Kuchnia

Walentynki inne niż wszystkie – wieczór poezji i miłości w elbląskim teatrze
Serce Matki – Opowieść o Stasie, którego życie pełne sukcesów nie zdołało przyćmić smaku domowego barszczu i matczynej troski. Gdy przepowiednia Marii o złym przeczuciu staje się rzeczywistością, syn doświadcza na własnej skórze, jak potężna potrafi być matczyna miłość, a rodzinne ciepło i niepokój najbliższych okazują się ważniejsze niż cały światowy blichtr.
PepsiCo obniży ceny przekąsek. Dla konsumentów było za drogo
Brak mięsa w diecie zmniejsza szansę dożycia setki. Jest jeden haczyk
Pączki na Tłusty Czwartek – ceny z oferty Auchan pod lupą
Drugie śniadanie bez wyrzutów sumienia. Czym zastąpić drożdżówkę i chipsy?
Kawa i awokado na „czarnej liście”. Dla wielu osób to przepis na kłopoty
Fast food jak tytoń. Kto manipuluje naszym apetytem?
Upiecz ukochanej ciasto tulipan i wręcz zamiast kwiatka na walentynki. Randka marzeń gwarantowana
Lepsza owsianka na zimno czy na ciepło? Dietetyczka wyjaśnia, jak działa na organizm
Turcy pałaszują od stuleci, Polacy nie znają. Nasze pączki przy nich bledną ze wstydu
Czy wiesz, co Polacy najchętniej jedzą w pociągach? Te dania rządziły w WARS w 2025 roku
Podbiegający kelner zaproponował, by zabrać kotka, ale dwumetrowy facet podniósł płaczącego puszystego malca i posadził na sąsiednim krześle: — Talerz dla mojego kociego przyjaciela! I najlepszy kawałek mięsa!
Powstaje nowy magazyn w woj. łódzkim. Firma to jeden z liderów na rynku
Prawdziwa kumulacja. Jednego dnia okazja do podwójnego świętowania
To najlepszy tłuszcz do smażenia faworków. Olej słonecznikowy nie ma podjazdu
Już nie w misce. Teraz lody na śniegu robi się tak i to z dwóch składników
Paweł Subczyński i Aleksandra Kucharska w Plebiscycie Sportowiec Roku 2025. Głosuj!
Nadzieja Leonidowna nagle zachorowała. Żadna z jej córek nie przyszła odwiedzić matki w czasie choroby – opiekowała się nią tylko wnuczka Natalia. Córki pojawiły się dopiero tuż przed Wielkanocą, jak zwykle po domowe smakołyki, które mama przygotowała! Tym razem Nadzieja Leonidowna wyszła do bramy i chłodno spytała: – Po co przyjechałyście? Starsza córka, Sylwia, nie kryła zaskoczenia: – Mamo, co się dzieje?! – Nic. To już koniec, kochane dzieci. Wszystkie zwierzęta i gospodarkę sprzedałam… – Jak to? A my? – córki nie rozumiały, co się dzieje.
Polskie smakołyki na targach przekąsek ISM Cologne
Zestaw Friends w McDonald’s Polska już od 4 lutego
Ciepły posiłek w każdej szkole gminy Jaraczewo. Codziennie będą wydawać około 240 obiadów
Niemcy pieką, my robimy z niej inny przysmak. W PRL-u była hitem biesiad i prywatek
Europejskie gwiazdy gastronomii znów przyjadą nad Jeziorak oceniać smak dań z karpia!
