Uroda

Alicja powoli wkroczyła na idealnie przystrzyżony trawnik, jakby wchodziła na scenę. Każdy jej ruch był precyzyjny i zimno wyrachowany. Wiedziała: to nie był zwykły powrót. To była jej zemsta.
Gabriela Soroka z Brzeska w preeliminacjach w konkursie Miss Województwa Małopolskiego
Weź plasterek ziemniaka i połóż pod oczy. Efekt widoczny już po 10 minutach
"Florian" powraca
Fryzury 2025 są już passe, w nowym sezonie 2026 będą królować zupełnie inne
Ślubu nie będzie – Czemu jesteś dziś taki cichy? – zapytała Ania. – Przecież umawialiśmy się, iż w sobotę wybierzemy razem meble do sypialni. A ty chodzisz taki smutny. Co się stało? Dawid wiedział, iż to jest ten moment: albo teraz, albo nigdy. Musiał powiedzieć właśnie teraz. – Aniu… Chciałem z tobą porozmawiać o ślubie. Ania czekała na tę rozmowę długo. Uzgodnili, iż urządzają wesele skromnie, ale widziała po Dawidzie, iż marzy dla niej o prawdziwej uroczystości – z gośćmi, nagraniami, organizatorami… Jak ona czekała na tę rozmowę! – Tylko proszę, bez długich wstępów. Wydaje mi się, iż wiem, co powiesz – uśmiechnęła się Ania. Ale Dawid powiedział: – Może… przełóżmy? Może jednak przełóżmy ślub. To nie był ten dialog, którego się spodziewała. – Przełóżmy? – oniemiała Ania. – Co to za nagły zwrot? Dlaczego? Przecież dopiero co ustalaliśmy zaproszenia… Sam je wybierałeś… Gości liczyliśmy! Zmieniłeś zdanie? Nie chcesz już ze mną się ożenić?? Jak w melodramacie – zaraz powie, iż już nie czuje tego, co kiedyś. Ale Dawid znów mówił nie według scenariusza. – No… z kasą teraz kiepsko… – wymamrotał. – Wypłaty spóźniają się, ciężko coś odłożyć. No i… Mieszkamy razem dopiero pół roku. Może za wcześnie, co? – Za wcześnie? – zdławiła się Ania. – Dawid, spotykamy się od trzech lat! Trzy lata razem i pół roku pod jednym dachem to dla ciebie „za wcześnie”? Dawid już nie wyglądał na tak przerażonego. – Nie zaczynaj, Aniu. Nie chcę kłótni. To tylko… przerwa. Nie zmieniłem zdania, ale ślub to duży koszt. – Dobrze… To zaproponujmy sobie mały ślub cywilny, a potem imprezka dla przyjaciół. – Aniu, wtedy to nie będzie prawdziwe wesele. – I niech diabli je wezmą! – Przecież marzyłaś o tym… – Przeżyję! Z dziwnych powodów się wykręca. – Aniu… – Powiedz szczerze. Co się stało? Nie jesteś pewien, iż mnie kochasz? Albo może poznałeś kogoś innego? Bo „ślub to za drogo” nie brzmi zbyt przekonująco. Dawid pokręcił głową. – Nie, Aniu, przysięgam. Po prostu chciałbym, żeby wszystko było idealnie, rozumiesz? Teraz nie mogę ci tego zapewnić. I pół roku… Jeszcze nie do końca się poznaliśmy. Musimy sprawdzić, czy do siebie pasujemy… Coś było w tej logice… Był przekonujący, ale intuicja Ani biła na alarm. Dawid rzadko aż tak bardzo się starał ją do czegoś przekonać. Sam do tej pory naciskał, żeby jak najszybciej się pobrali. Ale udawała, iż uwierzyła. Po tamtej rozmowie Dawid już nie był po prostu chłopakiem, był ideałem: bardziej dbał o szczegóły, na które dotąd nie zwracał uwagi, jakby chciał odkupić winę za odwołany ślub. Zawsze pytał ją w sklepie, czego chce, naczynia zmywał sam. Ale ciągle chodził przybity. Nie zadumany – przybity. Wzdychał nocami, patrząc w sufit, i na jej pytania rzucał: „A tak, zmęczony jestem”. Ania starała się go nie poganiać. „Potem, potem” – szeptał głos w środku. Po paru tygodniach zaprosili ich rodzice Dawida. Ania nie miała ochoty jechać. Dawid też tematu ślubu nie poruszał, a rodzice na pewno zapytają – będzie niezręcznie. Pojechali jednak. Ślub oczywiście wypłynął. – Kiedy nas w końcu uszczęśliwicie? – dopytywała jego mama, gdy ojciec zniknął przed telewizorem. – Już rezerwuję salę na dwadzieścia osób. Na kiedy zamawiać? Dawid siedział z miną równie kwaśną jak Ania. Co tu rezerwować? Nic nie będzie. – Mamo, przecież mówiliśmy. Przełożyliśmy – wyjąkał. – Przełożyliście? A to dlaczego? Pieniędzy nie ma? Dawid, chłopakiem jesteś, a nie pomyślałeś wcześniej o tym? Po kolacji, kiedy mężczyźni studiowali konstrukcję popsutego głośnika, Ania poszła ogarnąć się do łazienki. Czysto jak na sali operacyjnej. Ani grama kurzu. choćby kosmetyków, oprócz żelu i szamponu, nie ma. Mama Dawida wszystko trzyma w pokoju. Ania zawsze się dziwiła, iż chce jej się to za każdym razem nosić do łazienki. Wycierając twarz ręcznikiem, nagle się zasłuchała… Łazienkowe ściany doskonale niosły głos, zwłaszcza cudze sekrety. Dawid był już z powrotem w kuchni, rozmawiał z matką. Ania usłyszała… – Dawid, nie zamierzasz przypadkiem rozstać się z Anią? Ania zamarła z ręcznikiem w dłoni. Co? choćby się nie oszukiwała, iż to jej przewidziało się. Uchyliła się po cichu do zimnych kafli, żeby lepiej słyszeć. – Mamo, mówiłem ci. Przełożyliśmy. Ale się nie rozstaliśmy. – Przełożyliście – to wymówka! – syczała Halina. – Widzisz, jak się z nią męczysz. Po co ci ona? Przecież ona nie będzie dobrą żoną. Żona powinna słuchać męża, a ta… Po co się żenić, jak za rok rozwód? – Kocham ją, mamo – powiedział Dawid. Ania choćby zdążyła się rozczulić. Ale następne słowa matki sprawiły, iż zapomniała sentymentalnych myśli. – Ty ją niby kochasz? Sprytna dziewucha z niej. Mówiłam ci! Ona choćby żoną nie została, a już cię nastawia przeciwko nam! Przestałeś pomagać siostrze, na działkę nie przyjeżdżasz… Ona cię zmienia, i to nie na dobre. Ania przylgnęła do ściany, przytulona do zimnych kafli. Nastawia go przeciw nim? Kiedy niby? Zawsze była serdeczna wobec rodziny Dawida, choćby jak pan Stanisław zjechał jej nową fryzurę. Było przykro, ale milczała! Nie pamięta ani jednego momentu, żeby nastawiała Dawida przeciw jego rodzicom. Przeciwnie – zawsze popychała go do kontaktu, wiedząc jak ważna jest dla niego rodzina. I wtedy zrozumiała: ślub nie z powodu pieniędzy został odłożony. To „mamusia” kłamie jej w oczy i nie chce tego ślubu! Ania spieszyła do nich. – O, Aniu, już jesteś! Właśnie o ślubie rozmawiałyśmy. Młodość, młodością, ale życie bez papierka nie popieram. Ależ uprzejmie. – Oczywiście, pani Halino – powiedziała Ania. – Nie będziemy odwlekać w nieskończoność. Jak tylko trochę zaoszczędzimy, lecimy do USC. Prawda, Dawid? – No jasne, Aniu, adekwatnie już jesteśmy po ślubie – przytaknął. W drodze powrotnej Dawid próbował ją objąć, ale Ania co chwila się odsuwała. Nie wiedziała, czy o tym rozmawiać. Bo jeżeli nie rzucił jej na rozkaz matki, to znaczy, iż ją kocha… Ale ślub odwołał. – Zachowywałeś się dziwnie, jak twoja mama zaczęła mówić – rzuciła, patrząc na migające światła w oddali. – Ja? Nie, ona tylko naciska na ślub i… – Nie ściemniaj. Nie naciska na ślub. Jest mu przeciwna. Powiedziała, iż nastawiłam cię przeciw niej. I iż powinniśmy się rozstać. Dawid nerwowo szarpnął kierownicą. – To słyszałaś? Aniu, mama się martwi, iż syn się ożeni i o niej zapomni. Typowe. Nie bierz tego do siebie. Jej przejdzie. Ania choćby nie brała do serca słów matki, która boi się utracić syna. Martwiły ją słowa Dawida. Nie obronił jej. Wolał się nie kłócić z mamą. Sprawa ślubu wisiała w powietrzu. Dawid dalej chodził jak nadgryzione jabłko, a gdy Ania wspominała o przyszłości, zawsze ucinał: „Może później…” Wtedy Ania natknęła się na odblokowany telefon Dawida. „Tylko sprawdzę godzinę – tłumaczyła sobie. – Nie będę czytać wiadomości. No, może tylko rzucę okiem…” Na ekranie wisiała wiadomość od jego siostry – Weroniki. Weronika była młodsza od Ani zaledwie o dwa lata, ale zachowywała się jak dwunastolatka. Bez pracy, bez studiów, mieszka z rodzicami, na ich koszt. Treść była wymowna: – No jasne, kasy nie będzie. Znowu pod pantoflem. Mieszkaj sobie z nią, skoro jakaś laska ważniejsza od rodziny. Ania czytała to w kółko. „Znowu pod pantoflem”. I coś zaczęło się układać… Jeszcze przed odwołaniem ślubu, gdy Weronika kolejny raz dzwoniła do Dawida po pieniądze, Ania nie wytrzymała i powiedziała: – Dawid, ona ma 27 lat, mieszka z rodzicami i wyciąga od ciebie kasę na rozrywki. Może pora jej samej się ogarnąć? Nasz budżet nie jest z gumy. Ania by się nie wtrącała, ale to także jej pieniądze, zarabia tyle samo co Dawid, nie zamierza sponsorować jego rodziny. Dawid przyznał rację – niechętnie, ale jednak: „No tak, masz rację, Aniu. Trzeba przestać”. Teraz wszystko jasne – to Weronika nastawia wszystkich przeciw Ani! Ania wzięła telefon Dawida, skopiowała wiadomość od Weroniki i przesłała sobie, by mieć dowód. Potem zostawiła telefon jak leżał. Dawid wparował z zakupami: – Mam chleb i twój ulubiony czekoladę z orzechami. Aniu, myślałem, może jednak powinniśmy… – Dawid – przerwała. – No, a na kogo czekasz, hm? – rzucił żartem. Ale Ania żartu nie podchwyciła. – Co ci pisze Weronika? – zapytała. Dawid wiedział, iż żeby nie zostać przypartym do muru, trzeba pierwszy zaatakować: – Co? Przeglądasz mi telefon?!? Klasyczna zagrywka. Próba odwrócenia uwagi. – Nie ważne co robiłam, Dawid. Ja chcę wyjaśnień. Teraz. Kilka sekund milczał, jego twarz przechodziła całą gamę emocji: od złości po panikę. – Daj spokój, Aniu. pozostało dzieciakiem, wszystko odbiera do siebie. – O co się obraża? O to, iż poprosiłam, żeby trochę dorosła? – dopytała. – Przyzwyczaiła się, iż brat zawsze da. Ciężko odzwyczaić się od łatwej kasy. Nie przejmuj się, jej przejdzie. – To ona nastawiła twoich rodziców? – No… tak – przyznał Dawid. – Próbowałem im tłumaczyć, iż to nasze pieniądze, iż Weronika powinna sama… Ale mama od razu „Ania cię zdominowała, od rodziny się odwróciłeś dla niej!” Ale ja tak nie uważam… – Ale ślub odwołałeś… Dobrze. Ona nastawiła rodzinę przeciw mnie. Nie będę się z nimi kontaktować. A co ty myślisz? Sam chcesz się ze mną ożenić, czy po prostu nie masz odwagi powiedzieć mamie „nie”? – No jasne, iż chcę! Ale nie teraz… Może potem… jak się wszystko uspokoi… Odpowiedź jasna. – Wiesz Dawid… Ja coś zrozumiałam… Nie chcę wychodzić za faceta, który nie jest pewien swoich uczuć i robi wszystko, żeby nie nadepnąć siostrze na odcisk. Dobrze, iż odwołaliśmy ślub.
Sąd w prowincji Ontario ukarał firmę Estee Lauder grzywną w wysokości 750 tys. dolarów
Celowo "poparzają" twarz. Dermatolog: Dobrze wykonany peeling fenolowy odmładza o kilkanaście lat
Hetyci wiedzieli, iż czystość to potęga. Zasady higieny strzegły państwa
Spóźniła się na pociąg, wróciła do domu bez uprzedzenia i nie mogła powstrzymać łez.
Opus B kolejny raz dla marki Polpharmy
Ten krem z jadem węża w 60 sekund zamraża lwią zmarszczkę. Hamuje skurcze mięśni jak botoks
Domyślne Rozstanie – Wszystko będzie dobrze – wyszeptał cicho Wojtek, starając się zabrzmieć pewnie. Wziął głęboki oddech, wypuścił powietrze i nacisnął dzwonek. Wieczór zapowiadał się trudny, ale jakżeby inaczej? Poznawanie rodziców to zawsze wyjątkowe przeżycie… Drzwi otwarły się niemal natychmiast. W progu stała pani Alicja. Wyglądała nienagannie – włosy upięte w staranny kok, sukienka o klasycznym kroju, delikatny makijaż. Jej wzrok przesunął się po Laurze, zatrzymał na koszyku z ciasteczkami, po czym zaledwie dostrzegalnie zacisnęła usta. Gest był przelotny, prawie niewidoczny, ale Laura to zauważyła. – Proszę, wejdźcie – powiedziała pani Alicja bez ciepła w głosie, cofając się i wpuszczając ich do środka. Wojtek wszedł, starając się nie patrzeć na matkę, za nim Laura, przekraczając ostrożnie próg. W mieszkaniu panował przytłumiony półmrok i unoszący się w powietrzu zapach drzewa sandałowego. Wystrój był elegancki, wręcz przesadnie perfekcyjny. Nie było tu żadnych porzuconych rzeczy, nieczytanej książki, zapomnianego szalika. Wszystko na swoim miejscu, każdy drobiazg podkreślał zamiłowanie do porządku i kontroli. Pani Alicja zaprowadziła ich do salonu – przestronnego pomieszczenia z dużym oknem zakrytym ciężkimi kremowymi zasłonami. Pośrodku stała masywna sofa pokryta drogą tkaniną, obok niski stolik z ciemnego drewna. Ruchem głowy zaprosiła ich do zajęcia miejsc. – Herbata? Kawa? – zapytała, przez cały czas nie patrząc na Laurę. Jej głos był równy, bezbarwny, jakby spełniała społeczną powinność, a nie gościła kogoś z sympatią. – Chętnie się napiję herbaty – odpowiedziała uprzejmie Laura, dbając, by jej głos brzmiał spokojnie i przyjaźnie. Postawiła koszyk na stoliku, rozwiązała wstążkę i uchyliła wieczko. Zapach świeżych ciasteczek wypełnił pokój. – Przyniosłam ciastka, sama piekłam. jeżeli ma pani ochotę spróbować… Pani Alicja zatrzymała wzrok na krótką chwilę na koszyku, kiwnęła głową. – Dobrze – rzuciła i ruszyła do kuchni. – Zaraz przyniosę herbatę. Gdy wyszła, Wojtek nachylił się do Laury i szepnął: – Przepraszam. Zawsze taka… powściągliwa. – Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się Laura, ściskając jego dłoń. – Najważniejsze, iż jesteś ze mną. Podczas gdy pani Alicja zaparzała herbatę, w salonie rozgościła się cisza. Laura rozejrzała się wokół – otaczała ją drożyzna i porządek, a jednak wszystko wydawało się jej obce, niedostępne. Jakby to nie był dom, ale