Kobieta

Wyższy zasiłek pogrzebowy od 2026 roku: Ile wynosi i jak go uzyskać?
– Jak to, nie zamierzasz przyjąć naszego nazwiska? – wykrzyknęła moja teściowa głośno w Urzędzie Stanu Cywilnego, kiedy postanowiłam zostać przy swoim nazwisku po ślubie.
Skąd jest pieczywo w Dino? To stąd trafia na sklepowe półki
Mam 67 lat i nigdy nie pracowałam na etacie. Czy przysługuje mi emerytura?
Jeffrey Epstein pisał z polską modelką. Latała do Nowego Jorku na jego koszt
Biedronka rozdaje za darmo. Ludzie w poniedziałek pobiegną do sklepów
Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy, Eryk powoli dochodził do siebie. Ostatnio była w szpitalu, tam też zmarła. Przedtem leżała w swoim domu, gdzie on i żona Weronika opiekowali się nią na zmianę. Ich domy stały obok siebie – choć proponował mamie, by przeszła do nich, nie chciała o tym słyszeć. – Synku, tutaj umarł twój tata, ja też tutaj odejdę. Tak będzie mi łatwiej – płakała, a Eryk nie mógł jej odmówić. Byłoby im wygodniej, gdyby mama była z nimi, ale trzynastoletnia córka Kasia nie musiała patrzeć na odchodzącą babcię. Eryk pracował na zmiany, Weronika jako nauczycielka w szkole podstawowej. Mama była więc pod stałą opieką, opiekowali się nią choćby na noc. – Mamo, a kiedy babcia umrze? – pytała Kasia – szkoda jej, taka dobra. – Nie wiem, córeczko. Ale kiedyś to przyjdzie – takie jest życie. Stan babci się pogorszył, zabrano ją do szpitala. Eryk miał siostrę Ritę, młodszą o trzy lata – matka opiekowała się jej synem Antkiem, bo Rita wiecznie była „w delegacjach”. Z mężem rozwiedziona, nie chciała opiekować się matką, wiedziała, iż robi to brat z żoną. Była jego przeciwieństwem – twarda, zimna, kłótliwa. Po trzech dniach mama Eryka i Rity zmarła w szpitalu. Po pogrzebie postanowili sprzedać dom – matka dawno przepisała go na syna, nie dogadywała się z córką. Rita o tym wiedziała i unikała matki. Po sprzedaży domu Weronika nalegała: – Podziel się pieniędzmi po równo z Rittką. – Ale Rita ma własne mieszkanie po mężu, i tak wszystko roztrwoni. – Niech będzie, Eryk – ale inaczej sumienie nas będzie gryzło, a ona będzie nas obgadywać. Uległ i połowę pieniędzy oddał siostrze – ta jednak powiedziała tylko: – To wszystko? A reszta? Minęły dwa lata. Kasia miała już 15 lat, gdy w ich domu znów pojawiło się nieszczęście. Weronika zachorowała. Zawsze była zmęczona, tłumaczyła to pracą z dziećmi w szkole. Dopiero gdy zemdlała przed domem, trafiła do szpitala – było już za późno, wykryto ciężką chorobę. – Czy można coś zrobić dla żony? – pytał lekarza zrozpaczony Eryk. – Robimy co możemy – ale zbyt późno trafiła do szpitala. Pańska żona zawsze żyła dla innych, a o sobie zapominała – odparł lekarz. Wróciła do domu. Leżała, coraz słabsza. Eryk sam dawał zastrzyki, wziął urlop, by być przy niej. Potem Kasia po szkole zajmowała się matką. Była wykończona. Pewnego dnia przyszła Rita. – Eryk, pralka mi się zepsuła, zerkniesz? – Dobrze, przyjdę – naprawił następnego dnia. Przy wyjściu poprosił: – Wpadnij czasem do nas, by Kasia nie zostawała z Weroniką sama. Dziecko ma 15 lat, a to ciężkie psychicznie i fizycznie. Tobie Weronika nie jest obca, przecież twojego Antka wychowywała. – Daj spokój, co było to minęło. Werka wtedy pomagała, ale ja jej dałam za to złoty pierścionek. – Dałaś, ale ona ci go od razu oddała. – Nie chciała, to wzięłam. No i co – pilnować zdrowego