Uroda

Czarne paznokcie z brokatem – stylowy manicure na sylwestra
Tatuaże geometryczne – symbolika i znaczenie trójkąta
Cena nici liftingujących PDO vs PLLA: Czynniki wpływające na koszty zabiegów
Farbowanie włosów henną: wady i zalety oraz najważniejsze pytania
Liposukcja brzucha i boczków metodą laserową – koszty, efekty i ryzyko
Krem do twarzy w ciąży – najlepsze propozycje dla przyszłych mam
Oczyszczanie twarzy w okresie zimowym – delikatność, która naprawdę działa
Ostatnie spotkanie w jesiennym parku
Zabezpiecz włosy przed mrozem! Ta maska z kaszmirem i kolagenem porządnie regeneruje
Tychy: Ponad ćwierć miliona złotych kosztowała Tyska Karta Mieszkańca. Efekty (na razie) mizerne
Janek i Marysia – Opowieść o marzeniach, wyborach i miłości na polskiej wsi: Jak chłopak z Podlasia chciał zbudować dom, ożenić się z najpiękniejszą dziewczyną w okolicy, ale ona marzyła o bogatym życiu w mieście, aż los zetknął ich z przybyszem z Warszawy i życie całej trójki zmieniło się na zawsze
Fryzury, które noszą Francuzki w 2026 roku – trendy, które zdejmują ciężar stylizacji
Jak zadbać o skórę zimą? Nawadniający balsam z elektrolitami to podstawa
WALENTYNKOWE CENY WOW
To olejkowe serum lepiej wygładza niż koreańskie kosmetyki. Ekspresowo nawilża
Zimowa pielęgnacja slow care z EISENBERG – rytuał, który działa w rytmie skóry
Mąż porzucił mnie dla innej 5 lat temu, a teraz prosi, bym została matką jego syna. Moja odpowiedź kompletnie go zaskoczyła
Te płyny do podłóg kosztują mniej niż 10 zł i bosko pachną! Mają działanie bakteriobójcze
Bardzo osłabiają i niszczą włosy. Polki noszą je regularnie
Żona z prowincji, jego karta na luksusowe świętowanie: Jak Katia zdemaskowała męża w warszawskiej restauracji i zyskała wolność po dwudziestu latach milczenia
Co to był za bal! Goczałkowianie rozbili bank pomysłów w karnawale [FOTO]
Tak kilka lat temu wyglądała Katarzyna Zillmann. Kompletnie zmieniła fryzurę
Czy spanie z mokrymi włosami faktycznie je niszczy? Trycholog mówi wprost
Sandra Hajduk pokazała się bez doczepów. Zwróciła się z ważnym apelem do kobiet
To kolagenowe serum napina skórę jak lifting!  Odmładza szybciej niż kremy premium
Ten kolagen do mycia odżywia włosy jak fryzjerska maska. Wielką butlę 500 ml kupisz za grosze
Ten krem pod oczy zstąpi korektor. Natychmiast wymazuje cienie i usuwa oznaki zmęczenia
Jak zapach wpływa na pierwsze wrażenie?
„Łysy, pobudka!” – Jak mój mąż zaczął mnie budzić po tym, jak zdecydowałam się ogolić głowę w walce z problemami skórnymi, ku zaskoczeniu całej mojej rodziny.