ekspozycja w katalogu wnętrz. Niebawem pani Alicja wróciła z tacą: filigranowe porcelanowe filiżanki z delikatnym kwiatowym wzorem, srebrny imbryk i talerzyk z ciasteczkami starannie ułożonymi w okrąg. Ustawiła tacę na stoliku, niespiesznym ruchem nalała herbatę i zajęła miejsce w fotelu naprzeciw, splatając dłonie na kolanach. – A więc, Laurą jesteś, tak? – zaczęła, przyglądając się dziewczynie uważnie. Jej wzrok ślizgał się po twarzy Laury, zauważając najdrobniejsze szczegóły – fryzurę, spojrzenie, choćby sposób, w jaki trzyma filiżankę. – Wojtek mówił, iż studiujesz. Przedszkolanką chcesz zostać? – Tak, jestem na trzecim roku – przytaknęła Laura, starając się brzmieć pewnie. Odstawiła filiżankę na spodek, żeby ukryć drżące dłonie. – Bardzo to lubię, praca z dziećmi daje ogromną satysfakcję. Jest ważna, bo można wspierać rozwój maluchów, patrzeć, jak się uczą i dorastają. – Z dziećmi, powiadasz – powtórzyła pani Alicja z ledwie słyszalną ironią, brwi nieznacznie w górę. – To może i szlachetne, ale przecież przedszkolanki kokosów nie zarabiają. W tych czasach trzeba myśleć o przyszłości i stabilizacji. Wojtek natychmiast się ożywił. – Mamo, nie od razu o pieniądzach! – jego głos zabrzmiał ostrzej, niż zamierzał, ale zaraz złagodniał. – Laura kocha to, co robi – to najważniejsze. Z finansami sobie poradzimy, będziemy się wspierać, to się liczy. Pani Alicja obróciła w jego stronę głowę, nie odpowiadając od razu. Upiła łyk herbaty, robiąc to powoli, jakby ważyła każde słowo. – Miłość do pracy to bardzo dobrze – odezwała się w końcu, znów kierując spojrzenie na Laurę. – Realnie jednak życie to coś więcej. Przemyślałaś już, gdzie będziesz po studiach? Jakieś plany na kilka lat do przodu? Laurą głęboko odetchnęła, porządkując myśli. Wiedziała, iż to nie zwykła ciekawość – to coś na kształt egzaminu. – Oczywiście, myślałam – odpowiedziała rzeczowo. – Chcę zacząć pracę w przedszkolu, zdobyć doświadczenie. Potem, może, podejmę kursy, chcę nauczyć się pracy z dziećmi ze specjalnymi potrzebami. To trudne, ale czuję, iż to moje powołanie. Pani Alicja skinęła głową, ale jej wzrok pozostał sceptyczny – przyglądała się dziewczynie, jakby chciała rozczytać jej najprawdziwsze intencje. – Nie zamierzam być utrzymanką Wojtka – dodała Laura. – Chcę pracować, rozwijać się, być samodzielna. Wierzę, iż razem możemy zbudować rodzinę silną nie tylko materialnie. Dla mnie najważniejsze to robić coś wartościowego. – interesująca postawa – powiedziała pani Alicja, przechylając lekko głowę. – A nie myślałaś o czymś dochodowym? Masz predyspozycje – w handlu, w marketingu zarabia się znacznie lepiej niż w przedszkolu. Wojtek chciał się wtrącić, ale Laura powstrzymała go gestem. Wiedziała, iż to moment, by sama zawalczyć o swoje. – A czym się pani zajmuje? – niespodziewanie zapytała odważnie, prosto patrząc jej w oczy. Pytanie padło spontanicznie, ale brzmiało pewnie. Laura poczuła własną determinację. Pani Alicja lekko drgnęła, jakby to ją zaskoczyło, ale gwałtownie wróciła do równowagi. – Nie pracuję – odpowiedziała po krótkiej pauzie. – Zajmuję się domem, dbam o rodzinę. Mój mąż dobrze zarabia, mogę go wspierać w tym, co robi. To też praca – choć niepłatna. – Rozumiem – kiwnęła Laura, wyraźnie już zdeterminowana. – To dlaczego oczekuje pani ode mnie, żebym koniecznie szukała lukratywnej pracy? Dlaczego mam rezygnować z własnego wyboru tylko dla pieniędzy? Ja nie proszę Wojtka, by mnie utrzymywał! W salonie zapanowała cisza. Pani Alicja przyglądała się Laurze na nowo, wyraźnie zaskoczona jej stanowczością. – Mój mąż proponował, bym nie pracowała. Mógł zapewnić rodzinie wszystko, rozumiesz. Ale Wojtek… Chłopak nerwowo przestąpił z nogi na nogę, wyraźnie speszony napięciem. Zerknął na matkę – jej twarz pozostała nieprzenikniona – potem na Laurę, która siedziała wyprostowana z uniesioną głową, choć w oczach mignęło zwątpienie. – Laura, rozumiesz przecież… – odezwał się niepewnie, szukając słów. Jego głos był cichy, jakby zdania nie chciały z gardła wyjść. – Mama się po prostu troszczy. Chce uchronić nas przed problemami, które da się przewidzieć. Laura spojrzała zaskoczona – jeszcze przed chwilą był po jej stronie, a teraz brzmiał, jakby mu to wszystko było obojętne. Poczuła ból – nie spodziewała się, iż właśnie teraz zabraknie jej wsparcia. – Czyli zgadzasz się z nią? – spytała, pilnując, by głos nie drżał. – Uważasz, iż nie powinnam robić tego, co kocham? – Nie o to chodzi… – Wojtek plątał palce, raz po raz rozplatając je. – Ale mama ma rację – trzeba myśleć o przyszłości, o bezpieczeństwie. Nie możemy żyć tylko chwilą, prawda? Trzeba wiedzieć, jak poradzić sobie z codziennością. Pani Alicja spojrzała na syna z ledwo dostrzegalną aprobatą, po czym zwróciła się do Laury, miękko, ale wciąż stanowczo: – Powiedz, Laura, czy naprawdę myślisz, iż mój syn powinien zrezygnować ze swojego marzenia? Chciał być dziennikarzem, podróżować, pisać reportaże… To nie tylko praca, to misja. Czy ma zrezygnować z tego, by utrzymywać rodzinę? Laura już miała odpowiedzieć, ale Wojtek był szybszy: – Mamo, ja… – Nie, Wojtek, powiedz szczerze – przerwała ostro matka, nie spuszczając z niego wzroku. – Jesteś gotów porzucić swoje marzenia dla tej dziewczyny? Zrezygnować z wyjazdów, reportaży, pasji? Wojtek zamilkł. Spojrzał na Laurę – widział w jej oczach ból, ale ona milczała, zostawiając mu pole do decyzji. Wewnątrz czuł rozdarcie: z jednej strony chciał wesprzeć Laurę, z drugiej bał się, iż matka ma rację. – Nie chcę rezygnować z marzeń – wymamrotał w końcu. – Ale nie chcę też stracić Laury. Wierzę, iż da się znaleźć balans, iż jeszcze będę pisał, podróżował… A Laura będzie przy mnie i mnie wspierała. Pani Alicja westchnęła, ale już nie nalegała. Odsunęła się w fotelu, jakby oddała inicjatywę młodym. – Ciekawie to się układa – zaśmiała się gorzko Laura, nie doczekawszy się wsparcia. – Wojtek nie musi rezygnować z marzeń, ja mam się podporządkować i szukać lepiej płatnej pracy. Sprawiedliwe to pani zdaniem? Wojtek opuścił głowę, zaciskając porcelanową filiżankę tak mocno, iż aż zabrzęczała o spodek. Czuł, jak drżą mu dłonie, nie mogąc znaleźć słów. – Może trzeba będzie jakoś godzić jedno z drugim… – bąknął, patrząc w herbatę. – Godzić? – parsknęła matka z ironią i pewnością siebie. – Przecież wiesz, iż nie da się tego pogodzić. Albo się oddajesz sprawie, albo… Milczenie mówiło wszystko: doświadczenie, przekonanie, iż życie nie toleruje półśrodków, krytyka naiwności młodych. Wojtek przełknął ślinę. Chciał zaprotestować, powiedzieć, iż czasy się zmieniły, ale matka jednym spojrzeniem kazała mu milczeć. – Myślę, iż na dzisiaj wystarczy – podsumowała w końcu pani Alicja, powoli wstając z fotela z pełnym gracji ruchem. – Już się ściemnia, a okolica wieczorem bywa nieprzyjemna. Lepiej, żebyś już poszła, Lauro. Wojtek – musimy poważnie porozmawiać. Teraz. Jej ton nie dopuszczał sprzeciwu. Brzmiał nie jak prośba, ale nakaz. Wojtek próbował się jeszcze nieśmiało sprzeciwić: – Mamo, może jednak odprowadzę Laurę? Chociaż do przystanku… – choćby o tym nie myśl! – ucięła stanowczo, nie patrząc na niego. – Chciałabym się nie martwić. Zostań. Wojtek oklapł. Ramiona mu opadły, dłonie znieruchomiały. Wiedział, iż szkoda się spierać – z decyzją matki nie wygrasz. – Przepraszam, Laura – powiedział cicho nie podnosząc głowy. – Może rzeczywiście lepiej, żebyś pojechała sama. Wezwij taksówkę, dobrze? Laura skinęła głową. Nie próbowała przekonywać ani wdawać się w kolejną dyskusję. Spokojnie odłożyła filiżankę, chwyciła torebkę i podniosła się. – Dobrze – powiedziała bez emocji, choć w środku wszystko kipiało z żalu i rozczarowania. – W takim razie pójdę. Poprawiła sweter, jakby ten gest miał ją wzmocnić. Już nie próbowała się uśmiechać – czuła, iż to byłoby zbyt wymuszone, nie na miejscu. Najbardziej pragnęła wyjść z tego domu, w którym każdy szczegół wnętrza podkreślał jej obcość. – Dziękuję za herbatę – powiedziała sucho, nie próbując choćby silić się na miły ton. To już była czysta uprzejmość. – Do widzenia – lakonicznie odpowiedziała pani Alicja, nie patrząc choćby w jej stronę. Jej wzrok błądził gdzieś obok, jakby Laura przestała się liczyć. Laura ruszyła w stronę drzwi – spokojnie, bez pośpiechu, choć serce waliło jak młot. W progu mimowolnie się odwróciła – Wojtek siedział na kanapie, zgarbiony, wzrok spuszczony. Nie próbował jej zatrzymać. To nieme milczenie było dla Laury jak pieczęć, która postawiła kropkę nad “i”. Na zewnątrz odetchnęła głęboko chłodnym wieczornym powietrzem. Trochę opadło napięcie, ale wciąż czuła żal, złość i rozczarowanie. Teraz była już pewna: Wojtek zawsze wybierze matkę. choćby jeżeli oznacza to być przeciwko niej. Szybkim krokiem ruszyła przed siebie, nie mogąc pozbyć się myśli: “Nawet nie próbował mnie bronić. Ważniejsze było, by nie robić przykrości matce, niż żebym poczuła wsparcie.” Wspomnienie milczenia Wojtka bolało coraz bardziej. Dotarła do domu pod wieczór. Ulice opustoszały, lampy rozlewały matowe światło po mokrym asfalcie – chwilę wcześniej padał deszcz. Zamknęła za sobą drzwi, zdjęła buty i usiadła w przedpokoju, otulona ciszą. Tu mogła odetchnąć, odpuścić pozory i wreszcie pozwolić sobie na łzy – jeżeli miałoby się to zdarzyć, tylko tu, u siebie. Siedziała nieruchomo, patrząc w pustkę, aż w końcu opadł w niej huragan emocji. Myśli stawały się jaśniejsze. “To jeszcze nie koniec świata” – pomyślała. – “To tylko koniec tej historii, która może wcale nie powinna się zacząć”. Wzięła głęboki wdech, potem wydech. Jutro będzie nowy dzień, nowe szanse. Wiedziała, iż sobie poradzi. ******************* Następnego dnia Laura nie odbierała telefonów od Wojtka. Kilka razy wibrował jej telefon, ale tylko podnosiła go, spoglądała na wyświetlacz i odkładała z powrotem. Potrzebowała czasu – dla siebie, na własne przemyślenia. Bo choćby jeżeli miałoby im się udać, zawsze w tle będzie rozgrywać się walka o względy jego matki. A Wojtek… on zawsze będzie rozdarty, niezdolny podjąć zdecydowaną decyzję. Przyszłość widziała przez ten pryzmat, a ta wizja była przygnębiająca. Przez kolejne dni żyła swoim rytmem: uczelnia, obowiązki, znajomi – wszystko z automatu. Starała się nie myśleć o Wojtku, ale nie udawało się to przez dłużej niż chwilę. Po paru dniach, wracając z zajęć, zauważyła pod swoją klatką znajomą sylwetkę. Już miała wejść do domu, gdy usłyszała: – Laura! Odwróciła się. Wojtek stał pod blokiem, lekko skulony, ręce w kieszeniach kurtki. Patrzył na nią przepraszająco, jakby nie miał już żadnej pewności siebie. Podszedł powoli, jakby bał się, iż zaraz odejdzie bez słowa. – Musimy porozmawiać – zaczął, patrząc gdzieś w bok, nie w oczy. – Mama powiedziała… uważa, iż nie jesteś dla mnie odpowiednia. Laura uniosła brwi, ścisnęło ją w środku, choć na zewnątrz zachowywała zimną krew. – A ty? Co ty o tym sądzisz? – zapytała spokojnie. Wojtek zawahał się, uciekając wzrokiem, przestępując z nogi na nogę. Widać było, iż szuka słów, ale nie może ich znaleźć. – No bo… to moja mama – wreszcie wydusił, wzruszając ramionami. – Ona robi to z troski. Nie chcę jej zawieść. Nie było w jego głosie siły, nie było pewności. To nie była deklaracja – raczej tłumaczenie. Laura patrzyła na niego bez emocji, próbując zrozumieć, czy czuje dokładnie to, co mówi, czy tylko nie potrafi być szczery ze sobą. – Czyli się z nią zgadzasz? – dopytała, już znając odpowiedź. – Nie mówię, iż się zgadzam – odparł szybko, patrząc na nią. – Ale ona jest rodziną. Nie mogę jej tak po prostu zostawić. Zamilkł, jakby liczył na to, iż to Laura pójdzie na kompromis. Ale ona milczała. W głowie miała tylko jedno: “Jeśli tak będzie zawsze, to nigdy nie będę tą najważniejszą”. – Chcesz być ze mną? – zapytała wprost, patrząc mu prosto w oczy. Znowu się zawahał. Chciał coś powiedzieć, ale zabrakło mu słów. Zamiast odpowiedzi tylko westchnął i opuścił ramiona, jakby sam przyznał, iż nic się już nie da ugrać. Laura skinęła głową. Odeszła spokojnie, nie domagając się wyjaśnień. Po prostu odeszła do klatki, zostawiając Wojtka pod blokiem. Wojtek patrzył za nią i poczuł pustkę. Chciał ją zawołać, ale żadne słowo nie przeszło mu przez gardło. Został sam, ściskając w palcach kurtkę, zastanawiając się, czy dobrze postąpił. Wieczorem Laura wyszła na krótki spacer. Ulica była cicha, skąpana w światłach latarni. Powietrze pachniało jesienią – liśćmi, deszczem, czymś świeżym. Szła bez celu, dając się nieść nogom. Nagle się roześmiała – lekko, prawie beztrosko, jakby śmiech wydobył się z niej sam. Przystanęła, patrząc na dalekie światła miasta, i zrozumiała: choć życie przynosi trudności, jest gotowa je przyjąć. Bo teraz już wiedziała – nie musi spełniać cudzych oczekiwań, nie musi się tłumaczyć ani nikomu niczego udowadniać. Jest wolna. I to jest najważniejsze.