dziecka to co innego, niż siedzieć przy umierającej! Nie zamierzam – powiedziała szorstko i choćby za pralkę nie podziękowała. Eryk już więcej od siostry niczego nie chciał. Weronika gasła. Któregoś dnia Kasia wyjrzała przez okno i pobiegła do ojca. – Tato, mamie bardzo źle, nie je, odwróciła się do ściany, nie mówi nic… – Poradzimy sobie córciu – zapewnił. Tej nocy Weronika zmarła. Oboje płakali. Po pogrzebie Eryk tęsknił za żoną, jej obecnością, uśmiechem, czułością. Kasia też przeżywała, ale pocieszała ojca: – Tato, zrobiliśmy co mogliśmy. Musimy się pogodzić, tam już nie cierpi. Najważniejsze, iż mamy siebie. – Jakaś ty dorosła, Kasia – zdziwił się. Teraz się trzymali razem, wspierali, córka nauczyła się gotować, wieczorami rozmawiali przy stole. Pewnego dnia Kasia powiedziała: – Przyszła ciocia Rita, chciała zabrać futro mamy i jakieś rzeczy. Powiedziała, iż jesteś w temacie. – Nic jej nie pozwalałem. Nie wpuszczaj jej więcej do domu. Eryk był w pracy, gdy złapało go serce. Trafił do szpitala – lekarz uspokoił Kasię, stwierdził stan przedzawałowy, wymaga leczenia. Kasia została sama z domem, szkołą, odwiedzała ojca. Pewnego dnia przyszła Rita z ciastem: – Zaniosłabyś tacie, sama nie pójdę, bo mnie nie znosi. – Dobrze, ciociu, dziękuję – odpowiedziała. Po chwili wpadł Antek, brat, kończył szkołę. – O, sama to upiekłaś? – Nie, mama twoja przyniosła – chcesz kawałek? Wzięli ciasto do szpitala. Na schodach Antek osłabł, zasłabł. Okazało się, iż był tam środek trujący. – Co jadł? – zapytał lekarz. – Ten placek – odpowiedziała. Lekarz zabronił dawać ojcu, zabrał do badania. Ritę wezwana na policję. Okazało się, iż chciała otruć brata, by sprzedać jego dom. Nie przewidziała, iż ucierpi syn. Po czasie Eryk wycofał oskarżenie – Rita została wypuszczona. – Wybacz mi, Eryk, Antek, Kasiu… Wszystko zrozumiałam – płakała Rita. Antek nie mógł wybaczyć matce. Przechodził do Eryka z Kasią. – Nie wybaczę jej nigdy. – Antek, rodziców się nie wybiera. Zrobiła okropną rzecz, ale żałuje, daj jej szansę. Z czasem wszystko się ułożyło. Antek dostał się na studia, Kasia kończyła szkołę, też miała zdawać na uczelnię – nie chciała zostawiać taty. – Nic się nie martw, córciu. Pojedziesz na studia, będziemy żyć dla siebie nawzajem. Mama bardzo chciała, byś została nauczycielką.
Szczęśliwe małżeństwa robią te sześć rzeczy inaczej. I robią je codziennie
Natalia wracała z ciężkimi siatkami ze sklepu i już była prawie pod domem, gdy nagle zobaczyła nieznany samochód przy swojej bramie. – Kto to może być? Przecież na nikogo nie czekam – pomyślała zaskoczona. Podchodząc bliżej, zobaczyła na podwórku młodego mężczyznę. – Synu! – zawołała, rzucając się, by go uściskać. – Mamo, poczekaj. Muszę ci coś powiedzieć – niespodziewanie odsunął się chłopak. – Co się stało? – zaniepokoiła się Natalia. – Lepiej usiądź – cicho rzekł Wiktor. Natalia przysiadła na ławce, przygotowując się na najgorsze…
Teściowa chce zamieszkać w moim własnym mieszkaniu, a swoje przekazać ukochanej córce – mąż zachwycony pomysłem, ja w szoku!
Pięć mitów o półpaścu, które możesz włożyć między bajki
Polka trafiła do aresztu w Niemczech, a jej dzieci do zamkniętego ośrodka. Finał głośnej sprawy
Mieliśmy ogromną nadzieję, iż moja mama po przejściu na emeryturę zamieszka na działce pod Warszawą i odda mnie oraz mojemu mężowi swoje trzypokojowe mieszkanie w centrum!