Klient awanturował się w restauracji. Okazało się, iż był poszukiwany
Nie wyrzucaj - ten owoc je się "zepsuty". Do serów i mięs pasuje idealnie
Kołdra nie mieści się w pralce? Tak łatwo ją wypierzesz
Twarda i gumowata wątróbka? Nie znam. U mnie jest soczysta jak trzeba i nic nie pryska z patelni
Dlaczego cały czas myślisz o jedzeniu? To nie kwestia głodu ani nudy
Znajomi przyszli na gotowe, z pustymi rękami – więc zamknęłam lodówkę. Ile można znosić takich „przyjaciół”? Nowe mieszkanie, stół uginający się od potraw, trzy kilo karkówki, koniak dla gości – a oni choćby czekoladki nie przynieśli. Zachwycali się podróżami po Dubaju, narzekali na wino i jedzenie, prosili o „coś na wynos”, krytykowali remont – aż nie wytrzymałam i powiedziałam dość. Bo nie jestem już kelnerką dla darmozjadów. Dobrze, iż choć mąż to zrozumiał!
Syn nie chce zabrać mamy do siebie, bo w naszym domu jest tylko jedna gospodyni – i to jestem ja! Czy matką powinien opiekować się jedyny syn, jego żona i wnuk? A rodzina i znajomi tylko krytykują… Oto historia mojej teściowej Barbary, która rządziła nami latami, a teraz nikt nie chce jej wziąć do siebie.
– I co teraz, będzie z nami mieszkał? – zapytał mąż żonę, patrząc na syna…
Szwagierka wparowała bez zaproszenia na ubiegłego Sylwestra – i cała atmosfera świętowania runęła
Błyskawiczne pączki od kucharza ze Śląska. Mięciutkie w środku i wyjątkowo chrupiące na zewnątrz
Od 4 do 14 lutego przerwa w usłudze Twój e-PIT
— A kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać! — Zoja Pietrowna cisnęła ścierką prosto w twarz synowej. — W moim domu mieszkasz, moje jedzenie jesz! Tamara otarła twarz, zacisnęła pięści. Trzeci miesiąc po ślubie, a codzienność jak na polu walki. — Myję podłogi, gotuję, piorę! Czego pani jeszcze potrzeba? — Potrzeba, żebyś buzię zamknęła! Znaleziona! Z cudzym dzieckiem się przywlokłaś! Mała Oleńka zląknięta wyjrzała zza drzwi. Cztery latka, a już wie — babcia jest zła. — Mamo, dosyć! — wszedł Stepan z podwórka, ubrudzony po pracy. — I znowu co? — A to! Twoja kobieta mi pyskuje! Mówię, iż zupa przesolona, a ona się sprzeciwia! — Zupa jest w porządku — westchnęła Tamara. — Specjalnie się pani czepia. — Widzisz?! Słyszałeś?! — Zoja Pietrowna wycelowała palcem w synową. — Ja się czepiam! W swoim własnym domu! Stepan objął żonę ramieniem. — Mamo, przestań już. Tamara cały dzień robi w domu. A ty tylko gderasz. — A tak! Teraz przeciwko matce! Wychowałam, wykarmiłam, a on! Stara trzasnęła drzwiami. Na kuchni zapadła cisza. — Przepraszam — Stepan pogładził żonę po głowie. — Z wiekiem od niej już nie można wytrzymać… — Stepanku, może wynajmiemy coś? Chociaż pokój? — Za co? Ja traktorysta, nie dyrektor. Ledwo na jedzenie wystarcza. Tamara przytuliła się do niego. Dobry jest, pracowity. Tylko matka jego – jedno wielkie piekło… Poznali się na wiejskim jarmarku. Tamara sprzedawała włóczkowe rzeczy, Stepan kupował skarpetki. Zagadał. Powiedział od razu, iż mu nie przeszkadza, iż z dzieckiem. Sam dzieci lubi. Ślub — skromny. Zoja Pietrowna od początku nie polubiła synowej. Młoda, ładna, z wykształceniem – księgowa. A jej syn zwykły traktorysta. — Mamo, chodź na kolację — Oleńka pociągnęła za spódnicę. — Zaraz, kochanie. Przy kolacji Zoja Pietrowna demonstracyjnie odsunęła talerz. — Nie da się tego jeść. Jak świniom gotujesz. — Mamo! — Stepan walnął pięścią w stół. — Przestań już! — Co przestań? Prawdę mówię! A ta twoja koleżanka Swietłanka, to dopiero pani domu! A TO! Swietłanka to córka Zoi Pietrowny. Mieszka w mieście, raz do roku przyjeżdża. Dom przepisany na nią, choć nie mieszka. — jeżeli nie smakuje, to proszę sobie sama gotować — spokojnie powiedziała Tamara. — A ty! — teściowa się poderwała. — Ja ci dam! — Dość! — Stepan stanął między kobietami. — Mamo, albo się uspokoisz, albo wyjeżdżamy. W tej chwili. — I gdzie pójdziecie? Na ulicę? Dom nie wasz! To była prawda. Dom należał do Swietłanki. Mieszkali z łaski. *** Ciężar szczęścia W nocy Tamara nie mogła zasnąć. Stepan obejmował ją, szeptał: — Wytrzymaj, kochana. Kupię ciągnik, robić będziemy na swoim, uzbieramy na własny dom. — Stepanku, to przecież drogie… — Znajdę używany, naprawię. Potrafię. Wierz tylko, iż dam radę. Rano Tamara poczuła mdłości. Pobiegła do łazienki. Czyżby? Test – dwie kreski. — Stepanku! — wpadła do pokoju. — Zobacz! Mąż przeciera oczy, patrzy, i nagle podrywa się, wiruje z żoną w ramionach. — Tamarko! Kochanie! Będziemy mieć dziecko! — Cicho! Matka usłyszy! Za późno. Zoja Pietrowna w drzwiach. — Co za hałas? — Mamo, będziemy mieć dziecko! — Stepan promieniał. Teściowa skrzywiła usta. — I gdzie zamierzacie mieszkać? Tu i tak ciasno. Jak Swietłanka przyjedzie — was wyrzuci. — Nie wyrzuci! — Stepan zmarszczył brwi. — To i mój dom! — Dom Swietłanki. Zapomniałeś? Ja na nią przepisałam. Ty tu tylko mieszkaniec. euforia zgasła. Tamara usiadła na łóżku. Miesiąc — tragedia. Tamara dźwigała wiadro z wodą — żadnej kranówki w domu. Ostry ból w dole brzucha. Czerwone plamy na spodniach… — Stepanie! Poronienie. W szpitalu — stres, przemęczenie. Potrzebny spokój. Jaki spokój z teściową? Leżała w szpitalu, wpatrzona w sufit. Dość. Koniec. — Odchodzę — powiedziała przyjaciółce. — Nie dam rady. — Tamara, a Stepan? On taki dobry. — Dobry. Ale matka jego… Tam zginę. Stepan po pracy przyszedł brudny, zmęczony, z bukietem polnych kwiatów. — Tamarko, kochanie, wybacz. To moja wina. Nie ochroniłem. — Stepanie, nie dam rady tam żyć. — Wiem. Wezmę kredyt. Wynajmiemy mieszkanie. — Nie dadzą ci. Mała wypłata. — Dadzą. Znalazłem drugą pracę. Na nocną zmianę w chlewni. Rano traktor, nocą doję krowy. — Stepanku, padniesz ze zmęczenia! — Dam radę. Dla ciebie góry przeniosę. Tamara wyszła ze szpitala po tygodniu. Zoja Pietrowna w progu: — Co, nie utrzymałaś? Wiedziałam. Słaba jesteś. Tamara przemilczała. Teściowa nie warta łez. Stepan harował. Rano traktor, nocą farma. Sypiał trzy godziny. — Ja pójdę do pracy — powiedziała Tamara. — Księgowa w biurze. — Grosze płacą. — Grosz do grosza. Przyjęli ją. Rano prowadziła Oleńkę