Rituals Cosmetics świętuje 25 lat: 2,4 mld euro przychodu, 16% wzrostu i 30 mln euro na działania społeczne
Żelowy manicure niszczy paznokcie? Ekspertka mówi wprost: „kluczowe znaczenie ma...”
Myjesz włosy rano, a wieczorem są już tłuste? Oto przyczyna. "To bardziej pranie włosów"
Ostatni dodatek do gry SpongeBob Kanciastoporty: Tytani Toni jest już dostępny
Chrzęst złamanej gałęzi pod butem choćby nie dotarł do świadomości Wani – w jednej chwili cały świat stanął na głowie i rozbłysnął przed jego oczami wielobarwnym kalejdoskopem, by po sekundzie rozsypać się na tysiące jaskrawych gwiazdek, które na nowo zlepiły się w jeden bolesny punkt powyżej łokcia jego lewej ręki. – Aj… – Wania chwycił się za kontuzjowaną rękę i wył z bólu. – Wania! – jego przyjaciółka Sasza od razu podbiegła, upadła przed nim na kolana i zapytała: – Boli? – No, pewnie! Jakbyś nie wiedziała! – wycedził, marszcząc się z bólu. Sasza wyciągnęła rękę, dotknęła delikatnie jego ramienia. – Zostaw! – warknął, błyskając oczami. – Boli! Nie dotykaj mnie! Wani było podwójnie przykro – po pierwsze, ręka na pewno złamana, czeka go miesiąc z gipsem i szyderstwa kolegów, a po drugie – sam się wpakował na to drzewo, żeby popisać się przed Saszą sprawnością, a teraz jeszcze ona go żałuje! Wstał, przytrzymując zwisającą bezwładnie rękę, i ruszył w stronę szpitala. – Wania, nie martw się! – biegła za nim Sasza, próbując go pocieszyć. – Wszystko będzie dobrze, Wania! Wszystko będzie dobrze! – Daj mi spokój – zatrzymał się, spojrzał na nią z pogardą i splunął na chodnik. – Jak ma być dobrze? Rękę złamałem, rozumiesz?! Idź do domu! I odszedł, zostawiając ją samą, powtarzającą cicho: – Wszystko będzie dobrze, Wania… *** – Panie Iwanie, jeżeli w ciągu doby nie zobaczymy przelewu, będziemy bardzo rozczarowani. A tak przy okazji: na jutro zapowiadają gołoledź, lepiej uważać za kółkiem, bo wie pan… różne wypadki chodzą po ludziach. Wszystkiego dobrego. Głos ucichł. Iwan cisnął telefon na bok i z głową w dłoniach opadł na oparcie fotela. – Skąd ja wezmę te pieniądze? Przecież ten przelew miał być dopiero za miesiąc… Chwycił znów aparat i wykręcił numer. – Pani Olgo, możemy dzisiaj przelać partnerom z holdingu pieniądze za sprzęt? – Ale… panie Iwanie… – Możemy czy nie?! – Tak, ale wtedy rozjedzie się cały harmonogram… – To niech się rozjeżdża! Przelejcie pieniądze dziś. Iwan wyłączył rozmowę i uderzył pięścią w fotel. – Cholerni krwiopijcy… Coś niespodziewanie i miękko dotknęło jego ramienia – podskoczył. – Saszko, prosiłem, żebyś nie przeszkadzała w pracy! Prosiłem?! Żona Aleksandra przytuliła się do niego, pogłaskała po włosach. – Wania, tylko się nie denerwuj, dobrze? Wszystko będzie dobrze. – Daj mi już spokój z tym twoim „wszystko będzie dobrze”! Jak mnie jutro zabiją, to też będzie dobrze?! Wyskoczył z fotela, odsunął ją od siebie. – Co robiłaś? Rosół gotowałaś? To idź i gotuj, nie denerwuj mnie! Żona westchnęła, odchodząc z gabinetu. Na progu szeptała jeszcze trzy słowa… *** – Wiesz… leżę teraz i wspominam całe nasze życie… Staruszek patrzył zamglonym wzrokiem na postarzałą żonę. Jej twarz pochłonęły zmarszczki, ramiona się przygarbiły. Nie puszczając jego dłoni, poprawiła kroplówkę i uśmiechnęła się smutno. – Gdy tylko wpadałem w kłopoty, ocierałem się o śmierć, spotykały mnie straszne rzeczy… zawsze przychodziłaś i mówiłaś to samo. choćby nie wiesz, jak mnie to wkurzało. Chciałem cię czasem udusić za tę naiwność… – próbował się uśmiechnąć, ale dopadł go kaszel. Kiedy wrócił oddech, kontynuował: – Łamałem sobie ręce i nogi, grożono mi śmiercią, traciłem wszystko, miałem takie koszmary, iż niewielu by się pozbierało. A ty przez całe życie powtarzałaś: „Wszystko będzie dobrze”. I nigdy nie skłamałaś. Skąd ty wszystko wiedziałaś? – Och, Wania… ja sama siebie tak pocieszałam. Zawsze cię kochałam nad życie. Ty byłeś moim życiem. Jak cierpiałeś, ja płakałam; ile ja nocy nie przespałam… A w myślach tylko: „Niechby się waliło, byle żył, to wszystko będzie dobrze”. Staruszek ścisnął jej dłoń. – A ja się jeszcze na ciebie złościłem… Ty mi wybacz, Saszko. Eh… całe życie z tobą, a jakby o tobie nie myślał… Głupi ja… Staruszka otarła łzę i pochyliła się nad nim. – Wania, nie martw się… Przyłożyła głowę do jego bezwładnej piersi, głaskała chłodniejącą dłoń i szeptała: – Wszystko JUŻ było dobrze, Wanieczku. Wszystko JUŻ było dobrze… Wszystko będzie dobrze – czyli o złamanej ręce, przegranych bitwach i o tym, jak kochać całe życie, choćby wtedy, gdy świat wali się na głowę
To nie żel niszczy płytkę, a to, co robisz później. Eksperci ujawniają prawdę
Ten zapach przyciąga mężczyzn jak magnes. Jedno psiknięcie i dzieje się magia
Największe trendy w fryzurach na końcówkę zimy 2026 – te cięcia i kolory odmieniają wygląd przed wiosną
Maski do ust najlepsze na mróz. Za nr 1 warto przepłacić, bo wystarcza na pół roku [wybór redakcji]
Lata temu Twiggy podbiła świat mody. Dziś ma 76 lat. Tak wygląda supermodelka
Ten wielki kolagenowy krem robi furorę! Tani, a unosi opadającą skórę jak rusztowanie
Zimowanie - dobry czas na rozwój osobisty i regenerację
Tak Koreanki dbają o cerę podczas mrozów. Nie chodzi o 10-stopniową pielęgnację
Kultowa Barwa Hipoalergiczna w nowej odsłonie – jeszcze bardziej czuła dla delikatnej skóry
Walentynkowe warsztaty zielarsko-kosmetyczne
Usta jak owocowy sorbet? Ten tint od Eveline Cosmetics to miłość od pierwszego pocałunku
Wrażliwa skóra pod opieką ekspertów Supremelab
Spóźniła się na pociąg, wróciła do domu bez zapowiedzi i nie mogła powstrzymać łez.