Wróciłam do domu – ani męża, ani jego rzeczy
Seniorzy już liczą podwyżki. Taka waloryzacja jest dziś prognozowana
W tym wieku masz mózg jak brzytwę! Udowodnili to naukowcy
Masz ten przedmiot w domu? To wylęgarnia zarazków. Można złapać gronkowca
Kolejne polskie wątki w ujawnionych aktach Epsteina. "Przyjedź do Nowego Jorku na mój koszt"
"Zamieszkanie". Mocne kolory, wzory... Co czeka nas we wnętrzach w 2026 roku?
Babcia wyrzuciła wnuka i jego żonę, a w wieku 80 lat postanowiła zamieszkać sama w swoim trzypokojowym mieszkaniu – teraz cała rodzina zastanawia się, jak poradzi sobie starsza pani, która nikogo nie wpuszcza choćby na herbatę
Olejek z beta-karotenem to hit! Usuwa przebarwienia jak gumka, nadaje skórze złoty kolor
Przez 20 lat przepraszałam teściową za wszystko, aż jedna przyjaciółka zadała mi jedno pytanie. Wtedy wszystko stało się jasne.
Mój mąż regularnie wymienia się wiadomościami z byłą koleżanką z pracy – i choć wszystko robi otwarcie, coraz trudniej mi to zaakceptować
Uwierz w siebie, a będziesz szczęśliwy. 9 rzeczy, które osoby pewne siebie robią inaczej
Mój syn i synowa podarowali mi mieszkanie na emeryturę – nie chciałam przyjąć tak wielkodusznego prezentu, ale przekonali mnie, iż to premia na nowy rozdział życia
Babcia – Anioł Stróż: Opowieść o Lenie, którą po śmierci rodziców wychowywała niezwykła Babcia Duśka. Ich szczególna więź dawała Lenie siłę przez całe życie – ale gdy los postawił na jej drodze tajemniczego Aleksieja, właśnie babciny głos w nadprzyrodzony sposób uchronił ją przed wielkim niebezpieczeństwem. Czy naprawdę nasi bliscy na zawsze stają się naszymi aniołami stróżami?
Jak serek wiejski wpływa na ciśnienie krwi? Ekspertka mówi wprost
Tragedia we Włoszech. 4-latka zmarła po długotrwałym maltretowaniu. Wujostwo zatrzymane
Dlaczego jesteśmy rozczarowane własnym życiem?
Nie wykształcenie ani zarobki. Po tym rozpoznasz inteligentną osobę
— Ludka, czy ty zgłupiałaś na stare lata?! Wnuki już do szkoły chodzą, a ty ślub chcesz brać? — usłyszałam taki tekst od siostry, gdy powiedziałam jej, iż wychodzę za mąż. No ale na co czekać? Za tydzień z Tolkiem idziemy do urzędu, muszę jej to powiedzieć. Wiadomo, na uroczystość nie przyjedzie, mieszkamy na drugim końcu Polski. I nie będziemy robić hucznego wesela z okrzykami „Gorzko!” w wieku 60 lat. Cicho się pobierzemy i posiedzimy we dwoje. Można by wcale się nie żenić, ale Tolek nalega. Jest dżentelmenem w każdym calu: drzwi otwiera, podaje rękę, pomaga wsiadać i wysiadać z auta, płaszcz poda. Nie zgadza się żyć ze mną bez ślubu i kropka. Powiedział wprost: „Co ja, chłopaczek, czy co? Potrzebuję poważnego związku!”. Dla mnie Tolek to naprawdę chłopiec — choć już siwy. W pracy wszyscy go szanują, zwracają się po nazwisku. Tam jest poważny, stanowczy, ale przy mnie jakby miał czterdzieści lat mniej: chwyta mnie i kręci na środku ulicy. Ja się cieszę, ale i wstydzę. Mówię: „Ludzie patrzą, śmiać się będą”, a on: „Jakie ludzie? Ja nikogo poza tobą nie widzę!” Przy nim mam wrażenie, iż cały świat znika — istnieje tylko on i ja. Ale mam jeszcze swoją siostrę, której muszę wszystko powiedzieć. Bałam się, iż tak jak inni będzie mnie oceniać, a mi zależało na jej wsparciu. W końcu zdobyłam się na odwagę i zadzwoniłam. — Ludkaaa — wyciągnęła z niedowierzaniem, gdy usłyszała, iż