Ten zabieg miał ją upiększyć. Joanna Krupa mówi wprost: „To była pomyłka”
Po 19 latach moja matka nagle się pojawiła – teraz chce pieniędzy i dachu nad głową
Azjatki myją tym włosy. Siwieją znacznie później niż Europejki
Ghost waves, boho bangs i boho blonde Tak wyglądają najmodniejsze fryzury 2026
Stosuj zamiast kremu na noc. Ta maść z apteki to "przciwzmarszczkowy walec"
Wredna sąsiadka – Nie dotykaj moich szkiełek! – wrzasnęła była przyjaciółka. – Pilnuj własnych oczu! Myślisz, iż nie widzę, na kogo się gapiłaś? – To chyba jesteś zazdrosna? – zdziwiła się Tamara Borowska. – No proszę, do kogo to rozwinęłaś usta! Już wiem, co ci kupię na Sylwestra: maszynkę do zwijania warg! – A nie lepiej zostawić ją dla siebie? – odcięła się Luda. – A może twoje wargi już żadna maszyna nie ogarnie? Myślisz, iż nic nie widzę? Babcia Tamara zwiesiła nogi ze starego łóżka i poszła do swego domowego ołtarzyka, by odmówić poranną modlitwę. Nie można powiedzieć, iż była bardzo wierząca: coś tam wysoko na pewno istniało – ktoś przecież tym wszystkim kierował! Kto to był – pytanie pozostawało otwarte. Ową siłę nadrzędną nazywano różnie: kosmosem, początkiem wszystkiego, a najczęściej po prostu Panem Bogiem! Tak, dobry dziadek z białą brodą i aureolą, siedzący na obłoczku i myślący o wszystkich ludziach na ziemi. Poza tym wiek babci Tomy dawno już minął połowę i zbliżał się do siedemdziesiątki. A w tym wieku lepiej się z Najwyższym nie kłócić: jeżeli Go nie ma, wierzący nic nie tracą. A jeżeli jest — niewierzący tracą wszystko. Na końcu porannej modlitwy babcia Toma dodała parę słów od siebie: a jakże! Rytuał stał się dopełniony, duszy ulżyło – można było zacząć nowy dzień. W życiu Tamary Borowskiej były dwa kłopoty. I wcale nie były to durnie i drogi: to przecież stary banał! To była sąsiadka Luda i jej – Tomy – wnuki. Z wnukami wszystko było jasne: to nowoczesne pokolenie, które nic nie chce robić. Ale wnuki miały przynajmniej rodziców: niech się z nimi szarpią! A co zrobić z Ludą – nie było już jasne: zaczęła sąsiadce szargać nerwy w klasycznym stylu! Tylko w filmie przekomarzanie się artystek wygląda uroczo i wzruszająco! W życiu jest to zdecydowanie mniej sympatyczne. Zwłaszcza, gdy ktoś się czepia bez powodu. A jeszcze babcia Toma miała przyjaciela z przezwiskiem Pietrek-Mopedelek. W pełnej wersji brzmiało to: Piotr Juchniewicz Kozyra – taka rodzina! Po przezwisku łatwo było się domyślić: w młodości Piotruś Kozyra uwielbiał śmigać na motorowerze. Dokładniej mówiąc, na mopedelku, jak żartował młody Piotrek. Tak więc wszystko było całkiem logiczne. Potem zostało już tylko po prostu „Mopedelek”. Stary mopedelek dawno już kurzył się w szopie, a ksywa przyległa na stałe: ot, wieś! Kiedyś przyjaźnili się rodzinnie: Mopedelek z żoną Niną i Toma z mężem. Ale współmałżonkowie już od dawna spoczywali na wiejskim cmentarzu. Toma z przyzwyczajenia dalej trzymała się Mopedelka: znała go od szkoły, a przyjacielem był porządnym. W szkole przyjaźnili się we troje: ona, Piotrek i Luda – wtedy zupełnie bezproblemowo. To była czysta przyjaźń – Piotrek choćby nie flirtował. Wszędzie chodzili razem: kawaler w środku, dwie szczupłe dziewczyny pod ręce – wyglądało to jak filiżanka z dwoma uszkami. Takie specjalne – żeby na pewno nie upadła! Bo nigdy nie wiadomo … Z latami przyjaźń wyraźnie się rozmieniła. W końcu zanikła, ustępując miejsca najpierw