Seks i związki

ZUS wysyła ważne listy. jeżeli nie odbierzesz, stracisz prawo do chorobowego
Litwa nie chce tego Polaka, jako patrona ulic. "Wskazanie od przedstawicieli rządu"
RÓŻNI LUDZIE Żona Igora trafiła mu się – dziwna. Piękna bardzo, tak: naturalna blondynka o czarnych oczach, zgrabna, biuściasta, długonoga. I w łóżku – prawdziwy ogień. Najpierw była namiętność, nie było czasu się zastanawiać. Potem ciąża. No, pobrali się, jak należy. Urodził się syn, taki sam jasnowłosy i czarnooki. I było wszystko, jak u wszystkich. Pieluchy, pierwsze kroki, pierwsze słowa. I Jana zachowywała się normalnie, rozczulała nad dzieckiem, zwyczajna młoda mama. Potem zaczęło się, gdy syn dorósł. Jana nagle zainteresowała się fotografią. Ciągle coś robiła zdjęcia, na jakieś kursy się zapisała. Wiecznie z tym aparatem. – No czego ci nie wystarczy? – pytał. – Pracujesz jako prawniczka, to pracuj. – Prawnikiem, – poprawiała Jana. – No, prawnikiem. Rodzinie poświęć więcej uwagi, a nie włócz się nie wiadomo gdzie. I sam nie rozumiał, co go irytuje. Przecież ona domem nie zaniedbywała. I obiad ugotowany, i czysto, i nauka syna na niej – wracał mąż z pracy, siadał na kanapie przed telewizorem, niby jak należy. Ale denerwowało to go, wydawało mu się, iż żona znika gdzieś, gdzie nie ma dla niego miejsca. Niby jest, a jakby jej nie było. Nigdy telewizji z nim nie oglądała, nie dyskutowała o ciekawych sprawach. Nakarmi – i znowu nie z nim. – Jesteś żoną czy nie? – denerwował się Igor, znowu zastając ją przy komputerze. Jana milczała. Zamknięta w sobie. Jeszcze lubiła jeździć w egzotyczne kraje. Bierze urlop i lata z plecakiem, z tym swoim aparatem. Igor nie rozumiał. – Jedziemy do znajomych nad działkę. Postawili saunę, samogonu mają świetnego. I pora już na własną działkę. Jana odmawiała, ale zapraszała ze sobą na wyjazdy. Raz spróbował. No, nic dobrego! Wszystko obce, mówią niezrozumiale, jedzenie nie do wytrzymania ostre. A na widoki zawsze był obojętny. Wtedy Jana zaczęła jeździć bez niego. Jeszcze i z pracy odeszła. – A co z emeryturą? – oburzał się Igor. – I w ogóle, co sobie wyobrażasz? Wielka fotografka, co? Wiesz, ile kasy trzeba, żeby się przebić? Jana nic nie odpowiadała. Tylko raz nieśmiało powiedziała: – Będę miała pierwszą wystawę. Moja, osobista. – Każdy ma wystawę, – burknął Igor. – Też mi osiągnięcie. Ale na otwarcie poszedł. Nic nie zrozumiał. Jakieś twarze i wcale nieładne. Ręce pomarszczone, mewy nad wodą. Dziwne wszystko, jak sama Jana. Wyśmiał ją wtedy. A ona, proszę bardzo, kupiła Igorowi samochód. Jesteśmy jedną rodziną, korzystaj. Sama choćby nie zrobiła prawa jazdy, jemu podarowała. Zarobiła na zdjęciach, po zleceniach biegała. Wtedy mu się zrobiło strasznie. Nieswojo się czuł. Co za zwierz w domu niezrozumiały zamiast żony? Skąd te pieniądze? Chłopaki dają? No przecież na takim fanaberii nie da się zarobić na samochód. Chodzi na boki? choćby jeżeli nie, to na pewno zacznie. choćby próbował ją uczyć – tak, lekko, policzek dał. Chwyciła za nóż kuchenny, pociągnęła na ukos, na oślep – dwa szwy na brzuchu. Dobrze, iż nie wpadła na pomysł dźgnąć, histeryczka. Potem przepraszała. Ale więcej rąk nie podnosił. Koty kochała bardzo. Wszystkim pomagała, do domu ciągnęła, leczyła, znajdowała opiekunów. U nich w domu zawsze dwa koty. Miłe, łagodne, ale przecież to nie ludzie! Jak można je kochać bardziej niż męża? Kiedyś zdechł jej kot, nie uratowała, na rękach prosto zdechł, w klinice. Jak Jana rozpaczała! Płakała, piła koniak, winiła się. Wiele dni to trwało. Igor już miał dość, rzucił ze złością: – Może jeszcze karaluchów będziesz opłakiwała! Napotkał ciężkie spojrzenie, zamilkł, wzruszył ramionami, wyszedł. Niech robi, co chce. Przyjaciele współczuli, koleżanki żony też były po stronie Igora. Wszyscy mówili, iż zupełnie jej odbiło, straciła grunt pod nogami. Wtedy znalazł pocieszenie u sąsiadki, jednocześnie – przyjaciółki Jany z dzieciństwa. Irka była dużo prostsza i bardziej zrozumiała. Pracowała w sklepie, w sztukę się nie mieszała, zawsze gotowa i do seksu, i do gadania. Prawda, piła dużo, ale co tam, przecież nie zamierzał się z nią żenić… Czekał, kiedy Jana zauważy, oburzy się, urządzi awanturę, scenę