wychodzę za mąż — rok dopiero minął od pogrzebu Wicia, a ty już znalazłaś sobie następcę! Domyślałam się, iż ją zszokuję, ale nie myślałam, iż powodem jej oburzenia będzie mój zmarły mąż. – Taniu, pamiętam — przerwałam jej — ale kto ustala te zasady? Możesz mi podać dokładną liczbę? Po ilu latach wolno mi znowu być szczęśliwa, żeby nikt nie miał pretensji? Kusiło ją, by podać jakąś datę: – Dla przyzwoitości przynajmniej ze cztery, pięć lat powinnaś poczekać. – Czyli co, mam powiedzieć Tolowi: „Wybacz, wróć za pięć lat, na razie żałobę noszę?” Zamilkła. – I co mi to da? — pytałam dalej. — Myślisz, iż po pięciu latach wszyscy się odczepią? I tak znajdą się tacy, co będą sobie gadać, ale szczerze mówiąc, mam ich gdzieś. Ale twoja opinia jest dla mnie ważna — jeżeli chcesz, zrezygnuję ze ślubu. – Wiesz co, nie chcę być ta zła, więc pobierajcie się choćby jutro! Ale pamiętaj, nie rozumiem cię i nie popieram. Zawsze byłaś oryginalna, ale nie myślałam, iż do późnej starości całkiem zbzikujesz. Miej trochę wstydu, poczekaj choć rok. Ale ja nie odpuszczałam. – Mówisz, żebym poczekała jeszcze rok. A jeżeli nam z Tolkiem tylko ten rok został? Co wtedy? Zadławiła się łzami. – Rób jak chcesz. Wiem, iż każdy chce być szczęśliwy, ale przecież całe życie byłaś szczęśliwa… Roześmiałam się. – Serio? Ty też myślałaś, iż byłam taka szczęśliwa? Chociaż ja sama tak myślałam. Dopiero teraz widzę, jaka byłam: koń pociągowy. Nie wiedziałam, iż można żyć inaczej, tak po prostu — cieszyć się życiem! Wicia był w porządku. Wychowaliśmy dwie córki, mam pięcioro wnuków. Mąż zawsze powtarzał, iż rodzina jest najważniejsza. Nie kłóciłam się. Najpierw pracowaliśmy ponad siły dla rodziny, potem dla rodzin naszych córek, potem dla wnuków. Patrzę wstecz i widzę wieczną gonitwę za dobrobytem bez chwili oddechu. Gdy starsza córka wyszła za mąż, już mieliśmy działkę, ale Wicia chciał powiększać gospodarstwo, hodować dla wnuków własne mięso. Wzięliśmy hektar w arendę i założyliśmy sobie ciężar, który dźwigaliśmy latami. On hodował zwierzęta, trzeba je było karmić dzień i noc. Przed północą nie kładliśmy się spać, o piątej już na nogach. Ciągle na działce, do miasta rzadko i tylko załatwić sprawy. Ledwo znalazłam czas, by zadzwonić do przyjaciółek, a one chwaliły się: jedna z wnuczką z morza wróciła, druga w teatrze z mężem. Mnie choćby do sklepu nie było kiedy pojechać! Zdarzało się, iż kilka dni bez chleba siedzieliśmy, bo zwierzyna wiązała nam ręce i nogi. Jedno cieszyło: dzieci i wnuki najedzone. Dzięki gospodarstwu starsza córka zmieniła auto, młodsza zrobiła remont — więc nie na darmo się harowało. Kiedyś przyjechała stara znajoma i mówi: – Ludka, nie poznałam cię! Myślałam, iż tu na wsi odpoczywasz, a ty ledwie żywa! Po co się tak męczysz? – A jak inaczej? Przecież dzieciom trzeba pomagać — odpowiedziałam. – Dzieci dorosłe, niech pomagają sami sobie, a ty żyj wreszcie dla siebie! Wtedy nie rozumiałam, co to znaczy. Teraz już wiem, iż można żyć inaczej: spać ile chcesz, chodzić na zakupy, do kina, na basen, na narty. I nikt nie cierpi! Dzieci się nie zubożały, wnuki nie głodują. Nauczyłam się patrzeć na świat nowymi oczami. Kiedyś, grabiąc liście na działce, złościłam się na bałagan. A dziś? Te liście poprawiają mi humor! Idę przez park, podkopuję nogą liście i