niechęci ze strony Ludmiły Władysławówny, a potem – jawnej nienawiści. Jak w bajce: coraz częściej zauważam, iż ktoś mnie jakby podmienił… Ludę naprawdę jakby ktoś zamienił! Stało się to po śmierci jej męża: wcześniej było w miarę dobrze. Z biegiem lat człowiek się zmienia: skąpy staje się chciwcem. Gadatliwy – gadułą. A zazdrośnik – coraz bardziej rozdarty zazdrością. Być może to właśnie spotkało sąsiadkę Tomy: baby są takie. Zresztą, chłopy też nie lepsze! A i powodów do zazdrości nie brakowało. Po pierwsze, Tomka zawsze trzymała figurę, mimo wieku. A Luda przemieniła się w kluska: pani, gdzie robimy talię? Tu już zdecydowanie przegrywała w porównaniu z sąsiadką. Po drugie, wspólny szkolny kolega ostatnio częściej okazywał szarmantnej Tamarce zainteresowanie niż Ludzie: często szepczeli sobie coś i śmiali się niby to do swoich siwych głów. Z Ludą kontakt ograniczał się do krótkich i sztywnych zdań. A do Tomki Pietrek wpadał częściej – Ludę trzeba było o to specjalnie prosić… Trudno. Może rzeczywiście nie była tak sprytna jak nieznośna Tomka, a i z poczuciem humoru u niej nie było najlepiej! Pietrek za to lubił się pośmiać. W języku polskim mamy świetne słowo: gderać – bardzo lubił je nasz Jerzy Pilch. I właśnie tym zaczęła ostatnio zajmować się Luda: czepiała się o byle co. Najpierw okazało się, iż toaleta Tomki stoi nie tam i stamtąd śmierdzi! – Od twojego szaletu śmierdzi! – wygarnęła babcia Luda. – O proszę cię bardzo! Przecież od lat stoi w tym samym miejscu. Dopiero dziś to zauważyłaś? – zdziwiła się sąsiadka i postanowiła się odwdzięczyć: – Aha! Szkiełka to przecież za darmo dostałaś – na NFZ! Dobrze wiesz, „tanio” to nigdy dobrze! – Nie ruszaj moich szkiełek! – krzyknęła była przyjaciółka. – Pilnuj swoich własnych oczu! Myślisz, iż nie widzę, na kogo się gapisz? – Toś ty zazdrosna? – zdziwiła się Tamara Borowska. – Oj! Już wiem, co ci kupię na Sylwestra: maszynkę do zwijania warg! – A może dla siebie powinnaś ją zatrzymać?! Może na twoje to już żadna nie działa! Myślisz, iż nic nie widzę? No widzisz, widzisz, ty … matko droga! To nie raz, nie dwa się zdarzało. Pietrek poradził zasypać toaletę! I postawić nową – tym razem w domu. I dzieci babci Tomy zrzuciły się i zrobiły jej ubikację pod dachem. A starą latrynę zasypał dobry przyjaciel Piotr Juchniewicz. No już, Luda! Odpoczywaj – czas zmienić format i wąchać nowe zapachy! Nie tak prędko! Natychmiast okazało się, iż wnuki zniszczyły Ludmilce gruszę, której gałęzie wystawały na działkę Tamary. – Myśleli, iż jest nasza! – próbowała się tłumaczyć Tamara, choć jej zdaniem nikt tej gruszy nie ruszał – wszystko przez cały czas wisiało! – A twoje kury to buszują na moich grządkach, i nic! – Kura – głupi ptak! Ot – brojler czy nioska! – powiększonym głosem odpowiedziała sąsiadka. – A wnuki trzeba wychowywać, babciu! A nie śmiać się całymi dniami z kawalerami pod rękę! No i w kółko Macieju: wszystko znów zeszło na Piotrka… Wnuki zostały zrugane. Minął czas na gruszki – odpocznij, Luda! A papużki! Zaraz, bo ktoś połamał gałęzie! – Gdzie? Pokaż! – prosiła Tamara: żadnych szkód nie było, jakkolwiek spojrzeć! – Tu i tu! – wskazywała krzywym palcem Luda: no, a dłonie Tomki były równiejsze – z długimi, szczupłymi palcami. A kobiece dłonie – to część stylu! I co z tego, iż wieś – stylu nikt nie zabroni! I wtedy Mopedelek zaproponował: Odetnij te gałęzie! Przecież to