zazdrości, potłucze talerze. Wtedy on powie: „A sama? Gdzie przepadasz?” Potem sobie wybaczą wszystkie zdrady i rodzina się ułoży. A Irkę będzie można zostawić. Ale Jana milczała. Tylko patrzyła nieładnie. I w łóżku już się nie układało. Cała się spinała, gdy Igor próbował ją pogłaskać. Przeniosła się do osobnego pokoju. Syn już dorósł, skończył studia. Taki sam, cały w matkę: czarnooki, jasnowłosy i dziwny. – Kiedy wnuki? – pytał Igor. Denis tylko się śmiał, iż coś chce w życiu osiągnąć, a i prawdziwą miłość spotkać. Wtedy poczekasz, tato, na wnuki. Obcy, niezrozumiały. Matczyna krew. Z Janą zawsze była pełna harmonia, rozumieli się bez słów. Igor czuł się zbędny, robiło się mu nieswojo od tych czarnych oczu, których nie dało się odczytać. Znowu i znowu szukał pocieszenia u Irki. A potem Jana się dowiedziała. Ktoś z sąsiadów powiedział. Igor choćby się nie krył. Przyszedł kiedyś do domu, a żona siedzi przy stole, pali. Tak cicho, szeptem: – Wynoś się stąd! Won z domu! A oczy takie czarne, straszne, podkrążone. Poszedł do Irki. Czekał, aż żona go wezwie z powrotem. Po tygodniu napisała na WhatsAppie, iż „trzeba pogadać”. Ucieszył się, umył się, najlepszym perfumem się wypsikał. A Jana od progu: – Jutro składamy papiery o rozwód. Dalej wszystko jak we śnie. Rozwód, papierki, podpisy, ze swojej części mieszkania zrezygnował, po dobroci, bo ona dostała po rodzicach… – I co teraz będziesz robić, rozgrzeszona? – zapytał z gniewem, wychodząc z urzędu. Chciał dodać: „komu ty potrzebna?”, ale się powstrzymał. Jana się uśmiechnęła. Po raz pierwszy od wielu lat uśmiechnęła się do niego, szczerze i szeroko: – Jadę do Gdańska. Zaproponowali mi poważny projekt. – Chociaż mieszkania nie sprzedawaj, – poprosił bez sensu. – Gdzie wrócisz? – Ja nie wrócę, – odparła spokojnie żona, to znaczy już była. – Wiesz, już od dawna kocham innego. Też fotograf, z Gdańska, z nim jest mi niesamowicie ciekawie. Ale myślałam, jestem mężatką, zdradzać obrzydliwie, a i rozwodzić się nie ma powodu. Po prostu jesteśmy różni ludzie. Przez to się nie rozwodzą? Czy jednak rozwodzą? – Nie rozwodzą, – potwierdził Igor. – A jednak się rozwiedli, – zaśmiała się Jana. – Najpierw wściekłam się, jak się o Irce dowiedziałam. A potem pomyślałam, wszystko na lepsze. Ja będę szczęśliwa, ty też. Ożeń się z nią i niech wam się wiedzie. I odeszła. – Ja się nie ożenię, – powiedział Igor do jej pleców. Ale Jana już nie słyszała. Od tej pory żadnych wieści od niej nie było. Tylko raz w roku krótkie życzenia na WhatsAppie: „Wszystkiego najlepszego! Zdrowia i szczęścia! Dzięki za syna”.
Dla swoich rodziców zawsze byłaś niewystarczająca? 6 cech dorosłych, którym w dzieciństwie stawiano wieczne wymagania
Nie tylko Andrzej. Kolejny europejski książę zamieszany w aferę Epsteina
Nadchodzi rewolucja w systemie kaucyjnym. Pieniądze trafią prosto na twoje konto
Mamo, uśmiechnij się Arina nie znosiła, gdy do ich domu przychodziły sąsiadki i prosiły mamę, by zaśpiewała piosenkę. – Aniu, zaśpiewaj, taki masz piękny głos, a jak tańczysz! – wtedy mama zaczynała śpiewać, sąsiadki dołączały, a czasem wszyscy razem tańczyli na podwórku. W tamtych latach Arina mieszkała z rodzicami we wsi, w swoim domu, a młodszy brat Antoś dopiero dorastał. Mama była wtedy wesoła i serdeczna, gdy sąsiadki wychodziły, mówiła: – Przyjdźcie znowu, miło posiedziałyśmy, czas dobrze minął – a sąsiadki obiecywały wrócić. Nie wiadomo było, dlaczego Arinie nie podobało się, iż mama śpiewa i tańczy – nieraz wręcz się tego wstydziła. Wtedy była w piątej klasie i któregoś dnia powiedziała: – Mamo, nie śpiewaj, nie tańcz, proszę… Wstydzę się – sama choćby nie rozumiała dlaczego. choćby teraz, gdy sama jest dorosła i mamą, nie potrafi tego wytłumaczyć. Ale Ania odpowiedziała córce: – Ariuńka, nie wstydź się, gdy śpiewam, wręcz przeciwnie – ciesz się. Przecież nie zawsze będę mogła śpiewać i tańczyć, teraz jeszcze jestem młoda… Wtedy Arina nie myślała o tym i nie rozumiała, iż nie zawsze w życiu jest wesoło. Kiedy Arina była w szóstej klasie, a jej brat w drugiej, ojciec odszedł od nich. Spakował rzeczy i zniknął na zawsze. Arina nie wiedziała, co zaszło między rodzicami. Dopiero będąc nastolatką