cieszę się jak dziecko. Polubiłam deszcz, bo nie muszę już gonić kóz pod dach, tylko mogę z kawą wyglądać przez szybę w kawiarni. Dopiero teraz widzę, jakie piękne są chmury i zachody, jaka przyjemność z chodzenia po śniegu. A na świat nowe oczy otworzył mi właśnie Tolek. Po śmierci męża byłam jak w transie. Zmarł nagle — zawał serca, nie zdążyła choćby pogotowie przyjechać. Dzieci gwałtownie sprzedały wszystko — gospodarstwo, działkę — i przeprowadziły mnie z powrotem do miasta. Pierwsze dni chodziłam jak obłąkana, budziłam się o piątej i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Aż pojawił się Tolek. Najpierw jako sąsiad i znajomy zięcia — pomagał przewieźć rzeczy z działki. Przyznał się później, iż na początku nie miał wobec mnie żadnego planu — zobaczył zgaszoną, zagubioną kobietę i tylko współczuł. Mówił, iż wiedział, iż jestem energiczna, tylko trzeba mnie „odmrozić”. Wyciągnął mnie na pierwszy spacer do parku. Usiadł ze mną na ławce, kupił lody. Potem zaproponował spacer nad staw nakarmić kaczki. Hodowałam kaczki całe życie, a nie miałam chwili, żeby na nie patrzeć! Okazały się takie zabawne! Krztusiały się, fikały — widziałam to pierwszy raz. — Naprawdę można po prostu postać i popatrzeć na kaczki, — wyznałam. Na swoje nigdy nie miałam czasu; tylko szykowałam ziarno i sprzątałam kurnik. A tu mogę je podziwiać! Tolek się uśmiechnął, chwycił mnie za rękę i mówi: — Zaczekaj, ja ci tyle jeszcze pokażę! Odrodzisz się na nowo. I miał rację. Codziennie jak dziecko odkrywałam świat i stawał się coraz piękniejszy, życie wydawało się snem. Nie pamiętam momentu, kiedy poczułam, iż bez Tolka i jego głosu, śmiechu, dotyku nie mogę żyć. Ale któregoś ranka się obudziłam i wiedziałam: to jest to, tego teraz potrzebuję. Córki nasze relacje od początku przyjęły z wrogością! Mówiły, iż zdradzam ojca. Było mi bardzo przykro, czułam się winna. Dzieci Tolka się ucieszyły — powiedziały, iż są już spokojne o tatę. Została tylko rozmowa z siostrą, cały czas ją odkładałam. – To kiedy ten ślub? — zapytała w końcu. – W ten piątek. – No cóż mogę powiedzieć? Zdrowia i miłości na stare lata, — pożegnała się chłodno. W piątek z Tolkiem kupiliśmy ciasto i wino, ubraliśmy się odświętnie, zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do urzędu. Wysiadłam i zamarłam: przed wejściem stały moje córki z zięciami i wnukami, dzieci Tolka z rodzinami i… moja siostra! Tania trzymała wielki bukiet białych róż i uśmiechała się przez łzy. — Tania! Ty tu jesteś?! — nie wierzyłam oczom. – Musiałam zobaczyć, komu cię oddaję, — roześmiała się. Okazało się, iż w ostatnich dniach wszyscy się zmówili i zamówili stolik w kawiarni. Niedawno z Tolkiem świętowaliśmy rocznicę ślubu. Dla wszystkich jest jak swój. A mnie przez cały czas nie mieści się w głowie, iż to wszystko dzieje się naprawdę: jestem tak niewiarygodnie szczęśliwa, aż boję się zapeszyć!
Ulubiona pasta herbaciarzy teraz w niższej cenie! Wybiela zęby lepiej od pasków
Moja prawdziwa synowa – Historia Emilii, Rómy i Basi: gdy młodzi zbyt wcześnie zostają rodzicami, a teściowa szuka swojego miejsca w rodzinie pełnej niedopowiedzeń, zdrad i nowych żon
Silne mrozy w Polsce. Ponad 160 szkół zamkniętych. Barbara Nowacka apeluje
Wizerunek, o budowaniu stylu – moda i styl nie zawsze mówią tym samym językiem.
