy z książek. Co prowadzi do oczywistego pytania, czy w ogóle istnieje sposób, żeby się jej nauczyć?

Sztuka Mowy Władzy

Nawet w rękach ludzi biegle posługujących się Mową Władzy i dobrze rozumiejących własną wiarygodność, opanowanie tego języka nie jest umiejętnością proceduralną ani zestawem gotowych technik. To umiejętność myślenia. Do tej pory nauczyliśmy się już, iż Mowa Władzy polega na bardzo świadomym i precyzyjnie skalibrowanym użyciu języka, opartym na trafnym i aktualnym wyczuciu własnej realnej siły. To gra prowadzona o prawdziwe stawki. Sama znajomość kilku istniejących zasad niczego jeszcze nie daje. To jedynie minimalny warunek dopuszczenia do gry.

Nie bez powodu w poprzedniej części użyłem analogii do terminów słownikowych. Pamiętacie tych studentów, którzy z pełnym zaangażowaniem wkuwali gigantyczne listy słów do egzaminów SAT albo GRE? Zauważyliście może, żeby którykolwiek z nich zdobył literackiego Nobla? Rozszerzanie słownictwa może co najwyżej dopracować językowe umiejętności zdobyte organicznie. Nie istnieje żaden skrót do organicznego przyswajania języka: jedyna droga to czytanie dobrze napisanych rzeczy i nieustanne pisanie. Dokładnie tak samo wygląda to w przypadku Mowy Władzy. Uczysz się jej poprzez prawdziwe rozmowy prowadzone Mową Władzy z innymi Socjopatami. Poprzez stawianie na stole realnych stawek, to jest informacji, wiarygodności, pracy i dosłownie pieniędzy. Po drodze kilka razy zostaniesz rozegrany jak frajer, zanim nabierzesz doświadczenia. Nawet jeżeli jesteś „dobrym” Socjopatą, uczysz się przełykać własny niesmak i od czasu do czasu grać twardo, kiedy sytuacja tego wymaga.

Ale jeżeli rzeczywiście masz coś, co możesz postawić na stole, by uczestniczyć w ważnych rozmowach oraz posiadasz psychiczną odporność potrzebną do grania w gry ryzyka i nagrody przy każdym ruchu konwersacyjnym, istnieje kilka umiejętności, które warto ćwiczyć. Jedną z nich jest opowiadanie historii, o którym wspominałem już wcześniej przy okazji Targowania się Prawą Półkulą Mózgu.

Przy odpowiednio dużej praktyce (a dokładniej: ogromnej praktyce) daje ci to możliwość kontrolowania rozmowy na poziomie całościowej narracji. Znacznie trudniejsza jest kontrola na niskim poziomie, wypowiedź po wypowiedzi. I właśnie tutaj pojawia się rzecz, której absolutnie nie da się robić: nie jesteś w stanie świadomie projektować siedmiu czy ośmiu znaczeń oraz precyzyjnie odmierzonych dawek siły i przewagi w każdej pojedynczej linijce dialogu wyłącznie poprzez staranny dobór słów. Nie masz na to luksusu czasu. Między odpowiedziami nie dostajesz minut ani godzin. (No, chyba iż prowadzisz rozmowę mailową).

W większości rozmów masz na reakcję ułamki sekundy.

W tym czasie musisz kontrolować tempo rozmowy, jej rytm, emocjonalny podtekst, poziom energii oraz dynamikę napięcia, tak, by przesuwać układ sił dokładnie w pożądanym kierunku. Trzeci rozdział mojej książki Tempo krótko omawia te kwestie.

Swoją drogą, dla tych z was, którzy mają ochotę na bardziej akademickie spojrzenie na języki organizacyjne (to, co można by nazwać językami silosów albo gildii, a nie językami władzy), polecam artykuł: On Languages for Dynamic Resource Scheduling Problems autorstwa Warrena Powella.

Modelowanie bardzo złożonych problemów wymaga udziału ludzi o różnorodnych kompetencjach i doświadczeniach. Odpowiednio skoordynowane wysiłki takich osób mogą przyczynić się do rozwiązania skomplikowanych problemów, ale tylko wtedy, gdy ułatwimy proces komunikacji między nimi. W niniejszym artykule podkreślamy znaczenie języka, ilustrując to poprzez omówienie „języków” używanych przez cztery najważniejsze grupy uczestników procesu. Pokazujemy, w jaki sposób wybór języka może zarówno maskować podobieństwa, jak i ukrywać istotne różnice. Co najważniejsze, pokazujemy również, iż język, którym się posługujemy, wpływa na sposób postrzegania problemu, a w niektórych przypadkach prowadzi wręcz do tworzenia błędnych modeli rzeczywistości.

„Winda będzie naprawiana przez następny dzień. W tym czasie z przykrością informujemy, iż będą Państwo nie do zniesienia.”- ogłoszenie w jednym z bukareszteńskich biurowców.