na twoim, nie? – Będzie wrzeszczeć! – sprzeciwiła się babcia. – Założymy się, iż nie? choćby nie śmie! – obiecał Pietrek. Faktycznie: Luda, choć widziała i Piotrka, i piłowanie, zareagowała ciszą! I z drzewem się wyjaśniło. Ale teraz babcia Toma miała pretensje do sąsiadki o kury: w tym roku rzeczywiście zaczęły buszować po jej grządkach. W tym roku Ludmiła Władysławówna kupiła nową rasę: wcześniej tego nie było. A kura, wiadomo, grzebie niemiłosiernie! Całe zasiewy w łepetynie! Na prośby, by trzymać ptactwo u siebie, sąsiadka się tylko ironicznie uśmiechała: mów sobie, mów, nic mi nie zrobisz! Była opcja: złapać parę kur i demonstracyjnie upiec! Ale dobra babcia Toma na taki numer się nie zdobyła. Wtedy wesoły i pomysłowy przyjaciel podsunął internetowy trik – rozłożyć w nocy jajka na grządkach. A rano je demonstracyjnie zebrać – niby kury niosły jajka na obcym! Był oblatanym internautą: w ich wiosce internet już dawno był. I – działało: dzięki ci, światowa sieci, chociaż z ciebie czasem pożytek! Oszłupiała Luda patrzyła na babcię Tomę zbierającą jajka z grządek. I tak zamarła, kiedy ta wróciła z pełną miską do domu. Wiadomo, kury więcej już nie szukały przygód u sąsiadki. No to co, może się pogodzimy, Luda? Ludko? Przecież nie ma się o co kłócić! Gdzie tam! Teraz przeszkadzał jej dym i zapach z letniej kuchni, gdzie babcia Toma gotowała do późnej jesieni. Zaraz! Wczoraj nie przeszkadzało, dziś już tak! Może mnie drażni zapach smażonego mięsa! Może jestem wegetarianką! A zresztą Sejm już ustawę o grillach przyjął! – Kiedy ty widziałaś grilla? – próbowała dotrzeć do byłej przyjaciółki Tamara. – Przetrzyj sobie okulary, nasza perfekcjonistko! Tamara Borowska była spokojna i uprzejma, ale już jej cierpliwość się skończyła. Bo sąsiadka już całkiem „odjechała” – też piękne słowo! Krótko mówiąc, na Ludę nie było rady… – Może oddać ją do badań? – zaproponowała smutno Tamara Borowska, jak piła z Piotrkiem herbatę. – Przecież mnie pożre z kośćmi! Babcia Toma naprawdę schudła i zmarniała: codzienna szarpanina dawała znać o sobie. – Udławi się, a ja na to nie pozwolę! – obiecał przyjaciel. – Mam lepszy pomysł! Kilka dni później, pewnego wspaniałego ranka, Tamara usłyszała piosenkę: – Toma, Toma, wyjdź z domu! Przed drzwiami stał radosny Pietrek: podjechał naprawionym własnoręcznie starym motorowerem – Pietrek na mopedelku! – Wiesz, czemu byłem taki smutny? – zaczął Piotr Juchniewicz, – Bo mopedelek był popsuty! No to co, jedziemy, piękność, na przejażdżkę? Wskakuj – wspomnimy młodość! I babcia Toma wskoczyła! Przecież teraz starość w Polsce oficjalnie odwołano: teraz wszyscy są aktywni emeryci 65+! I pojechała, w sensie dosłownym i przenośnym, w nowe życie. Niedługo potem została we wszelkich znaczeniach „Panią Kozyrą”: Piotr Juchniewicz Kozyra poprosił ją o rękę! Puzzel się ułożył, a babcia Toma przeprowadziła się do męża. A Luda została samotną, grubą i zgryźliwą babą. No i powiedzcie, czy to nie nowy powód do zazdrości? Tym bardziej, iż teraz nie miała już z kim się kłócić – cały jad został w niej. A przecież musiała go kiedyś wylać… Więc trzymaj się, Toma, i nie wychodź z domu! Bo to dopiero początek, oj-joj! Mówiąc krótko: życie jak w piosence. Cóż się dziwić – taka wieś! A z tą toaletą, mówiąc szczerze, to tylko niepotrzebny był cały ten ambaras…
Ten makijaż robi furorę. Jak uzyskać zmysłowy efekt wtopionych ust?