Ta zagadka pokonuje większość. Tylko co 6 osoba podaje poprawny wynik
Żałoba w Skolimowie. Nie żyje polska aktorka. Ostatnie lata spędziła w ośrodku
To intensywnie nawilżające serum jest idealne na mocne mrozy! Teraz w dużej promocji
Nawet 8 st. C na plusie. Wskazano konkretną datę. To już koniec mrozów?
Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci mamy Ewy, Marek powoli doszedł do siebie – mama w ostatnim czasie leżała w szpitalu, właśnie tam odeszła. Wcześniej przebywała w swoim domu obok, Marek oraz jego żona Vera na zmianę się nią opiekowali. Mimo iż proponowali mamie przeprowadzkę, ta za nic w świecie nie chciała się ruszyć ze swojego miejsca. – Synku, tutaj zmarł twój tata, i ja też tu umrę. Tak mi łatwiej – płakała, a on nie potrafił się jej sprzeciwić. Byłoby im łatwiej, gdyby mama leżała u nich, ale z drugiej strony nie chcieli, żeby trzynastoletnia córka Kasia patrzyła, jak babcia gaśnie. Marek pracował na zmiany, Vera była nauczycielką w podstawówce – zawsze więc byli w pobliżu mamy, choćby nocowali na zmianę u niej w domu. – Mamo, czy babcia długo jeszcze pożyje? – pytała Kasia. – Szkoda mi jej, jest taka dobra. – Nie wiem, córeczko, ale kiedyś to przyjdzie, takie życie… Stan babci się pogorszył, zabrano ją do szpitala. Marek miał młodszą siostrę, Ritę, jej syn Antoś większość czasu był pod opieką babci i Very; sama Rita wiecznie „w delegacjach”. Po rozwodzie z mężem nie chciała zajmować się mamą, wiedziała, iż brat z żoną się nią opiekują. Rita była zupełnym przeciwieństwem brata – ostra, bezwzględna, kłótliwa. Trzy dni po przewiezieniu do szpitala mama Marka i Rity zmarła. Po pogrzebie postanowili sprzedać jej dom – kto się nim zajmie, popadnie w ruinę. Mama dawno przepisała dom na syna, z córką miały złe relacje. Rita o tym wiedziała i z matką nie rozmawiała. Po sprzedaży domu Vera nalegała: – Jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel je na pół z Ritą. – Ale u niej wszystko gra, była teściowa zostawiła jej mieszkanie, a sama przehula te pieniądze – bronił się Marek. – To nie istotne, Marek. Będziesz mieć czyste sumienie, a ona nie będzie po ludziach opowiadać, jak nas rozdzielili. Marek się zgodził, przekazał siostrze połowę kwoty. Zamiast podziękowania usłyszał: – To wszystko? A gdzie reszta? Czas płynął, Kasia miała już piętnaście lat, kiedy spotkało ich kolejne nieszczęście – Vera zachorowała. Wcześniej czuła się zmęczona, ale zrzucała to na pracę w szkole. Pewnego dnia zemdlała na podwórku. Po badaniach lekarz przekazał Markowi tragiczną wiadomość – nowotwór, już za późno, by cokolwiek zrobić. niedługo Vera leżała w domu, Marek i Kasia opiekowali się nią jak umieli, ale choroba postępowała. Marek nauczył się robić zastrzyki, wziął urlop. Potem wrócił do pracy na zmiany, a Kasia po szkole karmiła mamę, myła, robiła co mogła. Pewnego dnia przyszła Rita. – Marek, popsuta pralka, naprawisz? Obiecał, naprawił ją następnego dnia. – Może czasem byś wpadła do nas, pomogła Kasi przy mamie – prosił. – Znasz Verę dobrze, opiekowała się twoim Antosiem, mieszkanie ci wywalczyła, gdy chciał cię były mąż ograbić… – Daj spokój, tamte czasy minęły – odparła Rita lodowato. – Mi wystarczy, iż kiedyś jej dałam złoty pierścionek i sama mi go zwróciła. – Tylko ona ci go oddała, a ty zadowolona zabrałaś z powrotem… – Tak, bo mogłam. Co innego pilnować dziecka, a co innego siedzieć przy umierającej. Nie mam zamiaru, nie chcę. Marek po tych słowach