Ślubu nie będzie – Czemu dziś taki milczący jesteś? – zapytała Ania. – Przecież ustaliliśmy, iż w sobotę jedziemy oglądać meble do sypialni. A ty jakiś smutny. Co się dzieje? Tomek wiedział: teraz albo nigdy. Musiał powiedzieć to teraz. – Aniu… Muszę ci coś powiedzieć. O ślubie. Ania długo czekała na tę rozmowę. Ustalili z Tomkiem, iż zorganizują skromne przyjęcie, ale widziała, jak Tomek chciałby, by było po polsku – z weselem, gośćmi, kamerzystą, orkiestrą… Tak czekała na tę rozmowę! – Tylko bez wstępów. Chyba wiem, co chcesz powiedzieć – uśmiechnęła się Ania. A Tomek powiedział: – Odłóżmy… Odłóżmy ten ślub. To nie była ta rozmowa, na którą się przygotowywała. – Odłóżmy? – zaniemówiła – Co to za nagły zwrot? Czemu? Przecież dopiero co wybieraliśmy zaproszenia… To ty sam je przeglądałeś… Ustalaliśmy listę gości! Zrezygnowałeś ze ślubu ze mną?? Jak w melodramacie, zaraz powie, iż już nie kocha. Ale Tomek odpowiedział niezgodnie ze scenariuszem. – Teraz z kasą krucho – wymamrotał – W pracy opóźniają wypłaty. Nic nie odkładamy. A poza tym… Mieszkamy razem dopiero pół roku. Może za wcześnie, jak myślisz? – Za wcześnie? – zdziwiła się Ania – Tomek, jesteśmy razem trzy lata! Trzy lata związku i pół roku wspólnego życia – to twoim zdaniem za wcześnie? Tomek już nie wydawał się tak przestraszony. – Nie zaczynaj, Aniu. Nie chcę kłótni. To tylko… przerwa. Nie wycofałem się, po prostu ślub to duży koszt. – Ok… To może pobierzmy się tylko we dwoje, a potem zrobimy imprezę ze znajomymi? – Aniu, wtedy nie będzie prawdziwego wesela. – A niech sobie nie będzie! – Zawsze o tym marzyłaś… – Przeżyję! Jakie on sobie wymówki wymyśla. – Aniu… – Powiedz szczerze. Stało się coś? Nie jesteś pewien, iż mnie kochasz? Albo… masz kogoś innego? Bo to „ślub jest drogi” jakoś mnie nie przekonuje. Tomek pokręcił głową. – Nie, Aniu, przysięgam. Po prostu chcę, żeby wszystko było idealne, rozumiesz? A teraz nie mogę ci tego dać. No i… pół roku razem. Może jeszcze się nie przyzwyczailiśmy. Trzeba sprawdzić, czy naprawdę do siebie pasujemy… Było w tym trochę logiki… Był przekonujący, ale Ania czuła w kościach niepokój. Rzadko kiedy Tomek z takim uporem ją do czegoś przekonywał. A przecież jeszcze niedawno to on naciskał, by się jak najszybciej pobrali. Ale udawała, iż wierzy. Od tej rozmowy Tomek przestał być chłopakiem, a stał się idealnym chłopakiem – zwracał uwagę na drobiazgi, których wcześniej nie zauważał, jakby chciał odkupić winy za odwołany ślub. W sklepie zawsze pytał, co chce kupić… sam zmywał naczynia… Ale chodził ponury. Nie zamyślony, tylko naprawdę smutny – nocami wzdychał patrząc w sufit i na pytania Ani odpowiadał: „Nic, po prostu jestem zmęczony”. Ania starała się nie naciskać. „Później, później, później…” – szeptał jej głos w głowie. Kilka tygodni później zaproszono ich do rodziców Tomka. Ania długo się wzbraniała. Po prostu nie miała ochoty tam jechać. No i Tomek nie rozmawiał już o ślubie, a jego rodzice pewnie poruszą temat – niezręcznie. Jednak pojechali. Oczywiście rozmowa zeszła na ślub. – Kiedy w końcu nas uszczęśliwicie? – zapytała jego mama, gdy tata poszedł oglądać mecz – Mamy już upatrzoną restaurację na wesele. Miejsce dla dwudziestu osób. Na kiedy rezerwować? Tomek siedział tak samo smętny, jak Ania. Co rezerwować? Przecież niczego nie będzie. – Mamo, przecież mówiłem. Odłożyliśmy – wymamrotał. – Odłożyliście? Czemu? Kasy nie ma? Tomek, czemu jako facet nie pomyślałeś o tym wcześniej? Po obiedzie, gdy panowie z przejęciem oglądali silnik starego malucha, Ania poszła do łazienki się odświeżyć. Było tam czysto jak w szpitalu. Ani śladu kosmetyków, tylko żel pod prysznic i szampon. Wszystko jego mama wciąż trzyma u siebie w pokoju. Zawsze się Ani wydawało zabawne, iż ma siłę taszczyć to za każdym razem do łazienki. Ania wytarła twarz ręcznikiem i nagle nasłuchiwała… Ściany tej łazienki świetnie przenosiły dźwięki, gdy chodziło o cudze sekrety. Tomek wrócił do kuchni i rozmawiał z mamą. Ania usłyszała… – …Tomek, nie planujesz czasem rozstać się z Anią? Ania przystygła wycierając brodę. Co? Nie chciała się oszukiwać, iż to złudzenie. Ostrożnie, żeby nic nie zatrzeszczało, przytuliła ucho do kafelków. – Mamo, mówiłem przecież. Odłożyliśmy. Nie rozstaliśmy się. – Odłożyliście to tylko wymówka! – syknęła Joanna – Widzisz, jak się męczysz? Po co ci ona? To nie będzie żona. Żona powinna słuchać męża, a ta… Po co się żenić, skoro za rok się rozwiedziecie? – Kocham ją, mamo – powiedział Tomek. Ania choćby się wzruszyła. Ale następna wypowiedź matki odebrała jej wszelkie złudzenia. – Mówisz, iż kochasz? Jest sprytna. Mówiłam ci! Jeszcze nie została żoną, a już cię nastawia przeciwko nam. Przestałeś pomagać siostrze, przestałeś jeździć na działkę… Ona cię zmienia i to nie na dobre. Ania wciąż tkwiła przytulona do zimnej ściany. Nastawiać przeciw nim? Kiedy to było? Zawsze była maksymalnie miła dla rodziców Tomka, choćby gdy Paweł wyśmiewał jej nową fryzurę. Było przykro, ale milczała! Nie pamiętała ani jednej sytuacji, by celowo nastawiała Tomka przeciwko rodzinie. Wręcz przeciwnie – zawsze go namawiała do odwiedzin, wiedząc, jak ważna dla niego jest rodzina. I wtedy ją olśniło: odłożony ślub nie jest przez pieniądze. To mama Tomka, która w żywe oczy kłamie, nie chce tej ślubu! Ania gwałtownie wróciła. – O, Aniu już jesteś! Właśnie rozmawiałyśmy, iż nie warto czekać z rejestracją. Młodość rozumiem, ale bez ślubu to nie popieram – powiedziała Joanna. Jak miło. – Oczywiście, pani Joanno – powiedziała Ania – Nie będziemy długo zwlekać. Jak tylko trochę oszczędzimy – do urzędu. Co nie, Tomek? – Tak, Aniu, można powiedzieć, iż już jesteśmy po ślubie – wtórował Tomek. Tego wieczoru, gdy wracali do domu, Tomek próbował ją przytulić, ale Ania się odsuwała. Nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Czy w ogóle warto pytać? jeżeli nie zostawił jej na życzenie matki, to znaczy, iż kocha… Ale ślub jednak odwołał. – Zachowywałeś się dziwnie, gdy twoja mama zaczęła mówić – odezwała się, patrząc na znikające za oknem światła Wisły. – Ja? Nie, ona po prostu naciska na ślub i… – Nie kłam. Ona nie naciska na ślub. Ona jest przeciwna. Powiedziała, iż nastawiłam cię przeciwko niej. I iż powinniśmy się rozstać. Tomek nerwowo ścisnął kierownicę. – Słyszałaś? Aniu, mama się boi, iż jej synek