Ten manicure podbija internet. Love Dot Nails, czyli stylizacja, która robi wrażenie
Ola Żelazo: Nie zwracam uwagi na to, czy ktoś korzysta z medycyny estetycznej. Bardziej interesuje mnie jego osobowość, podejście do życia i pasje
– Czterdzieści lat wspólnego życia pod jednym dachem, a Ty w wieku sześćdziesięciu trzech lat nagle chcesz wszystko zmienić? Maria siedziała w swoim ulubionym fotelu i spoglądała przez okno, próbując zapomnieć o wydarzeniach mijającego dnia. Jeszcze kilka godzin temu pospiesznie szykowała kolację i czekała na powrót Stanisława z ryb. Wrócił bez zdobyczy, ale za to z wiadomościami, które długo nosił w sercu, ale nie miał odwagi wypowiedzieć. – Chcę się rozwieść i proszę, byś podeszła do tego ze zrozumieniem – powiedział nagle Stanisław, odwracając wzrok. – Dzieci są już dorosłe i na pewno zrozumieją, wnukom to obojętne, a my możemy spokojnie, bez kłótni, zakończyć tę historię. – Czterdzieści lat razem, a Ty nagle w tym wieku chcesz wszystko wywrócić do góry nogami? – nie potrafiła zrozumieć Maria. – Mam prawo wiedzieć, co będzie dalej. – Zostaniesz w naszym mieszkaniu w Warszawie, ja przeprowadzę się na działkę – wszystko miał już zaplanowane Stanisław. – Nie mamy co dzielić, a majątek i tak przekażemy córkom. – Jak ona ma na imię? – spytała Maria z rezygnacją. Stanisław poczerwieniał, zaczął się nerwowo zbierać i udawał, iż nie słyszy pytania. Ta reakcja rozwiała wszelkie wątpliwości Marii – istniała rywalka. W młodości nie znała takich problemów i nigdy nie przypuszczała, iż na stare lata zostanie sama, a mąż odejdzie do innej kobiety. – Może jeszcze wszystko się ułoży – uspokajały ją potem córki, Basia i Iwona. – Nie warto przejmować się zachowaniem taty. – Już nic z tego nie będzie – wzdychała Maria. – Nie ma sensu zmieniać czegokolwiek, będę żyć dalej i cieszyć się waszym szczęściem. Basia i Iwona pojechały do ojca na działkę na poważną rozmowę. Wróciły przygnębione, ale nie śpieszyły się z przekazaniem całej prawdy mamie. Zmieniły tylko tonację i zaczęły przekonywać Marię, iż może życie w pojedynkę będzie dla niej lepsze, nie będzie musiała nikim się opiekować poza sobą. Maria zrozumiała wszystko, ale nie wypytywała córek i chciała po prostu żyć dalej. Nie było to łatwe, bo cała rodzina i znajomi nieustannie dopytywali o sytuację. – Tyle lat razem, a na starość mąż zostawia żonę dla młodszej – komentowały niezbyt taktownie sąsiadki. – Jest młodsza czy może bogatsza? Maria nie wiedziała, co odpowiadać, ale sama coraz częściej rozmyślała o nowej wybrance Stanisława i chciała ją zobaczyć. Dlatego pojechała na działkę pod pretekstem odebrania przetworów z lata. Nie uprzedziła Stanisława, by mieć pewność, iż spotka rywalkę – i rzeczywiście, natrafiła na nią. – Stanisławie, mówiłeś, iż Twoja była żona nie będzie tu przyjeżdżać – narzekała kolorowo umalowana pani, nowa partnerka Stanisława. – Myślałam, iż wszystko jest załatwione, ona nie ma tu czego szukać. – Naprawdę zamieniłeś mnie na coś takiego? – zapytała Maria, przyglądając się śmiałej osobie. – Pozwolisz jej mnie obrażać? – grzmiała kobieta. – Jestem raptem kilka lat młodsza od Was, a wyglądam zdecydowanie lepiej! – jeżeli ktoś w tym wieku uważa, iż wyrazisty makijaż to najważniejsza wartość… – powiedziała Maria, szukając zakłopotanego spojrzenia byłego męża. Całą drogę na przystanek słyszała jeszcze krzyki tej przekolorowanej, starzejącej się Barbie i starała się nie płakać. W domu już nie wytrzymała i zadzwoniła do siostry, prosząc o wizytę. – Daj spokój – parzyła miętową herbatę Nina. – Sama mówiłaś, iż nowa partnerka Stanisława jest mało urodziwa i, jak widać, raczej niezbyt błyskotliwa. – A może ma rację, może ja rzeczywiście jestem starą babcią – zastanawiała się Maria. – Wyglądasz świetnie na swój wiek – mówiła szczerze Nina. – Po prostu uważam, iż dużym błędem po siedemdziesiątce są panterkowe legginsy czy mini spódniczki. Kobieta może być piękna w każdym wieku, jeżeli