zapytała: – Mamo, dlaczego tata nas zostawił? – Dowiesz się, jak dorośniesz – odpowiedziała mama. Ania nie umiała wówczas wyjaśnić córce, iż przyłapała męża z inną kobietą, Weroniką, która mieszkała niedaleko. Arina z Antosiem byli wtedy w szkole, a mama niespodziewanie wróciła z pracy, bo zapomniała portfela. Drzwi domu były otwarte, co ją zdziwiło, bo mąż powinien być w pracy – był ranek, jedenasta. Wchodząc do sypialni zobaczyła tak przykrą scenę. Zaniemówiła, a Jan i Weronika patrzyli na nią z uśmieszkiem, jakby pytali: „Co ty tu robisz?” Wieczorem, gdy mąż wrócił do domu, wybuchła awantura. Dzieci bawiły się na podwórku i niczego nie słyszały. – Spakowałam ci rzeczy w torbie w sypialni. Wynoś się. Nigdy ci nie wybaczę zdrady. Jan wiedział, iż żona nie wybaczy, ale próbował jeszcze rozmawiać. – Aniu, zdarzyło się, zapomnijmy, mamy dzieci. – Powiedziałam: wyjdź – padły ostatnie słowa, po czym wyszła na dwór. Jan zabrał rzeczy i odszedł, a Anna stała za rogiem domu, obserwując. Nie chciała już więcej go widzieć. Zdrada tak głęboko wbiła się w jej serce, iż nie potrafiła przebaczyć. – Jakoś dam sobie radę z dziećmi – myślała, płacząc. – Nigdy nie wybaczę. Nie wybaczyła. Została sama z dwójką dzieci. Wiedziała, iż będzie ciężko, ale jak bardzo, przekonała się później. Musiała pracować na dwa etaty. W dzień myła podłogi, w nocy pracowała w piekarni. Spała za krótko, a uśmiech zniknął z jej twarzy na zawsze. Mimo iż ojciec się od nich wyprowadził, Arina z Antosiem miały z nim kontakt – mieszkał cztery domy dalej. Z Weroniką miał syna w wieku Antka, chłopcy choćby razem chodzili do klasy. Anna nigdy nie zabraniała dzieciom odwiedzać ojca. Grali razem na podwórku, ale na posiłki wracali do domu – Weronika ich nie karmiła, nie zapraszała poza zabawą. Czasem Weroniki syn przychodził z Ariną i Antosiem do nich, sąsiedzi patrzyli zaskoczeni. Anna karmiła wszystkich, nie miała żalu do pasierba męża. Ale Arina nigdy już nie widziała uśmiechu mamy. Wciąż była dobra i troskliwa, ale zamknięta w sobie. Zdarzało się, iż Arina wracała ze szkoły, bardzo chciała porozmawiać z mamą, więc opowiadała jej szkolne nowinki. – Mamo, wyobraź sobie, Heniek przyniósł do klasy kotka, a ten miauczał podczas lekcji. Nasza wychowawczyni nie wiedziała, kto miauczy i choćby nakrzyczała na Heńka, myślała, iż to on. A my powiedzieliśmy: – Ma w torbie kotka – i wtedy wychowawczyni wygoniła Heńka z kotkiem z klasy, każąc mu wrócić samemu i zadzwoniła też do jego mamy. – Aha. Rozumiem… – powiedziała tylko mama. Arina widziała, iż nic mamę nie cieszy. Słyszała też jej ciche szlochy nocą. Czasem długo stała w oknie, patrząc w jeden punkt. Dopiero gdy dorosła, zrozumiała. – Mama pewnie bardzo była zmęczona, pracowała przecież na dwóch etatach, nie spała w nocy, pewnie choćby brakowało jej witamin. Bardzo się starała dla mnie i Antka. Zawsze byliśmy dobrze ubrani i zadbani. Nasze rzeczy zawsze były czyste, wyprasowane – często wspominała córka. A wtedy prosiła: – Mamo, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu. Anna kochała dzieci bardzo, ale po swojemu – nie przytulała ich często, ale czasem chwaliła za dobre oceny i to, iż nie sprawiały kłopotów. Gotowała im pysznie, świetnie gospodarzyła, a w domu zawsze panował porządek. Arina czuła matczyną miłość, kiedy ta zaplatała jej warkocze. Gładząc ją wtedy po głowie, była zasmucona, opadnięte ramiona wyrażały cały jej żal. Annę wcześnie zaczęły boleć zęby, usuwała je, ale nie wstawiała nowych. Po ukończeniu szkoły Arina choćby nie myślała, by gdzieś wyjechać na studia, nie chciała zostawiać mamy samej. Wiedziała, iż nauka wymaga pieniędzy. Zatrudniła się w sklepie niedaleko domu, chciała pomóc mamie, a Antoś gwałtownie wyrastał z ubrań i butów. Któregoś dnia do sklepu wszedł Michał, nie był miejscowy, pochodził ze wsi oddalonej o osiem kilometrów. Arina wpadła mu w oko, choć był od niej o dziewięć lat starszy. – Jak masz na imię, ślicznotko? Nowa jesteś? Przejeżdżam tu czasem, ale wcześniej cię nie widziałem – zagadnął z uśmiechem. – Arina. Ja też pana nie widziałam. – Jestem Michał, z tej wsi co osiem kilometrów dalej. Tak się poznali. Michał coraz częściej przyjeżdżał