się ożeni i o niej zapomni. Typowa sprawa. Nie bierz tego do siebie. Przejdzie jej. Ania i nie brała do siebie słów jego matki, która nie chciała puścić synka. Bardziej martwiły ją słowa Tomka. Nie stanął za nią murem. Po prostu przytaknął matce, byle nie było kłótni. Temat ślubu pozostał otwarty. Tomek dalej chodził, jakby połknął cytrynę, a gdy Ania zagadywała o przyszłość, zawsze słyszała: „Może później…” I wtedy trafił się niezablokowany telefon Tomka. „Tylko zerknę na godzinę,” przekonywała samą siebie, „nie będę sprawdzać wiadomości. Po prostu… rzucę okiem.” Na ekranie zawisło powiadomienie od jego siostry, Magdy. Magda była tylko dwa lata młodsza od Ani, ale zachowywała się, jakby wciąż miała dwanaście. Bez pracy, bez studiów, mieszkała z rodzicami, na ich koszt. Wiadomość była jednoznaczna: – No jasne, znów nie dostanę kasy. Znowu jesteś pod pantoflem. No to żyj z nią, skoro jakaś laska jest ważniejsza od rodziny. Ania przeczytała. „Znowu jesteś pod pantoflem”. I przypomniała sobie coś… Jeszcze przed odwołaniem ślubu, gdy Magda po raz kolejny prosiła Tomka o pieniądze, Ania nie wytrzymała i powiedziała Tomkowi: – Tomek, ona ma dwadzieścia siedem lat, mieszka z rodzicami i prosi cię o pieniądze na rozrywki. Może czas, żeby dorosła? Nasz budżet nie jest z gumy. I Ania by się nie wtrącała, ale z tych pieniędzy też dopłacała, zarabiała tyle samo co Tomek, a nie miała zamiaru utrzymywać jego rodzinę. Tomek wtedy przyznał jej rację – „masz rację, Aniu. Czas skończyć”. Teraz już wiedziała, kto nastawia rodzinę przeciw niej. Wzięła telefon Tomka, otworzyła rozmowę z Magdą, skopiowała wiadomość, a potem wysłała ją do siebie – na dowód. Potem odłożyła telefon na miejsce. Tomek zdejmował w korytarzu kurtkę: – Kupiłem chleb i twoją ulubioną czekoladę z orzechami. Myślałem, Aniu, iż może trzeba było… – Tomek – przerwała mu. – A kogo się spodziewałaś? – zażartował. Ania jednak nie dała się wciągnąć. – Co ci pisze Magda? – zapytała. Tomek przypomniał sobie, iż by nie dać się przyłapać, trzeba być o krok do przodu i zirytował się: – Co, grzebałaś mi w telefonie?? Klasyczna defensywa. Próba zmiany tematu. – To nieważne, Tomek. Chcę wyjaśnienia. Teraz. Chwilę milczał, po czym twarz przemknęła przez wszystkie emocje: od złości po panikę. – Daj spokój, Aniu. pozostało dziecinna, łatwo się obraża. – O co się obraża? O to, iż powiedziałam jej, żeby dorosła? – upewniła się Ania. – Przyzwyczaiła się, iż od brata zawsze coś dostanie. Odzwyczaić się trudno. Nie przejmuj się. – Ona nastawiła twoich rodziców? – No… tak – przyznał Tomek – Próbowałem im tłumaczyć, iż to nasze pieniądze, Magda powinna sama… A mama od razu: Ania cię zdominowała, dla niej zaniedbałeś rodzinę! Ale ja tak nie myślę… – Ale ślub odwołałeś… Dobra. To ona nastawiła twoją rodzinę przeciw mnie. Już rozumiem. Ale co ty czujesz? Ty sam chcesz się ze mną ożenić? Czy tylko odkładasz, bo boisz się powiedzieć matce „nie”? – Jasne, iż chcę! Ale teraz nie mogę… Może później… jak wszystko się ułoży… To wszystko wyjaśnia. – Wiesz co, Tomek, zrozumiałam jedno… Nie chcę wychodzić za kogoś, kto nie jest pewien swoich uczuć i drży przed kaprysami siostry. Dobrze, iż ślubu nie będzie.
Kawowe perfumy, które pachną lepiej niż najlepsze cappuccino. Wybrałam TOP 7 kompozycji
HS - choroba bólu, wstydu i niezrozumienia
Nowy Lidl w Warszawie przy metrze. Otwarcie już 5 lutego
Gucci ogłasza zapach roku 2026. Guilty Absolu de Parfum to najbardziej pożądana premiera sezonu
Katarzyna powoli stąpała po idealnie przystrzyżonym trawniku, jakby wchodziła na scenę. Każdy jej ruch był precyzyjny i zimno wyrachowany. Wiedziała: to nie był zwykły powrót. To była jej zemsta.
Masz dość przetłuszczania? Ten szampon zatrzymuje sebum i zagęszcza włosy jak magia!
Przetestowałam nową wersję kultowego podkładu Double Wear. Czy dorównuje legendzie?
Ten hit za 15 zł zastąpi krem BB, korektor i rozświetlacz. Jest z różą, bosko pachnie
Polki kochają to serum z peptydami miedzi! Ekspresowo spłyca zmarszczki i napina skórę
Jeden prezent odmienił moje Walentynki
Ta bursztynowa kuracja likwiduje zmarszczki w siedem dni. Napina jak lifting - teraz za pół ceny
Pedicure na pierwszą połowę lutego 2026 – zimowy detal, który robi większą różnicę, niż myślisz
Znana firma "wyprowadza" część etatów z Poznania do Warszawy
Nowa gwiazda "Bridgertonów" słynie ze szklanej cery. Jej pielęgnacja to tylko trzy (niedrogie) kosmetyki
Znana firma "wyprowadza" część etatów z Poznania do Warszawy
Polki gwałtownie wykupują ten legendarny kolagen! Kosztuje grosze, niweluje wypadanie włosów
Wszystkie chwyty dozwolone Cała rodzina spotyka się w komplecie. Pretekst do zebrania – jak zawsze – jest materialny, choć oficjalnie chodzi o rodzinny obiad. Luba, córka babci Tosi i mama Kati oraz Arka, przekłada w dłoniach babcine szmatki, w które ta zwykła zawijać pieniądze… Babcia już sama niczym nie zarządza, nie poznaje nikogo i nic nie pamięta, ale Luba wciąż według starego zwyczaju chowa jej emeryturę w te same szmatki. — No i znów — lamentuje Luba w stronę zebranych — zniknęły! Dziesięć tysięcy, nie mniej. Nie mogłam się pomylić, sama liczyłam! Gdzie one się podziały? Mamo, pamiętasz ile tam było? Babcia Tosia odwraca się… ale nie do córki, tylko do zdjęcia zmarłego męża. — Och, Pietrek… Ale pięknie… — spogląda na wnuczkę Żenię. — A ty, wnuczko, nie podjadaj moich cukierków, są dla gości… A gdzie jest Arek? W szkole? Luba zwija banknoty. Mama nie pamięta, ile tam było pieniędzy. Ale Luba jest pewna – ktoś kradnie. Choć to wariactwo — przecież do domu wchodzą tylko swoi — ale ktoś najwyraźniej kradnie! I jeszcze u kogo! U starej, bezbronnej osoby… Wchodzi Arek – dokładnie o niego pytała babcia. — O co chodzi, jakby tu stypa była? — pyta, chowając klucze do samochodu. Luba, jego matka, pociąga nosem: — Arkuś, tragedia! Z babcinej emerytury znów zginęły pieniądze… Już od kilku miesięcy chowam jej wypłatę do tej szafki… Ktoś kradnie! Arek ironicznie rozgląda się po obecnych. Jego mama wierzy wszystkim, Arek – nikomu. — Mówisz, pieniądze znikają? — mruży oczy. — To ja wiem, gdzie one znikają! Idzie do przedpokoju i przynosi pasiastą torbę Kati. Nim ktokolwiek mrugnie, Arek rozsuwa suwak i wysypuje zawartość na stary obrus na stole, nie przejmując się okrzykami protestu matki. Wypadają