umie się przedstawić i wyglądać stosownie do lat. Maria patrzyła w lustro i musiała przyznać, iż Nina miała rację. Była w dobrej formie, nie narzekała na zdrowie. Ubierała się z klasą, córki często kupowały jej kosmetyki. Nigdy nie była krzykliwa, nie chciała przypominać papugi, nie wyobrażała sobie, by zachowywać się jak nowa partnerka Stanisława. – Dobrze – kontynuowała Nina. – Skoro jesteś już wolną kobietą, możesz żyć po swojemu. Córki są niezależne, możliwości rozwoju i odpoczynku w naszym wieku jest masa, nie pozwolę Ci się poddać! Nina dotrzymała obietnicy i wciągnęła Marię w świat teatrów, spacerów, koncertów. Z czasem zgromadziły grono znajomych, głównie rówieśników. W tej grupie znalazł się choćby jeden pan, który okazywał Marii zainteresowanie, ale ona gwałtownie to ukróciła, rezygnując z indywidualnych spotkań. – Słyszałem, iż teraz biegasz po teatrach i masz nowych znajomych. Może znowu wyjdziesz za mąż? – zagadnął Stanisław podczas przypadkowego spotkania w sklepie. – Co Ty tu robisz, czyżby bliżej działki nie było sklepu? Może Twoja nowa wybranka nie gotuje? – dociekała Maria. – Zawsze robiłem tu zakupy, przyzwyczajenie… W tym wieku trudno zmieniać nawyki – mruczał Stanisław. Maria nie drążyła tematu, wymawiając się zajęciem. Stanisławowi aż chciało się iść za nią i wyznać, jak bardzo żałuje rozstania. Przez całe życie był przy rodzinie, potem oszołomiła go energiczna Iwona i porwał się w wir namiętności. Początkowo życie z nią wydawało się ciekawe, ale gwałtownie okazało się, iż Iwona nie lubi domowych spraw, woli plotkować i kręcić się wokół facetów, a wolny czas spędza na głośnych biesiadach. Ostatnio coraz częściej Stanisław pragnął wrócić do domu, a po spotkaniu z Marią to pragnienie narosło. Ona nie urządzała scen, nie kłóciła się, zachowywała godność i dumę w trudnej sytuacji. Stanisław nie przypuszczał, iż będzie mu brakowało właśnie spokoju i domowego ciepła, które ma tylko przy Marii. – Znowu kupiłeś morele suszone, a chciałam śliwki! – wybuchła Iwona, przeglądając zakupy. – A ser jest za tłusty, majonez zapomniałeś! – Kiedyś zakupy robiła Maria albo robiliśmy je razem, Ty wszystko przerzucasz na mnie – nie wytrzymał Stanisław. – Ciągle mnie porównujesz z byłą żoną! Jeszcze powiedz, iż żałujesz, iż ją zostawiłeś dla mnie! – krzyczała Iwona. Stanisław rzeczywiście żałował, choć wiedział, iż nie ma sensu o tym mówić. Maria niczego nie knuła, nie próbowała zdobyć go z powrotem, była po prostu sobą, a on rozpaczliwie tęsknił za jej przebaczeniem. Wiedział jednocześnie, iż Maria już nigdy mu nie zaufa ani nie przyjmie go z powrotem. Kilka razy próbował do niej dzwonić, po kolejnej kłótni z Iwoną w końcu odważył się pójść pod drzwi dawnego mieszkania. – Przyszedłeś po jakieś rzeczy? – zapytała Maria, nie wpuszczając go dalej. – Chciałem porozmawiać, masz czas? – jąkał Stanisław, czując zapach śliwkowego ciasta, swojego ulubionego. – Nie mam czasu, ani ochoty, ani możliwości – odparła spokojnie. – Zabierz, co potrzebujesz, mam gości. Nie było co zabierać, powiedzieć chciał wiele, ale nie znalazł odpowiednich słów. Wrócił więc na działkę i zabrał się za przygotowanie kolacji, bo Iwona znów krążyła po okolicznych domach. Gdy wróciła, w niezłym humorze, Stanisław podjął już decyzję – dał jej czas na spakowanie rzeczy. Po kolejnej awanturze chciał zadzwonić do Marii i wszystko wyznać, ale ostatecznie zrezygnował i uspokoił się. Stanisław znał swoją byłą żonę na tyle dobrze, by rozumieć, iż na jej wybaczenie nie miał szans. Może kiedyś, po latach, zdobędzie się na rozmowę i przeprosi. Musiał to zrobić, bo inaczej nie zaznałby spokoju. choćby liczył na przebaczenie, chociaż nie na odbudowę związku – wiedział, iż Maria zdrady nie wybaczy, gdy zaczynał romans z Iwoną. Teraz został mu domek na działce, a Marii mieszkanie w Warszawie, rozmowy z córkami i wnukami oraz wyjścia do teatru. W tej nowej rzeczywistości nie było już miejsca dla byłego męża.