samochodem po Arinę, wieczorem odbierał ją z pracy. Spacerowali, rozmawiali w aucie. Zabrał ją kiedyś do siebie – mieszkał z bardzo chorą mamą. Odszedł od żony, która wyprowadziła się do miasteczka z córką, nie chciała zajmować się teściową. Gospodarstwo Michała było duże, dom porządny. Suto ją ugościł: śmietana, mięso, cukierki. Podobało jej się u niego. Mama Michała leżała w swoim pokoju. – Arina, wyjdź za mnie – zaproponował pewnego dnia Michał. – Bardzo mi się spodobałaś. Od razu powiem: trzeba opiekować się moją mamą, ale obiecuję pomagać. Arina skrycie się ucieszyła, ale nie okazywała tego – dla niej nie było trudnością opiekować się chorą. Michał czekał niecierpliwie. – Pewnie się zgodzę – pomyślała, – w końcu będę jadła do syta mięso i śmietanę – a na głos powiedziała: – Zgoda, – Michał bardzo się ucieszył. – Ariuńka, jestem szczęśliwy, kocham cię… Wiesz, bałem się, iż nie zgodzisz się wyjść za starszego, rozwiedzionego faceta. Obiecuję, iż nigdy cię nie skrzywdzę, będziemy szczęśliwi. On ciężko pracował i pomagał w gospodarstwie. Po ślubie Arina zamieszkała z Michałem na wsi. Szczerze mówiąc, już jej nie ciągnęło do rodzinnego domu. Antoś był już dorosły, uczył się w technikum samochodowym w miasteczku. Do domu przyjeżdżał na weekendy lub wakacje. Z czasem Arina naprawdę była szczęśliwa z mężem. Urodziła dwóch synów rok po roku. Nie musiała pracować – dom, dzieci oraz teściowa, która zmarła dwa lata po ich ślubie. Wielkie gospodarstwo wymagało dużo pracy. Michał zarabiał, a w domu robił wszystko sam. Często upominał żonę: – Nie dźwigaj wiader, sam zajmę się wszystkim, twoje zadanie to wydoić krowę, nakarmić kury i kaczki, a świniami ja się zajmę. Arina wiedziała, iż mąż ją kocha i dba o rodzinę. Chociaż nie miała wcześniej dużego gospodarstwa, potrafiła wszystko zrobić. Michał był hojnym mężem. – Arina, pojedźmy do teściowej zawieźć mięso, śmietanę i mleko. Przecież ona wszystko musi kupić, a my mamy własne, domowe. Anna zawsze przyjmowała podarunki z wdzięcznością, ale nigdy się nie uśmiechała. choćby bawiąc się z wnukami była poważna. Często do niej jeździli, a Arina żałowała, iż nie wie, jak przywrócić mamie chęć do życia. – Arinka, może pójdziesz do księdza do kościoła, może coś ci podpowie – podsunął Michał, a ona chętnie się zgodziła. Ksiądz obiecał modlić się za Annę i powiedział: – Proś Boga, by twoja mama spotkała na swojej drodze dobrego człowieka – Arina modliła się i prosiła o to Boga. Pewnego dnia Anna poprosiła córkę: – Córuś, pożycz mi trochę pieniędzy, nie wystarcza mi. Chcę wstawić zęby. – Mamusiu, ja ci wszystko zapłacę! – Arina bardzo się ucieszyła, ale wiedziała, iż mama nie pozwoli jej tak po prostu zapłacić. Dała jej brakującą sumę, a Anna obiecała oddać dług. Minęło trochę czasu, Arina nie zaglądała do mamy, rozmawiały tylko przez telefon. Mąż był zajęty, pomagał swojemu wujowi Karolowi. Karol niedawno kupił dom na wsi, był samotny, dzieci dorosły, żona wyrzuciła go z domu. Michał pomagał mu załatwiać formalności, dom był solidny. Karol czasem odwiedzał Arinę i Michała, czasem oni również zaglądali do niego. Pewnego dnia Michał wrócił i mówi: – Wiesz co, wydaje mi się, iż wuj Karol chce się ożenić. Słyszałem, jak rozmawiał przez telefon i domyśliłem się… – I dobrze, – poparła Arina – jeszcze młody, po co samotnie żyć, dom solidny, kobieta się przyda. niedługo sam Karol ich odwiedził. – Chciałem was zaprosić w gości. Odnalazłem moją pierwszą szkolną miłość, jutro ją przeprowadzam, pojutrze przyjdźcie do nas. Po dwóch dniach Michał z Ariną z prezentami przyszli do Karola. Kiedy Arina weszła do domu, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Stała przed nią jej mama, speszona, ale uśmiechnięta. Anna wypiękniała i widać było, jak się zmieniła. – Mamo! Tak się cieszę… Ale dlaczego nic nie mówiłaś wcześniej? – Nie chciałam wam mówić, a nuż nic by z tego nie wyszło. – Panie Karolu, a pan czemu nie mówił? – Bałem się, iż Anna się rozmyśli… A teraz jesteśmy szczęśliwi. Michał i Arina bardzo się cieszyli, iż Anna i Karol się odnaleźli, a mama w końcu zaczęła się uśmiechać. Dziękuję za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Dużo szczęścia w życiu życzę!