do przedszkola, potem do pracy. Wieczorem odbierała córkę, gotowała, prała. Zoja Pietrowna dokuczała, ale Tamara nie słyszała już drwin. *** Własny kąt i nowe życie Stepan dalej odkładał na traktor. Znalazł stary, rozbity. Sprzedający oddał za bezcen. — Weź kredyt — powiedziała Tamara. — Naprawisz, będziemy zarabiać. — A jak nie wyjdzie? — Wyjdzie. Masz złote ręce. Dali kredyt. Kupili traktor. Stał na podwórzu jak kupa złomu. — Ale się daliście nabrać! — śmiała się Zoja Pietrowna. — Na złom tylko! Stepan w milczeniu rozkręcał silnik. Nocami, przy latarce. Tamara pomagała — podawała narzędzia, trzymała części. — Idź spać, zmęczona jesteś. — Razem zaczęliśmy, razem skończymy. Miesiąc roboty. Dwa. Sąsiedzi śmiali się — głupi traktorysta, szrot kupił. Aż pewnego ranka traktor zaryczał. Stepan za kierownicą nie wierzył szczęściu. — Tamaro! Odpalił! Działa! Tamara wybiegła, objęła jego. — Wiedziałam! Wierzyłam w ciebie! Pierwsze zlecenie — orka u sąsiada. Drugie — dowóz drewna. Kolejne… Pojawiły się pieniądze. I wtedy Tamara znów poczuła poranne mdłości. — Stepanie, znowu w ciąży. — Tylko żadnych ciężarów! Ja wszystko! Pilnował jak skarbu. Nie pozwolił nic dźwigać. Zoja Pietrowna się złościła. — Delikatna! Trzech urodziłam i żyję! Ta… Ale Stepan był nieugięty. W siódmym miesiącu przyjechała Swietłanka. Z mężem, z planami. — Mamo, sprzedajemy dom. Dobra oferta. Przeprowadzasz się do nas. — A oni? — pytanie do Zoi Pietrowny o Stepanie i Tamarze. — Jak to oni? Niech szukają mieszkania. — Swietłanko, ja tu się urodziłem, to i mój dom! — oburzył się Stepan. — I co z tego? Dom mój — zapomniałeś? — Kiedy się wyprowadzić? — spokojnie zapytała Tamara. — Za miesiąc. Stepan aż się gotował ze złości. Tamara położyła mu dłoń na ramieniu — spokojnie, nie trzeba. Wieczorem siedzieli przytuleni. — Co robić? Za chwilę dziecko. — Znajdziemy coś. Najważniejsze, iż razem. Stepan pracował jak w transie. Traktor od rana do nocy. W tydzień zarobił tyle, co dawniej w miesiąc. Zadzwonił Michałowicz — sąsiad z sąsiedniej wsi. — Stepan, sprzedaję dom. Stary, ale solidny. Tanio. Chcesz zobaczyć? Pojechali. Dom rzeczywiście stary, ale porządny. Piec kaflowy, trzy pokoje, obora. — Ile chcesz? Michałowicz podał kwotę. Połowę mieli, połowy brakowało. — Możemy spłacić resztę za pół roku? — zaproponował Stepan. — Połowa teraz, połowa potem. — Zgoda. Jesteś słowny chłop. Wrócili do domu szczęśliwi. Zoja Pietrowna w progu: — Gdzie się szwendaliście? Swietłanka przywiozła papiery! — I dobrze — spokojnie Tamara. — Wyprowadzamy się. — Gdzie? Na ulicę? — Do własnego domu. Kupiliśmy. Teściowa aż zaniemówiła. — Bzdury! Skąd pieniądze? — Zarobiliśmy — Stepan objął żonę. — Ty gderałaś, my pracowaliśmy. Wyprowadzali się po dwóch tygodniach. Rzeczy kilka — co swoje w cudzym domu? Oleńka biegała po pokojach, pies szczekał. — Mamo, to nasz dom? — Nasz, córko. Naprawdę nasz. Zoja Pietrowna przyjechała dzień po przeprowadzce. Stanęła w drzwiach. — Stepanku, pomyślałam… Może mnie zabierzecie? W mieście