1290. Kolorowe scrunchie szydełkowe
Najlepsze peelingi do skóry głowy – TOP 10 kosmetyków uwielbianych przez nasze klientki
Helena Trojańska 2004 vs. Helena Trojańska 2026
Chcesz mojego męża? Jest twój!” – powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej, która stanęła w jej drzwiach.
Uwaga na "ślepotę brwiową". 4 błędy w makijażu, przez które twarz wygląda starzej
„Łysy, pobudka!” – Mój mąż codziennie budził mnie tymi słowami po tym, jak zdecydowałam się ogolić głowę na zero, by pozbyć się problemów ze skórą i wypadaniem włosów – historia o odwadze, rodzinnych żartach i radzeniu sobie z niecodzienną zmianą w polskim domu
Żadnych "babcinych trików". Oto kosmetyczne pewniaki na kurze łapki
2026 to nowy 2016? Cofamy się o dekadę i wspominamy – a jest co!
Przetestowałam plasterki na opadającą powiekę. Efekt jak po operacji
Chrzęst suchej gałęzi pod stopą własną Wania choćby nie usłyszał. Po prostu cały świat nagle wywrócił się do góry nogami i zawirował w jego oczach kolorowym kalejdoskopem, by za chwilę rozpaść się na miliony jasnych gwiazdeczek, które natychmiast zebrały się w jedną całość w lewej ręce, tuż nad łokciem. — Ała… — Wania chwycił się za zranioną rękę i natychmiast wydał z siebie okrzyk bólu. — Wania! — jego koleżanka Saszka od razu podbiegła do chłopca i upadła przed nim na kolana — boli? — Nie, cholera jasna, przyjemnie! — wydusił przez zaciśnięte zęby, krzywiąc się i jęcząc. Saszka wyciągnęła dłoń i delikatnie dotknęła ramienia Wani. — Zabierz rękę! — wykrzyknął niespodziewanie ostro, rzucając groźne spojrzenie — boli przecież! Nie dotykaj mnie! Wani było podwójnie przykro. Po pierwsze, wyglądało na to, iż złamał rękę i najbliższy miesiąc spędzi z nudnym gipsem, znosząc docinki kolegów. Po drugie, sam, z własnej woli, władował się na to drzewo, żeby zaimponować Saszcze swoją sprawnością, siłą i odwagą. Z pierwszą przyczyną dało się jeszcze pogodzić, ale druga doprowadzała go do szału — źle się popisał przed dziewczyną, a ona jeszcze go żałuje! O nie… Wskakując na nogi i podtrzymując bezwładną rękę, Wania zdecydowanym krokiem ruszył w stronę szpitala. — Wania, nie martw się, Wania! — Saszka dreptała obok niego, próbując za wszelką cenę dodać koledze otuchy — wszystko będzie dobrze, Wania! Wszystko będzie dobrze! — Daj mi już spokój — zatrzymał się, zmierzył ją z pogardą i splunął pod nogi — Co będzie dobrze? Rękę złamałem, nie rozumiesz? Głupia jesteś? Idź do domu, już mnie denerwujesz! Po tych słowach ruszył chodnikiem, nie oglądając się na koleżankę, która pozostała nieruchoma, wpatrując się w niego wielkimi szaro-zielonymi oczami i powtarzając wciąż te same słowa: — Wszystko będzie dobrze, Wania… Wszystko będzie dobrze… *** — Panie Iwanie, jeżeli nie zobaczymy przelewu w ciągu najbliższej doby, będziemy bardzo zawiedzeni. Tak przy okazji — jutro ma być gołoledź na drogach, więc proszę uważać za kółkiem. Wie pan, auto może wpaść w poślizg, a takie nieszczęścia… to nikogo nie omijają. Wszystkiego dobrego. Głos w słuchawce zamilkł, w gabinecie zapanowała cisza. Iwan rzucił telefon, oparł się ciężko w fotelu, splatając palce na głowie. — No i skąd ja mam wziąć te pieniądze? Ten przelew był zaplanowany dopiero