pomadka, klucze, lusterko… i pieniądze. Dużo pieniędzy. Cała sterta pomiętych, ale rozpoznawalnych banknotów – pięć tysięcy złotych w pięćsetkach. — Spójrzcie! — woła Arek, podnosząc banknot. — Gdy wchodziłem, jej torba spadła, sięgam po nią, a tam – pieniądze! Bardzo znajome pięćsetki! Ciocia Gosia, dotąd jedząca sałatkę, natychmiast się zaksztusiła. Na każdym banknocie wyraźnie widać subtelną kreskę niebieskiego długopisu. — Pamiętacie — dodaje Arek — jak miesiąc temu, gdy mama sprawdzała pieniądze, Wojtek machnął po nich długopisem? To te same pięćsetki z babcinej emerytury. Wszystkie spojrzenia skupiają się na Kati. Katka, dotąd wpatrzona w stół jak posąg, drgnęła. — Arek, co ty robisz? — Ja? — burzy się. — Nic! Torba jej upadła, patrzę — a tam pieniądze! Bardzo znajome! Katka wie, iż nie ma czasu z nim dyskutować, musi się bronić. — To nie ja! — podrywa się, przewracając krzesło. choćby babcia odwraca głowę. — Kto krzyczy? — pyta babcia Tosia. — Gdzie moje kapcie? Wszyscy wpatrują się w Katkę. — Katka, córeczko — Luba wstaje — Jak mogłaś? Przecież pracujesz, pomagam ci… Jak możesz kraść od babci? — Mamo, to nie ja! Niczego nie brałam! — A kto? — pyta jadowicie Arek. — Katka, tylko ty tu bywasz przy babci, zajmujesz się nią, jak sama mówisz. Reszta nie ma dostępu do szafki. Mama, owszem, ale matka by tego nie zrobiła. Zostajesz tylko ty. Katka cofa się, jakby bali się, iż ją pobiją. — Przysięgam, choćby nie dotykałam tych pieniędzy! Patrzy na matkę, licząc, iż ta uwierzy. Ale Luba patrzy na nią jak na potwora. — Kłamiesz — szepcze — Jak mogłaś… — Kocham babcię! — Katka płacze — Przecież przyjeżdżałam jej pomóc! Naprawdę nie zabrałam tych pieniędzy! Twarda logika sytuacji jest przeciw niej. Pieniądze z jej torby. Innych podejrzanych nie ma. — No to wszystko jasne — Arek podsumowuje. — Szkoda, Katka. Naprawdę szkoda. Mogłaś po prostu poprosić – dali byśmy ci. Ale kraść od bezbronnej babci… Nikt się tego po tobie nie spodziewał. Tego wieczoru Katkę wyrzucają z domu, a jej życie staje na głowie. Nikt nie chce słuchać, nikt nie rozumie. Matka po ochłonięciu prosi rodzinę o łagodność, ale… — Nie wpuszczaj jej, Luba — syczy ciocia Gosia przez telefon, gdy Luba próbuje wszystko przegadać. — Wyobrażasz sobie ten wstyd? Mama już nie pamięta, ale aż przykro, iż Katka się takim kimś okazała… Luba słucha. Przestaje rozmawiać z córką. Kiedy Katka dzwoni, matka rzuca krótkie: zajęta, potem, nie teraz. Katka próbuje walczyć. Dzwoni do rodziny z różnych numerów, ale kiedy tylko orientują się, iż to ona – odkładają słuchawkę. Próbuje dociec prawdy, ale nikt nie chce z nią rozmawiać ani wpuszczać do babcinego mieszkania. Jedynie matkę udaje jej się wyciągnąć na spotkanie. — Mamo, proszę — niemal błaga Katka — Wiem, brzmi to jak wymówka, ale przysięgam, nie ja! Dlaczego mi nie wierzysz? Matce trudniej niż innym – to przecież córka. — Katka… Mi też jest ciężko. Ale pieniądze były w twojej torbie. Gdybym widziała to sama, może dałoby się zapomnieć, ale rodzina ci nie wybaczy… A mi też trudno to przełknąć. Babcia tyle dla ciebie zrobiła. — Ale ja nie zawiniłam! Może wypadły wcześniej? Może z innej torby? Może ktoś inny je… — Przestań! — ucina matka. — Jesteś moją córką i chcę ci wierzyć, ale fakty! Fakty mówią, iż jesteś złodziejką! Z tym oskarżeniem Luba zostawia córkę samą na mrozie. Nie pozwolono się choćby pożegnać z babcią… Czekała więc, aż wszyscy się rozejdą, po czym pojechała do babcinego mieszkania, licząc, iż zastanie tam mamę. Mama, choć czasem ostra, od czasu do czasu zgadza się rozmawiać. Może teraz się uda? Ale drzwi otwiera Arek. Jest wyższy – musi zadrzeć głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Może dobrze, iż to on tu jest? — Arku, proszę, porozmawiajmy. Ostatni raz. — Katka, ty wciąż żyjesz nadzieją, iż oczyścisz swoje imię? To już niemożliwe — mówi brat. — Lepiej się przyznaj. Może ci wybaczą. Ale Katka nigdy nie przepraszała za coś, czego nie zrobiła. — Nie. Chcę znać prawdę. Może pomyliłeś się wtedy? Może pieniądze wypadły z innej torby? Z kieszeni? Przypomnij sobie… Nagle wzrok Arka twardnieje. — Pomyliłem się? Serio, Katka, taka jesteś naiwna? — pochyla się do niej. — Oczywiście, iż wiem, iż nie kradłaś. Sam ci je do torby wrzuciłem. Przez chwilę świat jej się zatrzymuje. — Co?… — tylko to jest w stanie wydusić. — Tak właśnie było. — Ale po co? — Katka nie dowierza. — Po co to zrobiłeś? Pozbyłem się rywalki. — W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babcia miała może z pół roku życia, sama widziałaś. Mieszkanie już dawno przepisane na mamę, żeby nie było kłopotów z notariuszem. I tu pojawił się problem. Mama jest… sentymentalna. Chciała przepisać mieszkanie na ciebie. Katka wciąż nic nie rozumie. — Ale dlaczego? — Bo, droga Katuniu — cedzi przez zęby — codziennie wpadałaś do babci. Karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś jej książeczki, których i tak nie rozumiała. Wnuczka idealna. Mama to widziała i miękła. Uważała, iż zasłużyłaś… A ja? Nie jestem wnukiem? Nie zasłużyłem? Więc postanowiłem po prostu z tobą wygrać. — Nie chodziło mi o mieszkanie! — Katka krzyczy przez łzy — Chciałam pomóc babci! Kochałam ją! On parska śmiechem. — Daj spokój, Katka. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Ty – chciałaś zgrywać ofiarę, iż taka z ciebie kochana wnuczka, żeby dostać wszystko. A ja cię przechytrzyłem. 1:0 dla mnie. A iż Katka milczy, podsumowuje sam. — Teraz jesteś złodziejką. Mama się ode mnie nie odwróci, bo jestem idealnym synem. Ty — przekreślona córka. I mieszkanie oczywiście jest moje, bo ty nie masz tu choćby prawa wejść bez awantury. — Jesteś podły — wypluwa Katka. — Cóż, tak to jest. Cześć, siostrzyczko. Spadek przyjęty. Otwiera drzwi wejściowe. Katka się nie rusza. Przydałoby jej się mieszkanie – wynajem drogi, zakup niemożliwy. Ale ona kochała babcię. Pamięta, jak babcia Tosia, choćby w zamroczeniu, pogłaskała ją po policzku i szepnęła: „Dziękuję, iż przyszłaś, kochanie. Jesteś jak mój Pietrek”. A teraz, żeby oczyścić imię, trzeba udowodnić, iż Arek kłamał. Ale jak? W ogóle nie ma jak. Wychodząc, zamyka drzwi. Wie, iż za rok każdy już zapomni, iż nigdy nie była złym człowiekiem. Wszyscy zapamiętają jedno: Katka okradła umierającą babcię. Arek już wygrał. I świętuje swoją wygraną.
SPOŹNIONE ŻALY SERCA.