duszno. — Nie, mamo. Sama dokonałaś wyboru. Mieszkaj ze Swietłanką. — Ale ja matka! — Matka nie nazywa wnuczki obcą. Do widzenia. Zamknął drzwi. Trudno, ale słusznie. Mateusz urodził się w marcu. Silny, zdrowy chłopczyk. Krzyczał głośno, domagając się wszystkiego. — Wykapany tata! — śmiała się położna. Stepan tulił synka, aż bał się oddychać. — Tamaro, dziękuję ci. Za wszystko. — To ja dziękuję. Że się nie złamałeś. Że wierzyłeś. Powoli urządzali nowy dom. Grządkę założyli, kury kupili. Traktor pracował, dawał zarobić. Wieczorami siadali na ganku. Oleńka bawiła się z psem, Mateusz spał w kołysce. — Wiesz — powiedziała Tamara — jestem szczęśliwa. — I ja. — Pamiętasz, jak było ciężko? Myślałam, nie wytrzymam. — Wytrzymałaś. Silna jesteś. — My jesteśmy silni. Razem. Słońce zachodziło za las. Dom pachniał chlebem i mlekiem. Prawdziwy dom. Ich dom. Tam nikt cię już nie upokorzy. Nie wyrzuca. Nie nazwie obcą. Tam można żyć, kochać i wychowywać dzieci. Tam można być szczęśliwym. *** Drodzy Czytelnicy, pewnie w każdej rodzinie są własne trudności — nie zawsze łatwe do przejścia. Ta historia Tamary i Stepana to jak lustro, w którym zobaczyć można własne kłopoty i siłę, która pozwala je przezwyciężać. Tak to bywa: od kłopotów do radości, a potem znowu różnie — aż los się uśmiechnie. A Wy co sądzicie? Czy Stepan powinien był wcześniej postawić się własnej matce? A może lepiej od razu szukać własnego kąta? Co dla Was znaczy prawdziwy dom — ściany czy ciepło bliskich? Podzielcie się swoimi przemyśleniami, bo życie uczy, a każda lekcja jest cenna! NEW ENGAGING POLISH TITLE: Z trudem do własnego kąta: Jak Tamara i Stepan pokonali upokorzenia, złośliwą teściową, biedę i brak swojego domu, by zbudować prawdziwe szczęście dla siebie i dzieci
Ferie z biblioteką. Tydzień czytelniczo-literacki w Filii w Grabowie
Ekspert w Norda FM o elektrowni jądrowej w Choczewie. "Poważniejsze awarie są raz na sześć milionów lat"
Kruche ciasto do szarlotki robię bez cukru i mąki. Nie namaka od jabłek, a każdy kęs to poezja smaku
AMIC Energy połączył siły z globalnymi liderami z branży gastronomicznej. Jak kooperacja z Subway i Sbarro napędza rozwój sieci?
Chcesz mieć warzywa wcześniej, niż sąsiedzi? Wystarczy, iż zrobisz to
Połącz pączki i faworki w jednym przepisie. Ten wyjątkowy deser zrobi furorę w tłusty czwartek
"Kuchenne rewolucje" w Białej Podlaskiej. Pizza z serem gouda i zepsute mięso? Magda Gessler nie miała litości
Z życia wzięte. "Babciu, tylko nie oddawaj mnie do rodziców. Kocham cię": Powiedziałam, a mój głos był tak cichy, iż sama ledwo go słyszałam
Jedna łyżka i przepadniesz. Najlepsza zupa ziemniaczana na bogato
Kiedy jeść śniadanie? Jest określona pora
W McDonald’s rusza nowy limitowany zestaw. Kolejki gwarantowane
Każdy kęs rozpływa się w ustach. Gulasz z tego mięsa wychodzi obłędny
Coś w twoich jelitach może działać jak naturalny Ozempic. Naukowcy sprawdzają, jak to uruchomić
Zalewam wątróbkę i odstawiam na pół godziny. Wychodzi tak miękka, iż nie trzeba kroić nożem