Kolejne odejście po ujawnieniu akt Jeffreya Epsteina. Córka byłego ministra kultury przekazała decyzję
Znany lekarz może stracić pracę w telewizji. Na jaw wyszły jego kontakty z Jeffreyem Epsteinem
Pozostaną monarchią? Parlament zdecydował
Komentator amerykańskiej telewizji CBS News ma stracić pracę. W tle skandal Jeffreya Epsteina
Pewnego dnia tata poprosił mnie do swojego pokoju: powiedział, iż musi porozmawiać ze mną na poważny temat. Szczerze mówiąc, trochę się zaniepokoiłam. W salonie czekała na mnie kobieta. Moja rodzina zawsze kręciła się wokół mojego taty, który mnie wychował, opiekował się mną i zawsze był dla mnie wsparciem. Po moich narodzinach mama nas opuściła, a tata zdecydował się nie żenić ponownie, być może bojąc się kolejnego zawodu. Los nie zawsze był dla niego łaskawy, dlatego chciałam gwałtownie dorosnąć, by wspierać go jak przystało na odpowiedzialną córkę. Ze względu na trudności finansowe rodziny, zaczęłam pracować już w wieku 15 lat. Pisałam artykuły do lokalnych gazet, a po trzech latach zdobyłam lepszą posadę. Kilka lat później dostałam pracę biurową, która pozwoliła mi się usamodzielnić i utrzymać siebie oraz ojca. Pewnego dnia tata poprosił mnie o poważną rozmowę, jak stwierdził. Poczułam lekki niepokój. W salonie czekała kobieta, która – według taty – była moją matką. Gdy mnie zobaczyła, rozpłakała się i przepraszała, próbując mnie przytulić, ale nie potrafiłam się na to zdobyć. Delikatnie wyswobodziłam się z jej objęć i wyszłam, nie mówiąc już ani słowa, zostawiając starszych samych. Postanowiłam, iż pozwolę tacie zająć się tą sytuacją tak, jak uzna za słuszne. Nie potrafię wybaczyć komuś, kto tak beztrosko opuścił mnie i mojego ojca i przez tyle lat choćby nie złożył mi życzeń urodzinowych.
Każdy dzień pracy zaczynają z poczuciem klęski. To zjawisko bywa określane jako quiet quitting 2.0
Matecki: „Stop patologii”. Poseł zgłasza do prokuratury influencera śpiewającego z nastolatkami erotyczne piosenki
Wraca temat zarzutów wobec biskupa Jana Szkodonia o molestowanie seksualne. Kuria reaguje i dziękuje ofiarom za odwagę
Dziecko prosi o pomoc. To, co powiesz, zostanie z nim na lata
Wczoraj rzuciłem pracę, żeby spróbować uratować moje małżeństwo. A dziś nie wiem, czy nie straciłem obu tych rzeczy.
Ciche zerwanie (quiet quitting) w relacjach: nowy trend psychologiczny
48 diamentów i posiadłość na Wyspach Dziewiczych. Tajny dokument ujawnia listę spadkobierców Epsteina. "Przerażające"
Sarah Ferguson wypisywała do Jeffrey Epsteina, gdy był w więzieniu. "Kocham cię"
Co dziś latało nad Tczewem? - Tcz24
Fala dymisji po ujawnieniu akt Epsteina. Najważniejsze nazwiska
Mężczyźni o tych imionach są mistrzami flirtowania i nie są stali w uczuciach 3.02.2026
Nadzieja Leonidowna nagle poważnie zachorowała. Żadna z jej córek nie odwiedziła matki, gdy leżała chora – opiekowała się nią tylko wnuczka Natalia. Córki pojawiły się dopiero przed Wielkanocą, jak zwykle po wiejskie smakołyki, które mama przygotowała! Nadzieja Leonidowna wyszła do furtki, by przywitać córki. – Po co przyjechałyście? – powiedziała chłodno. Starsza córka, Sylwia, zamarła ze zdziwienia. – Mamo, o co chodzi?! – wykrzyknęła. – Nic! Wszystko, moje drogie! Całe gospodarstwo sprzedałam… – Jak to? A my? – córki nie mogły pojąć, co się dzieje.
Clintonowie zmienili zdanie. Zgodzili się zeznawać w sprawie Jeffreya Epsteina
Natalia wracała z zakupami do domu, ręce aż jej drżały od ciężkich siatek, gdy nagle zobaczyła nieznany samochód zaparkowany pod swoją bramą. – Kto to może być? Nikogo się przecież nie spodziewam – pomyślała. Podchodząc bliżej, ujrzała na podwórku młodego mężczyznę. – Przyjechał! – krzyknęła uradowana i rzuciła się, by uściskać syna. – Mamo, poczekaj, muszę ci coś powiedzieć – nagle odsunął się od niej syn. – Co się stało? – przeraziła się Natalia. – Lepiej usiądź – szepnął cicho Wiktor. Natalia usiadła na ławce, przygotowując się na najgorsze
To mój szef powiedział mi, iż mój mąż mnie zdradza – byłam zamężna i pracowałam w małej firmie, szef od dawna flirtował, zawsze stawiałam granice, aż pewnego dnia wezwał mnie do gabinetu i pokazał nagranie z mężem przytulającym inną w barze; potem moje życie zamieniło się w piekło, a kiedy w końcu odeszłam, z szefem zaczęło nas łączyć coś więcej – dziś mam spokój, nową miłość i zamknęłam tamten rozdział.
Norweska dyplomatka zawieszona. Miała kontakty z Epsteinem
Neil Gaiman przerywa milczenie. Pisarz mówi o "kampanii oszczerstw"
Donald Trump zaprzecza znajomości z Jeffreyem Epsteinem. "W przeciwieństwie do wielu osób"
Kolejny, polski wątek w sprawie amerykańskiego multimilionera. Chciał zarezerwować kurs masażu w poznańskiej szkole?
Trevor Noah zażartował z powiązań Donalda Trumpa z Jeffreyem Epsteinem. Jest reakcja prezydenta
Dlaczego dobry mężczyzna powinien być niebezpieczny?