zamknął temat siostry. Vera słabła, aż któregoś dnia Kasia zobaczyła wracającego ojca i wybiegła na spotkanie. – Tato, mamie bardzo źle. Nie je, leży tyłem do nas, nie mówi nic. – Poradzimy sobie, córeczko, musimy. Tej nocy Vera zmarła. Po pogrzebie Marek bardzo to przeżywał, brakowało mu żony i matki Kasi, ale wiedział, iż do końca była otoczona troską – nie cierpiała już, a córka nie musiała oglądać jej w bólu. Kasia także przeżywała żałobę, ale pocieszała ojca: – Zrobiliśmy wszystko co się dało, musimy się z tym pogodzić. Najważniejsze, iż mamy siebie. – Jakaś ty dojrzała, córeczko – westchnął Marek. – To nieszczęście gwałtownie cię dorosło. Od tej pory zawsze byli razem, Kasia nauczyła się gotować, czekali na siebie. Któregoś dnia Kasia po szkole mówi: – Tato, przyszła ciocia Rita, chciała zabrać maminą futrzaną kurtkę i inne rzeczy. Powiedziała, iż masz być w temacie. – Nic jej nie oddawaj, nie wpuszczaj jej do domu – zirytował się Marek. Później, gdy był w pracy, bardzo źle się poczuł – ból w sercu, duszność, ledwo zdołał wezwać pomoc. Zabrano go do szpitala z przedzawałem. Kasia została sama – dom, szkoła, ojciec w szpitalu. Robiła co mogła, odwiedzała ojca z domowym jedzeniem. Pewnego dnia przyszła Rita z ciastem dla Marka. Po niej zajrzał Antoś: – Zapomniałem kluczy, mogę kawałek ciasta? Po zjedzeniu kawałka Antoś zbledł, dostał silnych duszności, upadł przy wejściu do szpitala. Ku przerażeniu okazało się, iż ciasto było zatrute. – Co on jadł? – pytał lekarz Kasię. – Ciasto od cioci Rity. Lekarz zabronił dawać ciasto Markowi, przekazał je do analizy – okazało się, iż Rita chciała otruć brata, by zdobyć jego dom i pieniądze. Nie przewidziała jednak, iż ofiarą padnie jej własny syn. Po wyjściu Marka ze szpitala wszyscy, z Antosiem i Kasią, odwiedzili Ritę w areszcie. – Wybaczcie mi, to wszystko przez złość… – płakała. Marek wycofał zgłoszenie, Rita wróciła do domu. Antoś nie mógł jej wybaczyć, Marek tłumaczył: – Rodziców się nie wybiera. Każdy może zbłądzić, ale czasem warto dać szansę, o ile ktoś żałuje naprawdę. Wszystko zaczęło się jakoś układać – Antoś dostał się na studia, Kasia kończyła liceum i planowała pójść na pedagogikę – tak jak marzyła jej mama. – Dasz radę, córeczko, trzeba się uczyć. My z tobą będziemy żyć dla siebie nawzajem, w weekendy i święta będziesz wracać do domu. Mama zawsze chciała, żebyś została nauczycielką.
Przez pięć lat Helena myślała, iż mieszka ze swoim mężem, ale dopiero odkryła, iż pragnie być z nim tak, jak była z własną mamą – historia o wyidealizowanym małżeństwie, ślubie na luzie i rozterkach młodej Polki z małego miasta
Samochód nie chce odpalić na mrozie? "Straż Miejska posiada urządzenie do odpalania aut"
Warsztat POWER!!! Jak skutecznie wyznaczać i osiągać swoje cele // 07.02.2026 // Warszawa
Podczas rozwodu zamożny mąż postanowił przekazać żonie opuszczoną farmę na odludziu. Jednak rok później wydarzyło się coś, co całkowicie go zaskoczyło.
Pewnego dnia zobaczyłem moją szczęśliwą siostrę bliźniaczkę w galerii handlowej – szła pod rękę z eleganckim, starszym mężczyzną, oboje mieli na palcach obrączki
Cykle Finansowe Pozatrumpowe
W ten sposób psujemy baterię w telefonie. Błąd przy ładowaniu popełniają prawie wszyscy
"Syndrom osiedlowego monitoringu": dlaczego ludzie podglądają przez okno?
Zawsze przytrzymujesz drzwi nieznajomym? Sprawdź, o czym to świadczy
Oto najpopularniejsze imiona nadawane dzieciom w drugiej połowie 2025 roku