na przyszły miesiąc… Westchnął, chwycił z powrotem komórkę i wykręcił numer. — Pani Olgo, czy dzisiaj możemy przelać naszym partnerom z holdingu pieniądze za dostawę sprzętu? — Ależ… Panie Iwanie… — Możemy czy nie? — Tak, ale wtedy harmonogram bieżących płatności… — Niech to szlag! Później się tym zajmiemy! Proszę przelać dzisiaj pieniądze na konto holdingu. — Dobrze, ale… Potem mogą być problemy z… Iwan nie słuchając nacisnął na rozłącz i z całej siły stuknął pięścią w podłokietnik. — Cholerni krwiopijcy… Coś delikatnie musnęło jego ramię, przez co drgnął i niemal podskoczył na fotelu. — Saszka, prosiłem cię, żebyś nie podchodziła, kiedy pracuję, pamiętasz? Jego żona Aleksandra przytuliła się do jego ucha, głaszcząc go po włosach. — Wania, nie denerwuj się, dobrze? Wszystko będzie dobrze. — Daj już spokój z tym „wszystko będzie dobrze”! Masz tego dość?! Jutro mnie odstrzelą i wtedy też będzie wszystko dobrze? Iwan zerwał się z krzesła, odsunął Saszę brutalnym ruchem, łapiąc ją za ręce. — Co ty tam robiłaś? Barszcz gotowałaś? No to idź i gotuj! Nie denerwuj mnie, bez ciebie i tak mam dosyć! Kobieta westchnęła, ruszyła w kierunku drzwi. Zatrzymała się w progu, spojrzała raz jeszcze przez ramię i szeptała tylko trzy słowa… *** — Wiesz… Leżę tutaj i wspominam całe nasze życie… Staruszek uchylił oczy i spojrzał mętnym wzrokiem na postarzałą żonę. Jej niegdyś piękną twarz pokryły pajęczynki zmarszczek, ramiona opadły, a sylwetka już nie była tak prosta i wdzięczna. Nie puszczając jego dłoni, poprawiła delikatnie wenflon na jego ręce i lekko się uśmiechnęła. — Ile razy wpadałem w kłopoty, byłem na krawędzi życia i śmierci, działy się ze mną straszne rzeczy… zawsze pojawiałaś się ty i powtarzałaś jedno zdanie. choćby nie wiesz, jak mnie to czasem denerwowało. Chciałem cię czasem zadusić za tę naiwność i powtarzalność — staruszek próbował się uśmiechnąć, ale dostał ataku kaszlu. Po chwili, gdy atak minął, podjął: — łamałem sobie kości, grozili mi śmiercią, traciłem wszystko, wpadałem w tarapaty, z których mało kto wychodził, a ty mi przez całe życie w kółko swoje: „Wszystko będzie dobrze”. I wyobraź sobie, ani razu nie okłamałaś. Jak ty to wiedziałaś? — Wcale nie wiedziałam, Wania — westchnęła staruszka — ty myślisz, iż ja tobie mówiłam? To ja siebie tak pocieszałam… Całe życie szaleńczo cię kochałam. Ty byłeś całym moim światem. Jak cierpiałeś, jak coś złego się działo, to mi dusza się przewracała na drugą stronę. Ile ja łez wylałam, ile nocy nie przespałam… I powtarzałam sobie tylko jedno: „Niechby i kamienie z nieba, byleby żył, to wszystko będzie dobrze”. Staruszek na moment przymknął oczy i ścisnął jej dłoń swoją. Słowa przychodziły mu z trudem. — To tak… A ja się na ciebie złościłem. Wybacz mi, Sasieńko. Nie wiedziałem… Przeżyłem całe życie, a o tobie nie myślałem. Ale jestem głupi, co? Staruszka niezauważalnie starła łzę z pomarszczonego policzka i pochyliła się nad mężem. — Wania, nie martw się… Zamarła na sekundę, po czym długo patrząc mu w oczy, położyła głowę na jego nieruchomej piersi, głaszcząc stygnącą dłoń. — Wszystko JUŻ było dobrze, Wanieczku, wszystko JUŻ było dobrze…
Gdzie znajdę we Wrocławiu najlepszego fryzjera?