(Oryginał jest żartobliwym przykładem błędu tłumaczeniowego. Zamierzony sens brzmiał prawdopodobnie: „Winda będzie naprawiana przez najbliższy dzień. W tym czasie przepraszamy za niedogodności.” Autor wykorzystuje ten przykład jako metaforę problemów komunikacyjnych między różnymi „językami” specjalistycznymi.)” – On Languages For Dynamic Resource Scheduling Problems

To tyle na dziś. W następnej części przyjrzymy się światu Nieświadomych przez pryzmat efektu Dunninga-Krugera.

Źródło: The Gervais Principle II: Posturetalk, Powertalk, Babytalk and Gametalk

Zobacz na: Od rzeczywistości do hiperrzeczywistości
Gry o władzę: Wprowadzenie
Gry o władzę: przewodnik terenowy – Rian Stone
Leonard Peikoff: Wprowadzenie do Historii Filozofii Zachodniej (część 1 z 50)
Indukcja i Dedukcja

Najtrudniejszym Problemem Nie Jest Język. Jest Tłumaczenie Między Dziedzinami.

Rozważmy sytuację amerykańskiego przedsiębiorcy z początku XX wieku, który chce zarabiać na sprzedaży arabskiej ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. Pierwszym problemem jest opracowanie procesu chemicznego pozwalającego przekształcić rodzaj ropy występującej w Arabii Saudyjskiej w benzynę odpowiadającą potrzebom rynku amerykańskiego, problem ten został już rozwiązany przez francuskiego chemika. Następnie przedsiębiorca musi ustalić, czy światowe ceny energii wzrosną do poziomu, który uczyni całe przedsięwzięcie opłacalnym, to zagadnienie dobrze rozumie angielski ekonomista. Z kolei ekonomista musi zrozumieć, jak nowe źródło ropy wpłynie na pozostałe rynki naftowe, a ten problem potrafi rozwiązać rosyjski matematyk.

Okazuje się, iż najłatwiejszą częścią całego przedsięwzięcia jest tłumaczenie z amerykańskiego angielskiego na brytyjski angielski, następnie na rosyjski, francuski i arabski. Znacznie trudniejsze jest tłumaczenie między samymi dziedzinami: biznesem, ekonomią, matematyką, chemią i przemysłem naftowym. Szczególnie we współczesnej, silnie wyspecjalizowanej gospodarce niezwykle trudno jest sprawić, by ludzie o różnym wykształceniu i doświadczeniu rozumieli subtelne „języki” innych dyscyplin.

Proponujemy następujące aksjomaty wyjściowe procesu modelowania:

— Dane nie są poprawne, ponieważ ludzie z natury tolerują złe dane.
— Pracownicy operacyjni nie potrafią dokładnie opisać, co robią ani dlaczego to robią.
— Kierownictwo nie rozumie swojego biznesu i nie potrafi trafnie wyjaśnić, w jaki sposób pracownicy operacyjni rozwiązują problem ani jak powinni go rozwiązywać (choć jest przekonane, iż potrafi).
— Żadna pojedyncza grupa ludzi nie jest w stanie uzgodnić, co jest najlepszym rozwiązaniem.
— Niemal każdy może wnieść istotny element do jakiejś części problemu.

Gdy prosty model zostanie już uruchomiony, należy skupić się przede wszystkim na podstawach, takich jak jakość danych trafiających do systemu oraz poprawność odwzorowania fizycznych mechanizmów badanego problemu, a w pierwszych iteracjach ignorować faktyczną jakość uzyskiwanego rozwiązania.

W większości przypadków wyniki będą słabe, ale nie z powodu samego algorytmu. Po wielokrotnym dopracowaniu wymagań dotyczących danych oraz modelowanego procesu fizycznego nadejdzie moment, w którym dane będą wydawały się poprawne, ale odpowiedzi przez cały czas nie będą zadowalające, a użytkownik będzie potrafił znaleźć lepsze rozwiązanie niż komputer, korzystając wyłącznie z tych samych informacji, które posiada komputer. To właśnie sygnał, iż należy udoskonalić procedurę wyszukiwania rozwiązania. Proces ten trwa następnie bez końca (zakładamy bowiem, iż problem jest wystarczająco złożony, aby zawsze można go było jeszcze ulepszyć).

Strategia ta sugeruje następujący sposób wdrażania i rozwijania modelu:

— Zacznij od najprostszego możliwego modelu, który stanowi rozsądny punkt wyjścia do identyfikowania problemów z danymi.
— Twórz model szybko, aby jak najszybciej uzyskać informacje zwrotne od użytkowników.
— Projektuj oprogramowanie w taki sposób, aby można je było łatwo modyfikować i rozwijać.” – Warren B Powell, “On languages for Dynamic Resource Scheduling Problems” (1998)

Idź do oryginalnego materiału