Miłość romantyczna nie działa, bo nie można znaleźć odpowiedniej osoby do kochania
Epstein miał dziecko? Nowy sekret z ujawnionych e-maili
Mam 69 lat, pół roku temu mój mąż odszedł do lepszego świata. Spędziliśmy razem 42 lata – bez dzieci, tylko my, nasza praca, małe radości, codzienne przyzwyczajenia. Choroba przyszła znienacka: najpierw zmęczenie, później szpitale i terapie, a ja stałam przy nim na każdym kroku. Nauczyłam się jego leków, diety, poznawałam spojrzenie, gdy ból nie pozwalał mu spać. Pomagałam się kąpać, rozmawiałam, opowiadałam o drobiazgach, choć odpowiedzi bywało coraz mniej. Kiedy odszedł, trzymał moją dłoń – bez dramatycznych słów, po prostu przestał być. Pogrzeb, nieznajome twarze, puste słowa, samotny dom. Najgorzej jest wieczorami – zostawiam telewizor, by czuć obecność głosów. Nie mam dzieci, wnuków, nikogo do kogo zadzwonić, powiedzieć „co u mnie”. W niedzielę chodzę sama do parku, w sklepie kupuję już tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Czasem mijają dni, kiedy z nikim nie rozmawiam. Nie żałuję, iż nie mamy dzieci, ale dopiero teraz rozumiem, czym jest starość w samotności – nikt na ciebie nie czeka, nikt nie zapyta o zdrowie. Wciąż tu jestem, bo nie mam wyboru – po prostu chciałam to powiedzieć na głos: kiedy tracisz ukochaną osobę, z którą spędziłeś całe życie, cały świat nagle traci sens.
„Śniadanie do łóżka” już za kilka tygodni. Będzie się działo pod Płockiem
Gdy mężczyzna wieczorem notorycznie odmawia
Trzy powody, dla których warto obejrzeć 4. sezon „Bridgertonów” i jeden temat, którego zabrakło
Masz to w sypialni? Rozdrażnienie, zmęczenie i rozproszenie gwarantowane
Sandra Kubicka w aktach Epsteina. Jest przerażona tym, co o niej napisał
Seksualne aluzje do Moniki Lewinsky i rozmowy o pięknych Rosjankach. Doradca premiera Słowacji w centrum skandalu. Ujawniamy szokujący wątek z akt Epsteina
Pewnego dnia tata poprosił mnie do swojego pokoju: powiedział, iż musimy porozmawiać o czymś ważnym. Szczerze mówiąc, trochę się zaniepokoiłam. W salonie czekała kobieta. Moja rodzina kręci się wokół mojego taty – to on mnie wychował, dbał o mnie i był dla mnie niezmiennym wsparciem. Po moich narodzinach mama nas opuściła, a tata postanowił się nie żenić ponownie, prawdopodobnie obawiając się kolejnego rozczarowania. Życie nie było dla niego zbyt łaskawe, a ja zawsze chciałam gwałtownie dorosnąć, by móc go wspierać w codziennych obowiązkach. Ze względu na naszą sytuację finansową, zaczęłam pracować już w wieku piętnastu lat. Pisałam artykuły do lokalnych gazet, a po trzech latach dostałam lepszą pracę. Po kolejnych kilku latach znalazłam zatrudnienie w biurze, które pozwoliło mi stać się niezależną i utrzymywać zarówno siebie, jak i tatę. Pewnego dnia tata poprosił mnie na poważną rozmowę – tak powiedział. Trochę się stresowałam. W salonie czekała kobieta, która – jak powiedział tato – była moją matką. Gdy mnie zobaczyła, rozpłakała się, przepraszała, próbowała mnie przytulić, ale nie mogłam się na to zdecydować. Wyślizgnęłam się delikatnie z jej ramion i wyszłam bez słowa, zostawiając rodziców samych. Postanowiłam, iż to tata powinien zająć się sytuacją tak, jak uzna za stosowne. Nie potrafię wybaczyć komuś, kto porzucił mnie i tatę bez skrupułów – choćby nie złożył mi życzeń urodzinowych przez te wszystkie lata.
