Wpatrując się w buty w witrynie, ale nigdy nie wchodząc do sklepu.

twojacena.pl 8 godzin temu

Nikt nie wiedział, jak się nazywa.
To był dziewięcioletni chłopiec, chudy, w trochę podartej koszulce.
Każdego popołudnia, gdy wychodził ze szkoły, przechodził obulo butik w swojej dzielnicy.
Stawał tam bez ruchu, wpatrzony w czerwone adidasy wiszące w witrynie.
Nie dotykał szyby.
Nie wydawał dźwięku.
Po prostu je obserwował.

Pewnego dnia właściciel sklepu, pan Wincenty, postanowił wyjść i zapytać:
— Podobają ci się te?
Chłopiec spuścił wzrok i odparł:
— Nie, proszę pana. Tylko je… pamiętam.
Pan Wincenty nie zrozumiał.
Więc chłopiec wyjaśnił:
— Były takie same, jak te, które miał mój brat.
Ale go już nie ma… i nie chcę zapomnieć, jak wyglądały.

Panu Wincentemu zadrżał głos.
Tego popołudnia zapakował adidasy w pudełko i podarował je chłopcu.
Ale to nie był zwykły prezent.
Powiedział:
— Kiedy tylko je założysz, pamiętaj, iż braci nie pamięta się przez to, co mieli na nogach…
Pamięta się ich przez to, co zostawili w sercu.

Chłopiec zabrał buty do domu, ale od razu ich nie założył.
Postawił je w kącie, obok zdjęcia brata.
Każdego wieczoru zamiast patrzeć w witrynę, spoglądał na pudełko.
A gdy w końcu je włożył, nie po to, żeby biegać czy się bawić.
Poszedł do parku, gdzie zawsze był z bratem, usiadł na tej samej ławce… i uśmiechnął się.

Bo czasem przedmioty to nie są zwykłe rzeczy.
To mosty.
To sposób, by nie puścić.
To sposób, by kochać dalej, choćby gdy trzeba się żegnać.

Idź do oryginalnego materiału