Lubisz ubierać się na czarno? Upodobanie do czerni może powiedzieć o tobie 5 rzeczy
Szybka Randka z Książką
Kilkadziesiąt nagich zdjęć. Media alarmują ws. ujawnionych akt
Twój mężczyzna często wypowiada te 6 zdań? To dowód na to, iż naprawdę bardzo cię kocha
Styczeń 2026 rok. 10 tysięcy urodzonych dzieci dzięki in vitro
Janek i Marysia Janek nigdy nie marzył o wyjeździe ze swojego rodzinnego miasteczka do wielkiego miasta. Uwielbiał rozległe pola, rzekę, łąki i lasy, a także towarzystwo sąsiadów. Postanowił zostać rolnikiem, hodować świnie, sprzedawać mięso, a gdy się powiedzie – rozwinąć własny biznes. Marzył, iż wybuduje duży dom; miał wprawdzie samochód, ale stary i skromny, a pieniądze po sprzedaży domku babci zainwestował w gospodarstwo. Miał jednak jeszcze jedno wielkie marzenie – ożenić się z Marysią i uczynić ją gospodynią swojego domu. Już się spotykali, ale Marysia widziała, iż Janek dopiero raczkuje w interesach, nie ma dużych pieniędzy, a dom dopiero powstaje. A ona była pięknością. Nie planowała sama do niczego w życiu dochodzić. – Po co mi to, skoro dostałam urodę? Mąż niech mnie utrzymuje – wystarczy znaleźć takiego, który przejmie nade mną opiekę. Moja uroda jest wiele warta – mówiła koleżankom. – Janek stawia dom i ma samochód – przypominała jej przyjaciółka, Basia. – Musisz tylko trochę poczekać, nim mu się powiedzie. – A ja chcę wszystko od razu – mówiła obrażona Marysia – Jak długo mam jeszcze czekać? Janek nie ma pieniędzy. Janek kochał Marysię, ale czuł też, iż jej uczucia nie są takie, o jakich marzył, choć liczył, iż z czasem ona go pokocha. Wszystko mogłoby się ułożyć, gdyby nie pojawił się w ich miasteczku Tomek – przystojny chłopak z Warszawy, który przyjechał z kolegą do babci na wakacje. Na miejscowe dziewczyny spoglądał z pobłażaniem, w miejscowym klubie się nudził… aż zobaczył piękną Marysię. Marysia początkowo nie zwracała na przyjezdnego uwagi, ale gdy dowiedziała się, iż pochodzi z bogatej rodziny, ojciec jest znanym urzędnikiem – gwałtownie zmieniła front. Tomek był od niej starszy, znał się na kobietach, mówił pięknie, był szarmancki. Zawsze przynosił jej kwiaty – bukiety, których nie dało się kupić w miasteczku, więc wiedziała, iż są specjalnie zamawiane – i doceniała to. Janek widział, iż Marysia przyjmuje kwiaty od Tomka i się złościł. – Nie przyjmuj tych bukietów, czemu mnie denerwujesz? – prosił, ale ona się tylko śmiała. – Przestań, to tylko kwiaty. Przesadzasz. Janek postanowił porozmawiać z Tomkiem: – Tomku, nie dawaj prezentów Marysi, to moja dziewczyna i mam wobec niej poważne plany. Tomek wzruszył ramionami, wybuchła kłótnia i tylko koledzy Janka rozdzielili ich w porę. Od tej pory Janek i Marysia mijali się chłodno. Ona wiedziała, iż Tomek odwiedza miasteczko tylko na miesiąc i niedługo odjedzie. – Muszę coś wymyślić, zbliżyć się do Tomka i wyjechać z nim do miasta. Tutaj nie mam już czego szukać – myślała. Zwabić Tomka do domu nie było trudno. Rodzice Marysi pojechali na targ do miasta, ona zaplanowała wszystko tak, by zostali przyłapani sam na sam, dobrze wiedziała, iż jej ojciec bywał surowy i stanowczy. Leżeli razem w łóżku rozgrzani, gdy wrócili rodzice. Oboje zaskoczeni, wychodzili z pokoju w pośpiechu; Marysia narzuciła szlafrok, a Tomek ledwo zdążył się ubrać. – Co tu się dzieje? – zapytał szorstko ojciec, mierząc ich wzrokiem. Córka spuściła głowę, Tomek nie wiedział, gdzie się podziać. – W porządku. Słuchaj, Tomku, teraz musisz się ożenić z naszą córką, inaczej nie ręczę za siebie. Chodź do drugiego pokoju. Co tam uzgodnili, nie wiadomo, ale następnego dnia młodzi pojechali do urzędu stanu cywilnego złożyć podanie o ślub – rodzice ich zawieźli, a mama Marysi zaczęła ich szykować do wyjazdu do stolicy. Wieść po miasteczku rozeszła się błyskawicznie. Janek był załamany, choć przed ludźmi starał się tego nie okazywać. Tomek w duchu przeklinał siebie: – Po co było tu przyjeżdżać, po co zwracać uwagę na wiejską piękność? Wcale nie była taka naiwna – sprytna i wyrachowana. A Marysia marzyła o mieście, szczęściu i pięknym życiu. – Dam mu tyle szczęścia, dzieci urodzę, jeszcze mi podziękuje… – rozmyślała – Tylko jak przyjmą mnie jego rodzice? Wbrew jej obawom, rodzice Tomka ucieszyli się, iż przywozi z miasteczka skromną, ładną pannę, bo już mieli dość krzykliwych, interesownych warszawianek, które tylko na pieniądze patrzyły. Marysia syna i nakarmi, i upierze, dobra gospodyni. – Witaj, Marysiu, czuj się jak u siebie w domu – przywitała ją ciepło teściowa. Ojciec również nie krył zadowolenia. Marysia rzeczywiście starała się być idealną żoną i gospodynią. Ich mieszkanie czteropokojowe, wygodne, z rodzicami Tomka żyło jej się dobrze i bezpiecznie. Tomek stopniowo docenił Marysię, doszedł do wniosku, iż nie jest taka wyrachowana jak przypuszczał. – Przy ślubie sprytnie mnie złapała, ale chyba wierzy, iż będziemy szczęśliwi – myślał, chociaż sam w to nie wierzył, bo był z zupełnie innego świata. – Niech tak będzie, nie zadaje zbędnych pytań, może czuje się winna, do miasteczka wracać nie zamierza. Tomek snuł plany – po weselu będzie żył po swojemu; miał tu wiele koleżanek. Ale Marysia podczas wspólnej kolacji z rodzicami oznajmiła: – Jestem w ciąży, będziemy mieć dziecko… – Marysiu, gratulujemy! Od dawna marzyliśmy o wnuku – cieszyła się teściowa, a Tomek zrozumiał, iż nie ma sensu narzekać, iż to “nieodpowiedni moment”. niedługo odbyło się wesele. Od rodziców dostali mieszkanie z pełnym wyposażeniem. Po powrocie z podróży poślubnej Marysia widziała, iż Tomek nie cieszy się z ojcostwa. – Spokojnie, jak tylko pojawi się dziecko, Tomek się zmieni, zrozumie, jakie to szczęście – myślała. Nie zdawała sobie sprawy, iż jej mąż ma w sobie coś niepokojącego. Po ślubie Tomek zniknął w nocnych rozrywkach. Żonie wmawiał: – Mam taką pracę – ciągłe delegacje… – a Marysia wierzyła, nie mając pojęcia, czym się naprawdę zajmuje. Rodzicom nie skarżyła się, iż męża rzadko ma w domu. Po prostu czekała, gotowała dla niego, starała się, tęskniła za domem, za koleżankami, rodzicami… i coraz częściej wspominała Janka. Zaczęła się zastanawiać, czy dobrze wybrała. Na pytanie, czy mąż ją kocha, Tomek odpowiadał wymijająco. Teściowa widziała smutek Marysi, rozumiała, iż ich syn nie jest idealnym mężem. Narodziny synka były euforią dla wszystkich. choćby Tomek na początku się wzruszył – ale nie na długo. Płacz dziecka, pieluchy i brak snu gwałtownie zaczął go irytować. Żona przemęczona, już nie zdążała gotować, nie miała czasu w dom, Tomkowi coraz bardziej doskwierały nowe obowiązki. Odkrył przy okazji, iż po ślubie jego liczne znajome przestały się z nim spotykać. – Po co im żonaty facet? O żonie nikomu nie mówił. Wiedział, iż nie ma wykształcenia, jest “ze wsi”. – Gdzie ją zatrudnię bez szkoły, jak syn podrośnie? Przecież nie poślę, żeby była sprzątaczką albo na bazarze. Popsułoby to reputację rodziny. Wszystko będę musiał utrzymywać sam, lepiej już płacić alimenty. Tomek miał na boku stałą kobietę, Kasię – własne mieszkanie, niezależna finansowo, dzieci jej do niczego nie były potrzebne. Było mu z nią wygodnie – razem imprezowali, jeździli za miasto. – Kasia, gdybyś wiedziała, jak mam dość domowego bałaganu! Żony nie kocham, dziecko mnie drażni. Marysia piękna, ale wieś to wieś, serio, wszystko mnie wkurza. Jak z nią gdzieś wyjść? Przecież ona ze swojego miasteczka i gospodarstwa nie widziała nic więcej. Marysia czuła, iż nie uda jej się zbudować szczęśliwej rodziny z Tomkiem. Domyślała się, iż ktoś inny wypełnia jego serce. Wracał czasem „pachnąc” obcymi perfumami, z pomadką na mankiecie. Bywał drażliwy, na syna nie zwracał uwagi, krzyczał, czasem groził. Marysia zadzwoniła z żalem do matki. – My cię do Tomka nie wyganialiśmy, sama wybrałaś. Myśleliśmy, iż wyjdziesz za Janka. Sama chciałaś, teraz masz, co chciałaś. Gdybyś chciała wrócić – to już na stałe, do końca… Marysia była przytłoczona, a przypadkiem znalazła w telefonie męża rozmowy z Kasią – aż ją zamurowało… Zwierzyła się teściowej, ale ta powiedziała: – jeżeli chcesz się rozwieść, my zabierzemy ci dziecko. Wiesz, jakie mój mąż ma znajomości. Jakkolwiek by nie było, Tomek to ojciec, ma pieniądze, mieszkanie, może zapewnić wszystko. A co ty mu dasz bez pracy i wykształcenia? Synek dostał gorączki, ząbkował, Tomek miał dość zamieszania, dostawał wiadomości od Kasi. Napisał: przyjadę, jak dziecko się uspokoi i żona zaśnie. Kasia odpisała: „Daj im tabletki nasenne, te które ci dałam – to zaśniecie”. Tomek poszedł do łazienki, zostawił telefon. Marysia zobaczyła tę wiadomość. Przeraziła się. – A jeżeli on naprawdę im coś poda? jeżeli nas otruje… Gdy Tomek był w łazience, zadzwoniła do Janka i opowiedziała wszystko. – Przyjadę po was, zabiorę was do siebie. – Jego rodzice grożą, iż zabiorą mi synka! – Nie bój się, tylko cię straszą. Uspokój się, postaraj się uspokoić też synka, jak mąż wyjdzie – oddzwoń, będę czekał niedaleko. Marysia usypiała synka, w końcu udało się jej go ułożyć. Udawała, iż śpi. Słyszała, jak mąż sprawdzał w nocy pokój, a potem wyszedł z domu. gwałtownie spakowała niezbędne rzeczy, zadzwoniła do Janka, który przyjechał i zabrał ją do siebie. Tomek wrócił dopiero następnego dnia wieczorem i zorientował się, iż żona i syn zniknęli. Zadzwonił do mamy. – Nie, nie byli tutaj. Uciekła? Zadzwonię na policję, – przestraszyła się teściowa. – Mamo, nie dzwoń, nie trzeba. choćby się cieszę, iż uciekła. Mam jej i syna dość. Niech żyje, jak chce. Proszę cię. Minęło trochę czasu. Janek i Marysia pobrali się po tym, jak rozwiodła się z Tomkiem. Zamieszkali w dużym domu i czekali na powiększenie rodziny. Wreszcie Marysia zrozumiała, iż to Janek jest jej prawdziwym szczęściem.
Wczoraj rzuciłem pracę, żeby ratować moje małżeństwo. A dziś nie wiem, czy nie straciłem obydwu.